Osiemnasty film ze stajni Marvela wywołał wiele hałasu jeszcze na długo przed swoją premierą i to nie tylko dlatego, że jest to pierwsza produkcja niekwestionowanego lidera w kategorii superbohaterskich hitów, nad której realizacją w większości pracowała czarnoskóra ekipa – nie tylko aktorzy, ale również reżyser, scenarzysta, a nawet dźwiękowcy, ale też dlatego, że wytwórnia umiejętnie podgrzewała atmosferę oczekiwania.

Po światowej premierze Internet wypełniły zdjęcia aktorów ubranych w fenomenalne i barwne stroje, wyglądające jak wyjęte prosto z szaf należących do wakandyjskiej rodziny królewskiej. Nie zabrakło też wielu pochlebnych opinii, w których Czarną Panterę określano jako fenomenalny i przełomowy film. Chcecie przekonać się, co na temat produkcji sądzi ekipa NTG? Zapraszamy do lektury!

Czarna Pantera

Idris: Nie ukrywam, że na Panterę czekałam z niecierpliwością. Mój hype train rozpędził się do niewyobrażalnej prędkości i naprawdę niewiele brakowało mu do tego, by wykoleić się na pierwszym lepszym zakręcie. Z jednej strony oczekiwania były ogromne, z drugiej, bądźmy szczerzy, to niemal dwudziesta produkcja Marvela – czym jeszcze mogli mnie zaskoczyć jej twórcy? Na pewno nie fabułą, która jest niezwykle prosta: po śmierci ojca T’Challa wraca do Wakandy, by objąć należny mu tron. Jednak, zanim nowy monarcha podejmie decyzję, jakim władcą chce się stać, zaczynają się problemy – na horyzoncie pojawia się dawny, nieco szalony wróg, a zaraz za nim nowy, już znacznie lepiej zorganizowany. Z rodzinnej szafy wypadają trupy, a spod dywanu wyłażą zamiecione tam lata temu brudy. Trzeba sobie z tym poradzić, co wcale nie jest proste. Scenariusz odhacza również takie elementy jak porażkę i trudności nękające bohatera, a potem jego walkę o odzyskanie pozycji. Absolutnie nie jest to coś, czego nie widzieliśmy w poprzednich filmach Marvela.

Czarna Pantera

GrublukTheGrim: Na film o Panterze czekałem prawie dwa lata, od premiery Wojny bohaterów. T’Challa był chyba pierwszą postacią tak dobrze zaprezentowaną w filmie, w którym pełnił wyłącznie drugoplanową rolę. Twórcy nie ukazali jednak wyłącznie zdolności i siły tego bohatera– przybliżono również jego charakter i motywacje. Sądziłem więc, że w najnowszym filmie nie będzie się mnie karmić do przesytu podobnymi informacjami. Stało się jednak inaczej. I choć ta praktyka jest oczywiście niezbędna, ponieważ łączy się na stałe z filmową ekspozycją, można było zrobić to w nieco subtelniejszy sposób. Tak czy inaczej, film dał mi sporo radości. Wśród jego największych zalet muszę wymienić perfekcyjne ukazanie świata przedstawionego i niezwykłą siłę postaci drugoplanowych, w szczególności kobiecych. Te dwa elementy najbardziej zapadły mi w pamięci.

Czarna Pantera

Tomxyz: Przyznam, że szeroko zakrojona akcja marketingowa nieco rozbudziła moje oczekiwania względem Czarnej Pantery. I choć należę do tej grupy, która do produkcji filmowych Marvela podchodzi z pewną dozą dystansu, w moich oczach film zapowiadał się znacznie bardziej interesująco niż tylko jako ciekawostka. Piękny, bogaty, tajemniczy świat stworzony praktycznie od podstaw, daje pokaźne pole do popisu dla scenarzystów. Gdy dodać do tego świetne kreacje aktorskie i wyrazistych bohaterów, zaczyna to wyglądać całkiem obiecująco. Niestety, sama historia jest płytka, a w filmie sporo ogranych klisz. Fabuła i sztucznie wyglądające CGI to moim zdaniem największe mankamenty filmu.

