Gwint beta

Kiedy CD Projekt Red ogłosiło, iż planuje wydać wirtualną wersję Gwinta, myślałam, że zabiję ich śmiechem. Po diabła wydawać tak piękną fizyczną wersję kart, skoro ma się w planach taki projekt? Kolejne grafiki i wydzielane informacje jedynie pogłębiały mój niepokój i niechęć do najnowszego przedsięwzięcia Redsów lecz… Cóż, żeby krytykować, należy poznać. Postanowiłam więc zapisać się do Bety i przekonać na własnej skórze z czym to się je i w razie konieczności potwierdzić swoje obawy. Los jednak chciał, by mój wrodzony sceptycyzm znów walnął w szybę niczym skołowana mucha. Nowy gwint, choć inny, prezentuje się doprawdy zacnie. Pragnę jednak od razu zapewnić, iż ów tekst nie jest recenzją. Wszak jak można oceniać jeszcze niegotowy produkt? Potraktujmy go zatem jako listę powodów do zadowolenia i niepokoju. A nuż pomoże to twórcom w dalszym ulepszaniu nowego wizerunku Gwinta

betagwint-ntg2

Zacznijmy od plusów, by przełamać lody. Uroda i szata graficzna Gwinta ujęły mnie do głębi. Dlaczego od razu mowa o wyglądzie? Bo jakby nie patrzeć, jako pierwszy rzuca się w oczy. A jest co oglądać, gdyż zarówno menu, „efekty specjalne”, jak i grafiki, czy projekty kart prezentują się zachwycająco. Te ostatnie zostały stworzone dzięki pracy wielu utalentowanych artystów z Polski, Rosji, Włoch, Niemiec i innych zakątków świata, których nie byłam do końca w stanie rozpoznać po samych nazwiskach. Można więc śmiało uznać, iż oprócz dominującej roli polskich artystów, obecny wygląd kart w Gwincie zawdzięczamy międzynarodowej współpracy. Podczas partyjek towarzyszyć nam będzie dobrze znana i lubiana ścieżka dźwiękowa z Wiedźmina 3. Umila rozgrywkę i tworzy niezastąpiony klimat wieczornych karczemnych potyczek przy dobrym grzańcu i półmisie z wybornym jadłem. Podkładane głosy wypadają wcale przyjemnie i godnie oddają charakter postaci.

betagwint-ntg3

Przejdźmy jednak do menu, które już na samym początku wydało mi się wręcz stworzone pod urządzenia przenośne. Możemy poruszać się między sekcjami na cztery różne sposoby – przeskakując między zakładkami, przeciągając myszą w obie strony, klikając na przezroczyste strzałki, bądź poruszać się jedynie za pomocą klawiatury po wciśnięciu klawisza alt. Ta dowolność stanowi spore udogodnienie zarówno dla pecetowców, jak i tych spośród graczy, którzy zaprzyjaźnili się już z podobną rozrywką na urządzeniach przenośnych. A skoro już o sekcjach mowa, dzielą się bardzo prosto i standardowo, jak w każdej karciance internetowej – na pulpit gracza, gdzie wybieramy pomiędzy różnymi wariantami rozgrywek; na punkt tworzenia talii i klaser, oraz sklep, w którym możemy zakupić beczułki z kartami od ulubionego potwornego sklepikarza. Standard, ale jakże to wygodne. Oczywiście w tym żywym trollowym sklepie beczki możemy zakupić zarówno za realne pieniądze, jak i za złoto wygrywane w potyczkach z innymi graczami. Są jednak także inne sposoby na zdobycie interesujących nas kart, jak na przykład tworzenie ich przy pomocy wygrywanych skrawków, lecz tu już wkraczamy na teren gry i jej przebiegu…

