Czworonożni pogromcy duchów. Recenzja komiksu Beasts of Burden: Animal Rites

Beasts of Burden Animal Rites cover

Parafrazując znane powiedzenie – jeśli w komiksie umieścimy zwierzaki lub dzieci, to zawsze ukradną one cały show. Prawda ta sprawdza się chyba w każdym medium; wierny tej zasadzie Disney od dekad trzepie grube miliony dolarów na kolejnych filmach. Nie wiem, czy pomysłodawca Beasts of Burden – Evan Dorkin (Superman, The Eltingville Club, Milk & Cheese) – wyszedł z podobnego założenia, niemniej stworzył on komiks z wyłącznie zwierzęcymi bohaterami. Na niniejsze wydanie składa się osiem powiązanych historii powstałych w latach 2003-2009.

Beasts of Burden Animal Rites calling

Przygody czworonożnej ekipy zaczęły się od krótkiego ośmiostronicowego epizodu umieszczonego w antologii The Dark Horse Book of Hauntings z 2003 roku. Stray jest typową opowieścią grozy o nawiedzonym domu, a raczej… budzie. Jej mieszkańca – Reksa – dręczy niespokojny duch innego psa. Dlatego jego zwierzęcy sąsiedzi postanawiają wezwać na pomoc jednego z Mądrych Psów – specjalistę w dziedzinie zjawisk nadprzyrodzonych. W podobnym stylu utrzymane były kolejne shorty ukazujące się rokrocznie w antologiach Dark Horse’a. Unfamiliar opowiada o wiedźmach, przybyłych wraz z kocimi chowańcami do tytułowego Burden Hill; nieproszeni goście robią niemały zamęt na spokojnym osiedlu miłośników domowych pupili. Let Sleeping Dogs Lie to historia z udziałem zombie (psich zombie), w A Dog and His Boy poznajemy natomiast pierwszego człowieka, który potrafi rozmawiać ze zwierzętami – bo oczywiście nasi bohaterowie są niezwykle gadatliwi i toczą długie dysputy na tematy nadnaturalne. Kolejne rozdziały tego zbioru to przedruk czterech części miniserii pod tytułem Beasts of Burden (2009) – tworzą one bardziej komplementarną opowieść na temat inwazji różnorodnych potworów na sielankową miejscowość.

Beasts of Burden Animal Rites A Dog and his Boy

Pierwszoplanowymi postaciami komiksu jest grupa psów z sąsiedztwa – husky Ace, doberman Rex, mops Pugsley, terier Whitey oraz beagle Jack; członkiem drużyny czworonożnych pogromców duchów jest jeszcze bezpański rudy dachowiec imieniem Orphan. Charaktery poszczególnych psów (i kotów), podobnie jak ich wygląd czy mowa ciała, są wyraziste oraz unikalne, a zarazem iście ludzkie – nie da się tych sierściuchów nie lubić. Większość wydarzeń rozgrywa się na zwierzęcym poziomie – ich właściciele nie mają pojęcia o tym, że w spokojnej okolicy dzieją się rzeczy nadprzyrodzone; czworonogi są jedyną linią obrony przeciwko potworom rodem z horrorów. Opowieść, oparta na wyświechtanych horrorowych chwytach, sama w sobie stereotypowa nie jest i nigdy nie wiadomo, jak dany rozdział się skończy. Ponadto twórcy unikają nasuwających się komediowych rozwiązań – poruszane tematy oraz efekty działania czarnej magii są śmiertelnie poważne i nie obywa się bez licznych krwawych ofiar.

Beasts of Burden Animal Rites Dog Zombies

To nieoczekiwane połączenie bajki zwierzęcej z opowieścią grozy jest wyjątkowo udane – zarówno dzięki interesującym scenariuszom, w przewrotny sposób wykorzystującym gatunkowe tropy, jak również niezwykłym akwarelom autorstwa Jill Thompson (Wonder Woman, Sandman, Scary Godmother). Nic dziwnego, że poszczególne odcinki zgarniają nagrody Eisnera regularnie od 2004 roku. Beasts of Burden: Animal Rites polecam czytelnikom ceniącym komiksy ze stajni Dark Horse oraz lubiącym malarską estetykę w opowieściach obrazkowych, a także tym, którym podobały się We3, Blacksad bądź książkowe Wodnikowe Wzgórze. Z niecierpliwością czekam na kolejne wydania zbiorcze – materiału wystarczy już bowiem na co najmniej półtora hard coveru. W planach jest również animowana adaptacja, w którą zaangażowani są twórcy Księgi życia, Shreka oraz krótko- i pełnometrażowego 9. Jeśli uda im się zachować niezwykły klimat tej graficznej opowieści, z pewnością będzie to znaczący punkt w historii filmowego horroru. To doskonała komiksowa lektura – tak w Halloween, jak i na co dzień.

Tytuł: Beasts of Burden: Animal Rites
Scenariusz: Evan Dorkin
Rysunki: Jill Thompson
Wydawnictwo: Dark Horse Comics
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 184

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do “Tygodnika Powszechnego”. Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu…