Detektywistyczna gra biznesowa – recenzja Coffee Noir

Tworzenie gier edukacyjnych nie jest łatwe, gdyż zapamiętywanie nowych zwrotów i formułek rzadko stanowi dla nas przyjemność, a bez przyjemności taka gra nie różniłaby się niczym od tradycyjnych metod zdobywania wiedzy. O ile w przypadku dzieci naukę i rozrywkę można połączyć w miarę łatwo, bo dla dziecka zabawa jest naturalną metodą poznawania świata, o tyle gdy chodzi o dorosłych, sprawa znacząco się komplikuje. Z wiekiem nasze rozumienie „frajdy” staje się bardziej wysublimowane i kilka kolorowych, ruchomych elementów nie wystarcza już do przykucia naszej uwagi. Wiele projektów, które w teorii wydawały się ciekawymi pomysłami, w praktyce kończy jako nudne zbiory mini-gier, przypominające bardziej zadania domowe, niż faktyczne gry. Mimo to, wraz ze wzrostem popularności grywalizacji, na rynku pojawia się coraz więcej propozycji tego rodzaju. I coraz częściej są to propozycje ciekawe. Jedną z nich jest Coffee Noir od Doji Academy.

Fabuła Coffee Noir kręci się wokół Arthura Olivera, detektywa, który na prośbę Claribel Kersey, córki zaginionego Richarda Kersey’a, podejmuje się rozwiązania zagadki tajemniczego zniknięcia jej ojca. Ponieważ Kersey zajmował się handlem kawą, podejrzenia od razu padają na grupę biznesmenów, z którymi wcześniej współpracował. By wejść między nich bez wzbudzania podejrzeń, Oliver zakłada własne przedsiębiorstwo, tytułowe Coffee Noir.

Do samej historii wrócę jeszcze za chwilę, jednak w tym miejscu chciałabym pochwalić fakt wprowadzenia do gry wątku kryminalnego. Wyznacza on nam pewien cel, do którego musimy dążyć, a dzięki temu zyskujemy motywację, by grać. Może wydawać się to banalne, ale dla gry edukacyjnej jest to niezwykle ważny element – choć kluczowe jest zdobywanie wiedzy, to uczynienie z niego głównej osi gry często skutkuje szybkim zniechęceniem gracza. Świetnym przykładem tego zjawiska jest recenzowane jakieś czas temu Human Resource Machine – w pewnym momencie gracz zwyczajnie nie ma już siły, by przeć na przód, gdyż wie, że jedynym, co go czeka, jest kolejne bardzo podobne zadanie. Brak perspektywy nagrody skutkuje brakiem motywacji – a bądźmy szczerzy, gdyby zdobywanie wiedzy było nagrodą samą w sobie, to nie potrzebowalibyśmy gier edukacyjnych, bo nauka z podręcznika byłaby równie satysfakcjonująca.

Żeby nie było jednak tak różowo, muszę powiedzieć, że fabuła jako taka nieco mnie zawiodła. Ponieważ jednak wytłumaczenie, co dokładnie nie przypadło mi do gustu wymaga wejścia na terytorium spojlerów, pozwolę sobie ukryć część tekstu, by nie psuć zabawy tym, którzy sobie tego nie życzą. [Pokaż spoiler]

Coffee Noir to gra przeglądarkowa. Oznacza to, że powinniśmy być w stanie uruchomić ją na wszystkim, co daje nam dostęp do stron WWW. Na całkowicie przeciętnym laptopie gra chodzi bez zarzutu, ale ze względu na naprawdę niewielkie wymagania spróbowałam też zagrać na urządzeniach słabiej przystosowanych do gier. Ot, choćby po to, by zobaczyć, czy twórcy przewidzieli możliwość gry na czymś nieco mniejszym. Na telefonie niestety, choć teoretycznie wszystko działało, elementy interfejsu najeżdżały na siebie, uniemożliwiając zrobienie czegokolwiek. Lepiej poszło na netbooku, choć i tam gra nie była szczególnie wygodna ze względu na ogromną ilość zapisanych drobnymi literami informacji. Ekonomia w grze jest bowiem bardzo rozbudowana (sam koszt produkcji jednego rodzaju kawy jest opisywany przez sześć różnych wartości: koszt stały, koszt zmienny, koszt całkowity, koszt przeciętny, koszt marginalny, koszt historyczny), przez co wymaga sporej liczby tabelek i wykresów, by móc zostać dokładnie przedstawioną. Na małych ekranach zwyczajnie źle się je odczytuje.