Czarna Pantera

GrublukTheGrim: CGI faktycznie zawiodło, tym bardziej, że studio miało czas, aby wykorzystać je lepiej. Szczególnie uderzyło mnie to w scenach pościgu z pierwszej połowy filmu oraz w finałowej walce. Jeśli miałbym wskazać jeszcze jeden minus, wybrałbym dłużące się sceny pozbawione dynamiki i akcji. Oczywiście można było je skrócić, lecz dzięki temu miałem okazję na dłużej zanurzyć się w tak wspaniale wykreowanym świecie. Wracając do wspomnianych przeze mnie wcześniej ról kobiecych – postacie Shuri, Okoye i Nakii skradły moją uwagę, gdy pojawiały się na ekranie. O ile T’Challa był takim sobie, przepełnionym poczuciem sprawiedliwości władcą, dziewczyny dały popis elastycznej i bardzo przemyślanej gry aktorskiej. Zawsze czuję więź z postaciami, które są dobrze dopasowane do konwencji filmu, a tutaj efekt był wręcz olśniewający. To właśnie dzięki nim mogłem się pośmiać, wystraszyć czy ekscytować się wydarzeniami. Drugim ważnym elementem był oczywiście świat Wakandy. Wierzenia, kultura, tradycje, technologia czy stroje wprost oszałamiały.

Czarna Pantera

Idris: Faktycznie, niektóre sceny były przydługie i nierównomiernie rozłożone w całym filmie, jednak nie przeszkadzały mi w odbiorze całości. Zwłaszcza, że starałam się pamiętać o tym, że jest to mimo wszystko produkcja poświęcona bohaterowi, którego może i znamy już z Wojny bohaterów, ale nadal nie wszystko o nim wiemy. Właśnie dlatego Czarna Pantera była w moim odczuciu ciekawa – przybliżała nam postać T’Challi i dawała do zrozumienia, z jakimi problemami musi zmierzyć się młody monarcha. Absolutnie zgadzam się z tym, że postacie kobiece kradły dla siebie cały film – girl power jest tutaj silny i naprawdę działa na korzyść produkcji. Na uwagę zasługuje też czarny charakter. W tym wypadku dwóch, jednak znacznie bardziej wyrazisty okazał się Killmonger – kolejny villain w uniwersum MCU, który posiada sensowną i logiczną motywację. Co jednak kupiło mnie absolutnie? Wakanda, czyli nie-tak-znowu-biedny-kraj-w-Afryce, a właściwie to, jak barwna była – nie tylko wizualnie (zwróćcie uwagę na scenę pojedynku koronacyjnego, gdzie widownia ustawiona jest tak, że kolory ubrań płynnie przechodzą w kolejne jak odcienie w tęczy), ale też pod względem kultury i tradycji. To kraj, w którym plemienne modły i zwyczaje, mogące uchodzić za barbarzyńskie mumbo-jumbo, współistnieją z wysoko rozwiniętą technologią i osiągnięciami nauki. Wszystko to dodatkowo ubrano w naprawdę świetnie uzupełniającą całość ścieżkę dźwiękową.

Czarna Pantera

Tomxyz: Wysokiej jakości ścieżka dźwiękowa, wyraziste role kobiece, wiarygodny superzłoczyńca i bajecznie wykreowany świat to bezapelacyjne atuty filmu. Chęć bliższego poznania bohatera była jednym z powodów, które również mnie zachęciły do wybrania się na seans. Czarna Pantera jest przecież herosem szerzej nieznanym polskim widzom. Wszystkie trzy komiksowe albumy w całości poświęcone T’Challi zostały wydane w Polsce w ostatnich czterech latach, i to tylko dzięki kolekcjom. Wśród tak doskonale nam znanych i mocno eksploatowanych Marvelowskich postaci jak Iron Man, Kapitan Ameryka, Hulk czy wielokrotnie ekranizowany Spider-Man, Pantera miał potencjał stać się powiewem świeżości. Wykorzystano go połowicznie, zaniedbując fabułę produkcji. Główny wątek jest płytki i bardzo przewidywalny, napisany według utartego schematu. Wspomniane wcześniej świetnie rozpisane i zagrane role drugoplanowe ratują produkcję, jednocześnie stanowiąc przeciwwagę dla pozbawionego wyrazu protagonisty. Pod tym względem film mnie zawiódł. Spodziewałem się, że scenarzyści stworzą większe pole do popisu dla Chadwicka Bosemana. Mimo tych kilku wad, Czarną Panterę ogląda się dosyć dobrze. Bogata forma częściowo rekompensuje ubytki w treści, a mnie dodatkowo zachwyciły detale. Twardy akcent mieszkańców Wakandy nadaje tej społeczności wiarygodności, ale i charakteru. Równie pozytywnie oceniam sceny wypełnione humorem, w odpowiednim momencie rozładowujące napięcie. Nie brak też subtelnych komentarzy politycznych do bieżących wydarzeń, co jest dosyć odważną nowością. Choć do ideału mu daleko, na tle podobnych blockbusterów film wypada nieźle. Oddanie produkcji w ręce czarnoskórych autorów okazało się trafną decyzją ze strony Marvela.

Czarna Pantera

GrublukTheGrim: Jak pokazuje trailer filmu Avengers: Infinity War, do Wakandy jeszcze powrócimy. Jeśli nie jest to zabieg czysto komercyjny, mający na celu zwrócenie naszej uwagi na Czarną Panterę, wydarzenia związane z Thanosem będą miały niemały wpływ na społeczeństwo i sytuację tego małego państwa. Liczę, że pierwsza połowa nadchodzącej produkcji może być kontynuacją Czarnej Pantery. Odchodząc trochę od tematu, chciałbym zwrócić uwagę na stopniowe kreowanie przez Marvela nowych światów w swoim uniwersum. Poznaliśmy już kosmos (Strażnicy Galaktyki), planetę Sakaar (Thor: Ragnarok), a teraz także Wakandę. O ile same filmy często zachowują schemat pewnej powtarzalności (tak jak omawiany tu film), to jednak widać pewien postęp w dostarczaniu nam wizualnych rozkoszy. Lepszy taki krok niż żaden– może w niedalekiej przyszłości dostaniemy filmy bardziej różnorodne strukturalnie, nie skupiające się tak bardzo na swoim komiksowym pierwowzorze, a prezentujące nowe przygody. Dlatego Czarna Pantera, choć niepozbawiona pewnych wad, jest jednak kolejnym krokiem w kierunku dalszego rozwoju studia. Taką przynajmniej żywię nadzieję.

Czarna Pantera

Idris: Przyznam, że nie miałam okazji słyszeć wakandyjskiego akcentu poza zwiastunami, tak się bowiem złożyło, że niecierpliwa natura i okoliczności zagnały mnie na seans z dubbingiem. Nie była to najmądrzejsza decyzja – dubbing sam w sobie nie był tragiczny, jednak kiedy usłyszałam Sebastiana Fabijańskiego, podkładającego głos Killmongerowi, który brzmiał przez to jak osiedlowy chuligan, mający się za szefa mafii paliwowej (no wybaczcie, ten aktor jeszcze długo będzie mi się kojarzył z rolami w filmach Vegi, a to nie jest dobre powiązanie). Same dialogi, napisane przez Jana Wecsilego nie kaleczą uszu szczególnie mocno, chociaż nie zawsze brzmią naturalnie. Jestem przekonana, że wybiorę się na Czarną Panterę jeszcze raz, chociażby po to, żeby tym razem zobaczyć film z napisami i usłyszeć oryginalne głosy aktorów. Nie będzie to wielkie poświęcenie z mojej strony, ponieważ tak się składa, że produkcję oglądało mi się świetnie (pomimo kilku jej wad, których jestem całkowicie świadoma). Na dodatek zaostrzyła mój apetyt przed nadchodzącą wielkimi krokami premierą Avengers: Infinity War. Mam nadzieję, że Wakandy w zapowiadanej produkcji będzie znacznie więcej, jestem bowiem niezwykle ciekawa, jak potoczą się losy tego państewka, biorąc pod uwagę decyzje podjęte przez T’Challę.

Czarna Pantera

Tomxyz: W przypadku CzarnejPantery angielska wersja językowa jest bogatsza. Chociażby ze względu na wspomniany wcześniej afrykański akcent aktorów, który ze względów oczywistych jest nieprzetłumaczalny. Ja w ogóle nie przepadam za dubbingiem w filmach, zdecydowanie wolę słuchać oryginalnych dialogów. Nic mi wówczas nie zgrzyta. Choć produkcję ogląda się lekko i przyjemnie, jestem zaskoczony ilością pochlebnych recenzji i wysokimi pozycjami w rankingach. Serwisy Rotten Tomatoes i Metacritic oceniły film odpowiednio na 97% i 88/100, co moim zdaniem jest notami zdecydowanie zawyżonymi. Mimo iż dzieło Cooglera jest solidne i na kilku płaszczyznach również nowatorskie, nie nazwałbym go ani wybitnym, ani wyjątkowym. Na pewno warto ten film obejrzeć i będę go polecał, ale zamiast pójść do kina na kolejny seans, wstrzymam się do czasu premiery Avengers: Infinity War.

ZOBACZ W SKLEPACH

Szczegóły:

Tytuł: Czarna Pantera
Tytuł oryginalny: Black Panther
Reżyseria: Ryan Coogler
Scenariusz: Joe Robert Cole, Ryan Coogler
Gatunek: akcja, sci-fi
Premiera polska: 14 lutego 2018
Premiera na świecie: 22 lutego 2018
Czas trwania: 2 godz. 14 min.
Główne role: Chadwick Boseman, Michael B. Jordan, Martin Freeman, Lupita Nyong’o

Dodaj komentarz

avatar