betagwint-ntg4

Rozgrywka sama w sobie stanowczo zasługuje na osobny akapit, gdyż pojawiło się sporo nowości, o których należy wiedzieć, by nie dostać zawału po odpaleniu pierwszej potyczki. Przede wszystkim, mimo iż większość kart wygląda podobnie do swoich odpowiedników z Wiedźmina, mają zupełnie odmienne właściwości i zdolności. Nawet same frakcje doczekały nowych cech np. po każdej turze wszystkie jednostki z frakcji Skellige dostają +1 do swojej bazowej siły, zaś w Królestwach Północy każda złota karta wchodząca na stół otrzymuje +2 do siły bazowej i jedynie Potwory i Elfy pozostały niezmienione. Co się zaś tyczy talii Nilfgaardu, na nią przyjdzie nam jeszcze poczekać, gdyż studio wciąż nad ową pracuje. I w ten sposób bardzo zgrabnie przechodzimy do podziału kart – od brązowych, poprzez srebrne, na złotych kończąc. Jak łatwo się domyślić, te ostatnie reprezentują karty w większości najtrudniejsze do zdobycia i najdroższe do stworzenia. Warto wspomnieć, iż na tym podziały się nie kończą. Wśród wspomnianych możemy wymienić różne rodzaje kart – zwykłe, rzadkie, epickie i legendarne, co z kolei przekłada się na koszt ich stworzenia ze skrawków, oraz częstotliwość wypadania w beczkach (nie jest powiedziane, że karta srebrna nie może być legendarna, zaś złota zaledwie epicka). Na co zaś wpływają kolory? Ano, na limit ich ilości w tworzonej talii – w sumie możemy mieć maksymalnie czterdzieści, a minimum dwadzieścia pięć, w tym nieograniczoną liczbę brązowych, najwyżej sześć srebrnych i tylko cztery złote. Dość już jednak o samych taliach, zajmijmy się przebiegiem gry. Pamiętacie rubinowe żetony? No to zapomnijcie o nich, zastąpiły je bowiem korony takie jak te widoczne na logo Gwinta. Sam przebieg gry pozostaje niezmienny, lecz najciekawsze dzieje się tuż po jej zakończeniu. Redsi wykazali się nie lada sprytem i sprawili, iż nawet przegrana nie dołuje. Dodali bowiem opcję „pogratuluj przeciwnikowi”, dzięki której obaj gracze mogą coś zyskać po skończonej partii – czy to złoto, czy fragmenty kart. Doskonałe rozwiązanie, budzące w graczach wzajemny szacunek i rozładowujące napięcie. A skoro już o nagrodach mowa, takowe występują także podczas wbijania poziomów poprzez wygrywanie partii. Pamiętajmy jednak iż każdy kolejny wbijany danego dnia jest coraz trudniejszy do zdobycia, a i po pewnym czasie nie opłaca się już dalej grać. Za pierwszy poziom danego dnia dostajemy sto sztuk złota, a za każdy następny kolejno siedemdziesiąt pięć, pięćdziesiąt i dwadzieścia pięć. Sama liczba wygranych wymaganych do osiągnięcia wyższych leveli jest odwrotnie proporcjonalna do otrzymywanych nagród – w skrócie, rośnie. Warto jest więc odpuścić sobie granie tego jednego dnia, by wpaść nazajutrz i mniejszym wysiłkiem zdobyć nagrody.

