10 animacji, które zrobiły na nas największe wrażenie

Tym razem zapytaliśmy siebie nawzajem nie o najlepsze, ale imponujące, pamiętne animacje. Poniższa lista nie zawiera wielu zaskoczeń, sporo klasyki, kilka nowości. Nie myśleliśmy nad nią długo… bo chcieliśmy pokazać, co przychodzi nam pierwsze do głowy, gdy pytają nas o ruchome obrazki warte zapamiętania.

Poza poniższymi 10 typami wymieniliśmy tak różne rzeczy, jak Katedra Bagińskiego, Gnijąca panna młoda Burtona, Pink Floyd The Wall Parkera z animacjami Geralda Scarfe, eksperymentalny Przez ciemne zwierciadło Linklatera z Kenau Reevesem, Akira Ootomo, Trio z Belleville Chometa, 12 prac Asterixa Gościnnego, Uderzo i Gruela czy Iniemamocni Birda.


10. WALL-E, reż. Andrew Stanton


Listę otwiera Pixar z Disneyem, więc coś w rodzaju „najnowszej klasyki”. WALL-E jest jedynym mieszkańcem wielkiego śmietniska, kiedyś nazywanego Ziemią. To robot, który miał brać udział w niemożliwej misji doprowadzenia planety do stanu ponownej używalności. Zdążył się już trochę urządzić w swojej samotności, jednak ludzie nie zapomnieli o swoim zapuszczonym domu i u WALL-E'go pojawia się EVA. Historia poszukiwania życia na Ziemi i przyjaźni robotów przenosi się w końcu w kosmos, na prom, w którym mieszkają nieziemsko otyłe resztki ludzkości. Krótko mówiąc, kawał dobrej animacji i historia ku przestrodze.


9. Zwierzogród, reż. Byron Howard, Rich Moore, Jared Bush

We wcześniejszej recenzji na naszym blogu otrzymał 10/10 punktów. To historia drobnej policjantki (jest króliczkiem) walczącej z przestępczością i szklanym sufitem (bo jej komisariat jest pełen grubych ssaków). To nieoczekiwanie sensacyjna, jak na Disneya, produkcja, po staremu piętnująca ksenofobię i pogardę dla słabszych. Animacja jest tu pełna rozmachu, pokazuje bardzo zróżnicowane zwierzaki i ich środowiska, stworzono na jej potrzeby nowy program graficzny (futro jest tzw. trudnym problemem animacji, napisano o nim elaboraty podczas realizacji Shreka, a co dopiero przy takim tłumie… futrzaków). A do tego zaskakujący zwrot akcji i morał, czyli celny głos w sprawie naszego drogiego społeczeństwa.


8. Ergo Proxy, prod. studio Monglobe

Pierwszy (i jedyny) serial i pierwszy „Japończyk” na liście. Historia przedstawicieli ostatniej ludzkiej cywilizacji na Ziemi, agentki rządowej Re-I, jej opiekuna, androida (AutoReiva) Iggiego oraz pełnego sprzeczności Vincenta Law i AutoReiva Pino, którą Vincent miał zutylizować, ale nie miał serca. Podróżują przez mroczną Ziemię próbując zrozumieć, kim są Proxy, a stopniowo zadają sobie coraz więcej pytań o naturę ostatniego bastionu ludzkości i tajemniczego wirusa Cogito atakującego androidy. To mroczna, piękna animacja pełna odniesień do zachodniej filozofii, widocznych już w imionach drugo- i trzecioplanowych postaci (jak Husserl, Kristeva czy Lacan). Możliwe, że wszystko jest tekstem, ale czy da się przechodzić między komunikatami?


7. Grobowiec świetlików, reż. Isao Takahata

Japońskich produkcji będzie tu sporo, po serialu wracamy do pełnometrażowych filmów. Ten powstał w 1988 roku i jest o samotności i biedzie dzieci w czasie wojny. Wielu płakało i będzie płakać podczas oglądania, zwłaszcza, jeśli nie nastawi się na to, że to rzecz poważna i realistyczna, bo oparta na wspomnieniach pisarza Akiyukiego Nosaki. Główni bohaterowie, Seita i jego mała siostrzyczka Setsuko, tułają się po zgliszczach po utracie matki. Próbują radzić sobie najlepiej, jak umieją, jednak przeżycie wojny to bardzo trudne zadanie, a chwile radości i spokoju są piękne i nietrwałe jak świetliki. Animacja została narysowana klasycznym stylem, znanym z innych produkcji Ghibli (jednego z koproducentów) i nie zestarzała się ani trochę.


6. W głowie się nie mieści, reż. Peter Docter

O dziwo, zrecenzowaliśmy jedynie artbooka, samej animacji już nie, choć trafił na naszą listę 30 najlepszych filmów XXI wieku. To pierwszy film Pixara, w którym naprawdę chodzi o ludzi i to ich widać w każdej scenie (i nie są nieruchawymi grubaskami z WALL-E'go). Historia emocji mieszających w głowie małej dziewczynki skrzy się kolorami i roi od celnych metafor uchwytujących ludzkie życie uczuciowe. Scenariusz i przenośnie były konsultowane z psychologami, nie są więc oparte jedynie na tym, co się komu wydaje. Dzięki temu film pozwala spojrzeć na siebie z dystansu zarówno dzieciom, jak i dorosłym.