Główną częścią rozgrywki jest zarządzanie przedsiębiorstwem. Musimy sprawnie równoważyć produkcję i sprzedaż, by zyski zawsze były większe, niż wydatki, a nasi kontrahenci zadowoleni z oferowanych usług. Pod tym względem Coffee Noir nie oferuje właściwie niczego szczególnie innowacyjnego, choć trzeba przyznać, że aspekt biznesowy obfituje w przeróżne opcje i możliwości zainwestowania zarobionych pieniędzy. Mimo to gra sama w sobie nie jest trudna i naprawdę trzeba się postarać, by w nią przegrać. Inna sprawa, że trzeba się również postarać, by móc wygrać.

Edukacyjny aspekt Coffee Noir mieści się w dwóch głównych mechanizmach. Pierwszym z nich są testy, których poprawne rozwiązanie gwarantuje nam dostęp do nowych opcji gry. Każdy test składa się z pięciu pytań zamkniętych, spośród których na co najmniej trzy trzeba odpowiedzieć poprawnie, by zaliczyć. Oczywiście nie trzeba podchodzić do nich na ślepo – do każdego z nich przygotowano materiały, na podstawie których możemy się przygotować do zdawania. Nie ma jednak co porównywać tych testów do szkolnych sprawdzianów; nie dość, że są one bardzo krótkie, to zdanie ich nie wymaga właściwie żadnego większego wysiłku. Nawet pobieżne poczytanie o danym zagadnieniu wystarcza nam, żeby spokojnie go zdać. Można by się zastanawiać, czy to nie za mało (bo można strzelać przy każdym pytaniu, a i tak zdać), ale z drugiej strony dzięki temu gra nie zamienia się w żmudne przedzieranie się przez podręcznik.

Drugim mechanizmem są negocjacje. Nim podpiszemy kontrakt na sprzedaż kawy, musimy najpierw porozmawiać o jego szczegółach z naszym potencjalnym klientem – w ten sposób zdobywamy także informacje przydatne podczas naszego śledztwa. Jednak to, w jaki sposób będziemy prowadzić rozmowę i jakie techniki zastosujemy, walcząc o jak najwyższą cenę dla naszego towaru, w dużej mierze zależy od tego, z kim mamy do czynienia. W Coffee Noir będziemy musieli negocjować z aż jedenastoma postaciami o całkowicie różnych charakterach i upodobaniach. Bardzo podobał mi się ten element gry, ponieważ wymaga on od gracza sporego zastanowienia się nad tym, co i komu należy powiedzieć. Czy należy dalej nalegać na obniżenie ceny? A może lepiej się wycofać i nie ryzykować całkowitym zerwaniem kontraktu? Czy należy dzielić się plotkami, a może zachować formalny ton i skupić się na interesach? Ta część rozgrywki ma jednak także sporą wadę. Otóż gdy chcemy podpisać nowy kontrakt z danym klientem, musimy przejść przez dokładnie tą samą rozmowę jeszcze raz, od początku do końca. A jeśli na przykład z powodu małej ilości pracowników musimy podpisywać kontrakty na krótszy okres, to konieczność odbywania tych pogadanek będzie dość częsta. Przyznam, że upodobania niektórych postaci szybko poznałam na pamięć i całe negocjacje przeklikiwałam z pamięci, byle szybciej, bo było to tak męczące. Zwłaszcza, że ich tekst pokazuje się bardzo powoli.

Na wysokim poziomie stoi też oprawa graficzna. Stylizowana jest ona na komiks – poszczególne plansze projektowane są, jak kadry, a dialogi pojawiają się w charakterystycznych dymkach. Rysunki utrzymują jeden spójny styl. Zwrócić należy także uwagę na oprawę dźwiękową: z jednej strony mamy muzykę, która początkowo zdaje się niezauważalna, jednak z upływem czasu zaczyna męczyć, a z drugiej wyjątkowo ciekawie głosy postaci. Większość występujących w grze aktorów naprawdę dobrze wciela się w odgrywane role, pozwalając nam poznać daną osobę nie tylko poprzez jej słowa, ale także sam styl mówienia. Warto też wspomnieć, że gra dostępna jest w języku polskim, co z pewnością pomoże w zdobywaniu wiedzy.

