Boska komedia Disneya – recenzja komiksu Mickey’s Inferno

Mickey 1

– Hey, You two ain’t dead!

– But, ah’ve got a note from my doctor.

– And poets usual ydie of hunger anyway, am I right?

Powyższy cytat pochodzący z komiksu Myckey’s Inferno dość jasno pokazuje, z czym mamy do czynienia. Album bowiem snuje uwspółcześnioną wersję Piekła Dantego z Boskiej Komedii, przepuszczoną przez disnejowski filtr, ale podlaną przy okazji całkiem sporą porcją czarnego humoru. Wprawdzie po lekturze wciąż nie jestem pewien, komu właściwie dedykowany jest ten komiks, ale jedno mogę powiedzieć bez wahania: to ciekawa fabuła, mimo iż nie do końca wszystko wyszło jak należy.

Goofy upieczony na rożnie i podany siostrzeńcom Kaczora Donalda? Taki obrazek otwiera ten komis, dalej jest tylko bardziej ciekawie, chociaż mniej makabrycznie. Mickey i Goofy występują w inscenizacji Piekła Dantego. Czarny Piotruś – chcąc zrujnowania przedstawienia – wynajmuje magika, by zajął się tą sprawą, jednak kiedy spektakl mimo to staje się sukcesem, Morty hipnotyzuje dwóch przyjaciół tak, żeby wierzyli, iż rzeczywiście są bohaterami Boskiej Komedii. W efekcie Mickey i Goofy udają się do biblioteki, sięgają po legendarne dzieło Dantego i… zostają wciągnięci do środka. Od teraz zaczyna się ich podróż przez piekło (odbywana częściowo na rowerze!), bohaterowie spotykają Charona, patrzą jak dzieci znęcają się nad nielubianymi nauczycielami i tak dalej, i tak dalej. Przy okazji natykają się na całe mnóstwo postaci historycznych, ale czym skończy się ta wyprawa?

Mickeys 2

Znając komiksy Disneya (tak samo zresztą jak filmy) można by z łatwością przewidzieć finał tej przygody, ale ten album nie jest wcale tak oczywisty. Czy to znaczy, że finał też taki nie jest – nie zdradzę, ale warto docenić już sam fakt złamania bajkowego schematu. Lektura Inferno pod wieloma względami przypomniała mi 25. księgę Tytusa, Romka i A’Tomka, ale jednocześnie jest to komiks znajdujący się na zupełnie innym biegunie.

Tym, co jednak najbardziej w jego przypadku zdumiewa, jest fakt, że powstał pod koniec lat 40. XX wieku. Czytałem disnejowskie opowieści graficzne z tamtego okresu i gdybym nie sprawdził daty publikacji, dałbym sobie rękę uciąć, że to jedynie – bardzo udana, ale tylko – stylizacja na tamte czasy. Bo kto siedemdziesiąt lat temu opublikowałby choćby lekko makabryczny komiks dla dzieci? A jednak, a Guido Martina, który Grandi Parodie Disney (jak pierwotnie nazywała się ta opowieść) złożył naprawdę udany hołd Dantemu i jego opus magnum, snując wierszowaną opowieść, po dziś dzień trzymającą poziom.

Całość zilustrowana została przez Angelo Biolettiego; ładnie, bo klasycznie. Może w dzisiejszych czasach wydaje się nieco przestarzała, nadal jednak ma niesamowity klimat i trafia do serc. Szczególnie tych, którzy na podobnych opowieściach się wychowali.

I chociaż nie potrafię rozstrzygnąć, dla jakiej właściwie grupy wiekowej przeznaczone jest Mickey’s Inferno (bo trudno uznać, że jest to komiks stricte dla dzieci, a jednocześnie dla dorosłych okazuje się zbyt mało dojrzały) polecam go waszej uwadze. Z pewnością nie każdemu się spodoba, wielu uzna ten album za niewart poznania, ale jest w nim coś, co sprawia, że wypada choćby rzucić na niego okiem i przekonać się, czy to nie lektura dla nas. Może będziecie zaskoczeni.

Mickeys 4

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta – dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/