Genetyczny Armagedon – recenzja książki Helisa

Helisa 1

Marc Elsberg, twórca świetnie przyjętych powieści Blackout oraz Zero, przedstawiających wizje ludzkości odpowiednio pogrążonej w kryzysie energetycznym i pod dyktaturą social mediów, po raz kolejny serwuje nam koniec świata w nowoczesnym wydaniu. Tym razem apokaliptyczny tygiel wylosował genetykę. GMO z ludźmi w roli królików doświadczalnych to idealny przepis na globalną katastrofę. Czy również tutaj autorowi udało się wywołać u czytelników poczucie przerażenia faktem, że opisywane wydarzenia nie są tak fikcyjne, jakby się na początku wydawało? Niestety, tym razem klasyczne „do trzech razy sztuka” ma wydźwięk negatywny.

Akcja książki rozpoczyna się, gdy w nieznanych okolicznościach nagle umiera amerykański sekretarz stanu. Jessica Roberts, główna bohaterka powieści, otrzymuje zadanie wyjaśnienia zagadki śmierci polityka, która z całą pewnością nie wyniknęła z przyczyn naturalnych. W tym samym czasie w Afryce zostają odkryte pola kukurydzy odporne na zarazę pustoszącą okoliczne uprawy. Świadomi faktu, że nie byłoby to możliwe bez modyfikacji genetycznych, pracownicy koncernu zajmującego się GMO postanawiają odszukać tajemnicze „duchy”, którym miejscowi chłopi zawdzięczają wysokie plony. Trzeci wątek obecny w Helisie obraca się wokół pewnych starających się o dziecko małżonków. Skuszeni przez lekarza, zgadzają się oni na wizytę w pilnie strzeżonym ośrodku obiecującym swojej klienteli idealne, wyposażone w wyłącznie najlepsze geny potomstwo. Wszystkie te historie, początkowo zupełnie ze sobą niezwiązane, z czasem się zazębią,tworząc gigantyczną intrygę z przemianami genetycznymi w tle.

Helisa 2

Elsberg w swojej nowej powieści przez cały czas trzyma poziom określony przy okazji wydania swojej debiutanckiej książki. Helisa wciąga czytelnika i wzbudza w nim poczucie strachu przedstawieniem zagrożenia bardzo realnego w dzisiejszych czasach. Co w takim razie nie zagrało? W moim odczuciu, w porównaniu do dwóch poprzednich tytułów, Elsberg przy kreśleniu przyczyn armagedonu – zamiast czynników obecnych aktualnie – wykorzystał te, które będą być może dostępne w niedalekiej przyszłości. Przez ten fakt książka straciła wydźwięk tak mocno przerażający dla czytelnika. Przecież już teraz elektrownie na całym świecie są sterowane komputerowo i w każdej chwili mogą ulec awarii (Blackout), a social media skutecznie kontrolują nasze życie, prowokując nas do niecodziennych zachowań za pomocą mechanizmu nagrody (Zero). Ludzkie GMO jest jednak pieśnią mniej lub bardziej dalekiej przyszłości i czytanie o katastrofie z jej udziałem automatycznie zostało przeze mnie umieszczone w kategorii „fantastyka”.

Jednak jeżeli zignoruję słabszy od poprzednich motyw przewodni, Helisę mogę określić jako rewelacyjną książkę. W repertuarze postaci nie znajdziemy osoby, którą można nazwać bezpłciową. Każda z nich ma własną osobowość i własny tok myślenia na temat zalet i wad genetycznego postępu. Przyszła matka widzi w tym szansę na dziecko przygotowane do wyzwań czekających na nie w dalszym życiu, inna osoba dostrzega olbrzymie zagrożenie związane z rolą zwykłego człowieka w wyidealizowanym społeczeństwie.

Helisa 3

Lektura takich przemyśleń z czasem prowokuje do refleksji również czytelnika. Czy ludzkość pozbawiona chorób i wyposażona we wszelkie możliwe atuty będzie wyglądać w praktyce tak samo idealnie jak na papierze? Czy w takim świecie będzie miejsce na powoli wymierające, zwykłe jednostki? Elsberg po raz trzeci pod przykrywką thrillera tworzy rozprawkę na temat kondycji wciąż rozwijającej się cywilizacji, uzależnionej od technologii, oraz zadaje pytania dotyczące zagrożeń wynikających z najnowszych zdobyczy nauki. Jego książki warto przeczytać nie tylko ze względu na aspekt rozrywkowy, ale także w celu rozwijania swoich poglądów i dostrzeżenia niebezpieczeństwa w elementach otaczającej nas rzeczywistości.

Podsumowując, Helisę ocenić można dwojako. Jako thriller katastroficzny otrzymałaby minimum 8/10. Lecz jako powieść Elsberga – w porównaniu do poprzedniczek zasługuje wyłącznie na 6/10. Dlatego też nota końcowa będzie wypośrodkowaniem tych dwóch perspektyw. Osobom niezaznajomionym z twórczością pisarza sugeruję czytanie książek w odwrotnej kolejności, by stopniowo podnosić poprzeczkę. Pozostałym również mogę Helisę polecić, choć sądzę, że mogą się srogo zawieść.

Tomasz „Snah” Rosłon

Tomasz „Snah” Rosłon

W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.