5. Persepolis, reż. Marjane Satrapi i Vincent Paronnaud

Adaptacja jednego z najważniejszych komiksów XX wieku, pamiętnika opowiadającego o rewolucji ajatollachów i jej dramatycznym wpływie na życie nastoletniej Satrapi. Autorka pokazuje swoją inteligencką rodzinę, najpierw protestującą przeciwko zmianom, a potem starającą się żyć jak najbardziej niepozornie, by nie razić swoją laickością fanatyków, którzy zdobyli władzę. Marjane została wysłana do francuskojęzycznego liceum w Austrii, co oznaczało dalszą izolację, zarówno od nowego domu, jak i ojczyzny. Film zbiera wydarzenia wszystkich czterech tomów komiksu, pokazuje życie autorki także po powrocie do kraju, gdy usiłowała przystosować się i skończyć studia. Ogromną siłą tej animacji jest jej minimalizm i wierność oryginałowi, właściwie wypełnia ruchem luki między kadrami.


4. Król Lew, prod. Walt Disney


Parafrazując Piłsudzkiego (lub Bismarcka), kto nie płakał na Królu Lwie w dzieciństwie, ten będzie Skazą na starość. Ciężko streścić, jak potężny wpływ na nasze pokolenie (a może nawet kilka) miała ta animacja z 1994 roku. Każdy wie, że po co się przejmować, lepiej „hakuna matata”. Niektórzy pewnie jeszcze trzymają w domu karteczki z Nalą i Simbą (w tej dżungli, wiecie), możliwe, że był to nasz pierwszy prawdziwy romans. Do tej pory na przystankach widać napisy „Mufasa żyje”. A do tego ta animacja była wielkim osiągnięciem technicznym i naukowym Disneya, pracownicy studia podglądali przecież lwy, dlatego tak pięknie się ruszają, bawią, iskają. Tą kocią miękkość do dziś widać w wielu produkcjach potentata. Więc, „Can you feel the love tonight”?


3. Ghost in the Shell, reż. Mamoru Oshii


Cyberpunk, rozważania o naturze świadomości, szałowa fryzura i żółta kurtka Motoko Kusanagi… Dla piszącej te słowa Ghost stanowi przełomowy film. Co jakiś czas oglądam go na nowo, ciesząc się pragmatycznym podejściem pani major do jej artyciała, co pięknie widać na przykład w scenie nurkowania. Puppet Master był dla mnie (pewnie nie tylko) pierwszym głębokim rozważaniem o tak zwanej „twardej” sztucznej inteligencji, czyli obdarzonej samoświadomością, zdolnej do samodzielnego myślenia i działania, ludzkiej, a może ponadludzkiej. A na to wszystko świetnie poprowadzony temat samotności w wielkim mieście rodem z Łowcy androidów.


2. Księżniczka Mononoke, reż. Hayao Miyazaki


Niewiele młodsza od Króla Lwa (1997) animacja Miyazakiego, opowiadająca o dzikiej dziewczynce, wilczej strażniczce lasu. Wszystko dzieje się w epoce, gdy dziki, jelenie i inne zwierzęta, a nawet drzewa, były bogami przyrody – mononoke. Fabularnie to historia księcia Emishi, próbującego ratować swoją wioskę przed klątwą jednego z nich. Animacja jest pełna archetypów, mówiących o magii lasów i konflikcie cywilizacji z naturą. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych i uwielbianych filmów studia Ghibli, jeden z tych, dzięki którym „japońskie bajki” nie mogą się już kojarzyć tylko z czarodziejkami w szkolnych mundurkach „i innymi głupotami”.


1. Spirited Away: W krainie bogów, reż. Hayao Miyazaki


Zabrakło nam tu Mojego sąsiada Totoro, żeby stworzyć pełen ołtarzyk Ghibli. Spirited było dystrybuowane w polskich kinach, jest nawet nasz dubbing. Główna bohaterka, Chichiro, trafia przypadkiem do krainy bogów właśnie. Dziewczynka musi uwolnić stamtąd siebie i swoich rodziców, zamienionych tymczasem w świnie. Aby na to zapracować, zgadza się na służbę u czarownicy Yubaby. Mnóstwo znajomych motywów? Miyazaki pożyczył tu sporo z europejskich baśni, ale niektóre wątki (jak służba u wiedźmy) są popularne w wielu kulturach. Całość stanowi mieszankę typowo… „miyazakową”, której najbardziej uroczym elementem są być może puszki sadzy, poruszające się stadami i mające zawsze swoje tajne zamiary.

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Agnieszka „Fushikoma” Czoska

Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).