Coffee Noir należy pochwalić też za dużą dbałość o szczegóły, które nie mają większego wpływu na rozgrywkę, ale podnoszą ogólną jakość gry. To, że opisy naszych partnerów biznesowych są bardzo rozbudowane jest czymś koniecznym, ale twórcy zadbali, by niemal równie dokładne były opisy potencjalnych pracowników. Ot, taki mały, lecz elegancki dodatek.

Niestety, Coffee Noir nie udało się uniknąć kilku wpadek. W większości przypadków nie jest to nic znaczącego – ot, czasem gra nie może się zdecydować, czy panna Kersey ma na imię Claribell czy Claribel, czasem zdarzają się drobne błędy w tekście, jak "wyraża kosztuje zwiększenie produkcji o jedną jednostkę przy danym poziomie produkcji" – ale zdarzają się też większe problemy, zwłaszcza w samouczku, którego przy pierwszym podejściu nie zdołałam ukończyć, ponieważ byłam zmuszona odświeżyć stronę. Ani razu nie natrafiłam jednak na problem, który w znaczący sposób utrudniłby mi rozgrywkę.

Chyba najważniejszym pytaniem, jakie można sobie postawić przy recenzowaniu gry edukacyjnej jest "czy nauczyłem się czegoś?". I moja odpowiedź brzmi: tak. Nauczyłam się kilku rzeczy o negocjacjach, biznesie i o zarządzaniu przedsiębiorstwem. Nauczyłam się też kilku rzeczy o kawie. Nauczyłam się ich, chociaż wcale nie to był mój cel – moim celem, jako recenzenta, było sprawdzenie i ocenienie gry. A mimo to się czegoś się dowiedziałam. Uważam to za ogromny sukces Coffee Noir – mimo iż nie szukałam tej wiedzy, ona zdołała znaleźć mnie. Zdobyłam ją mimochodem, nie poświęcając się nauce, lecz koncentrując na rozgrywce. W mojej ocenie dokładnie tak powinny działać gry edukacyjne. Czy to oznacza, że Coffee Noir jest świetną grą samą w sobie? Nie. Gdyby nie aspekt edukacyjny, pewnie oceniłabym ją niżej. Ale tak, jak nie oceniamy komedii kryteriami przyjętymi dla horrorów, tak nie można oceniać gry edukacyjnej jak zwyczajnej gry, w której to jakość oferowanej rozrywki jest elementem kluczowym. Tutaj liczy się to, ile można z tej rozgrywki wynieść. A ja uważam, że wyniosłam sporo.

Tytuł: Coffee Noir
Platformy: PC
Producent: Doji Academy
Gatunek: edukacyjna, ekonomiczna

[KUP GRĘ]

Barbara „Libelo” Kciuk

Barbara „Libelo” Kciuk

Z wykształcenia programista, w praktyce człowiek-orkiestra. W sztuce ponad wszystko cenię sobie oryginalność oraz nowatorskie rozwiązania. Interesuje się grami, zwłaszcza tymi kładącymi nacisk na fabułę i ciekawe wykorzystanie możliwości, jakie daje interaktywność. Chętnie sięgam też po produkcje w jakiś sposób nietypowe – im dziwniejsze, tym lepsze. W wolnych chwilach lubię roleplayować, poznawać nowe rzeczy i przeczesywać Internet w poszukiwaniu ofert sprzedaży starych konsol.

  • Grałem w to na PGA, rozmawiałem z twórcą. Na początku wydawało mi się że gra będzie świetna. Zarys fabuły jak i wykonanie bardzo mi się podobało. Jednak potem obrót o 180 stopni. Dobiła mnie monotonność.
    Nie wiem dlaczego, po prostu nagle stwierdziłem że gra jest nudna.

    Grałem na czyimś koncie i to może dlatego.

    • Libelo

      Częściowo muszę się zgodzić. Jeśli będziemy oceniać grę wyłącznie, jako źródło rozrywki, to ocena powinna być zdecydowanie niższa i nie sądzę, żeby gra na swoim własnym koncie dużo tu zmieniła. To nie jest coś, w co grałabym dla przyjemności. Jeśli jednak chciałabym rozszerzać swoją wiedzę na temat biznesu, to podejrzewam, że ta gra byłaby dla mnie czymś świetnym, bo stanowi całkiem przyjemny, niemęczący i interaktywny sposób przyswajania wiedzy. Pod tym kątem oceniłam grę – gdybym chciała oceniać w kategorii czysto rozrywkowej, to pewnie ocena wahałaby się w okolicach 6/10