betagwint-ntg5

Nadszedł wreszcie kres słodzenia, przejdźmy do minusów, gdyż takowe również wystąpiły. Na pierwszy ogień pójdą dopiski tłumaczące zdolności kart – przynajmniej jedna trzecia jest niezrozumiała, niedokończona, a nawet myląca. Trudno jest więc rozeznać się w rzeczywistym zastosowaniu umiejętności postaci inaczej niż w bezpośredniej grze. Natrafiałam więc na takie perełki jak np. „ Nekker Wojownik – Stwórz w ręce kopię zagranej brązowej jednostki (2).”, gdzie z opisu wynika zupełnie co innego, niż później dzieje się w trakcie gry; „Jaskółka – Zwiększ siłę jednostki o 8. Jeśli to wiedźmin, zwiększ siłę o 12”, z tym że nigdzie nie jest napisane, że na Geralta ta karta nie działa, jako iż jest kartą złotą, choć na wszystkich innych ta informacja była obecna, „Lodowy Olbrzym – Odporność na mróz. Z każdym kolejnym mrozem zwiększ siłę o 7.”, gdzie siła zwiększa się tylko raz. Równie piękne rzeczy działy się w przypadku opisów do samych postaci, czy kart specjalnych. Ze względu na niższy próg wiekowy, duża część kart została ugrzeczniona i pozbawiona wulgaryzmów. Z tego właśnie powodu chociażby słynny opis Vernona Roche’a, dobrze znany i lubiany z Wiedźmina 3 nie tylko stracił pazur, ale i tak jakoś przestał bawić, gdy w Gwincie objawił się jako „Patriota, chociaż sukinsyn.”. No wow. Tak samo Talar. Kto widział Talara bez jego nieodłącznej, soczystej k*rwy? Każdy, kto pamięta pierwszą część Wiedźmina i piękną, kwiecistą mowę tego szpiega w roli pasera, uzna, że ktoś tu go robi w trąbę, gdy w opisie postaci umieszcza okrojoną wersję „No, to jak będzie? Robimy interes?”. Panie władzo, przecie to się nie godzi. Biedna Pożoga w ogóle straciła swój pierwotny opis, przez co na jej miejscu wykwitł krótki fragment „opowiastek wiedźmińskich o wspomnianej zastosowaniu”. Ogólnie czytając opisy odnosiłam wrażenie, iż ktoś tu wyjątkowo upodobał sobie słowo „sukinsyn”, gdyż stało się ono słowem-kluczem w zastępstwie każdego bardziej dobitnego poprzednika. A idąc za ciosem, nawet niektóre nazwy kart zostały pozbawione oryginalnych, nieodłącznych elementów – stąd zamiast wspaniałej BPP, mamy jedynie mierną Biedną Piechotę. Finito. Bo przecież żaden trzynastolatek w swoim krótkim życiu nie słyszał słowa na „k” i „p”. I nie mam tu lekkie pretensje do Redsów za wprowadzenie ograniczenia wiekowego rzędu PG-13.

betagwint-ntg6

Na tym kończą się wady, gdyż nic poza tym nie rzuciło mi się w oczy. Pozostało więc jedynie podsumować całość wrażeń z pięknego okresu beta testów (które swoją drogą wciąż trwają i mają się całkiem dobrze). Gwint zaskoczył mnie nad wyraz pozytywnie. Pomimo moich wcześniejszych obaw i miejscami dość drastycznych zmian, okazał się grą zaiste satysfakcjonującą i wciągającą. Zarówno piękne wykonanie kart, muzyka, jak i sama rozgrywka zostały zaprojektowane w sposób przemyślany i doprawdy estetyczny. Postać trolla-sklepikarza rzucającego komentarze pokroju „Popopopopopoker hajs.”, „Czy sklep nie zostawił zupy na ogniu?” albo „Gość w sklep. Sklep w …sklep.” rozkładały mnie na łopatki. Aż chciałoby się mieć takiego w domu. Jeżeli jednak chodzi o rzeczy do poprawki, z pewnością drużyna Redsów powinna zwrócić większą uwagę na treść stworzonych przez siebie kart, by stały się one klarowne, zrozumiałe i nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do ich interpretacji. Ugrzecznienia i podmienianie wulgaryzmów gryzie co bardziej zagorzałych fanów po oczach, lecz na to już nie da się nic poradzić. Restrykcyje nie koza, psem nie przepędzisz. Pozostaje więc mieć nadzieję, iż nic po drodze się nie skiepści, gdyż szykuje się kawał dobrej karcianki.

Moje recenzje fizycznych talii Gwinta znajdziecie pod tymi linkami: [Serca z Kamienia], [Krew i Wino]

Podsumowanie

Cieszy:
– ciekawie zaprojektowane menu
– piękna szata graficzna i projekty kart
– znana już lecz niezwykle klimatyczna muzyka
– system gratulowania przeciwnikowi
– obłędny sklepikarz i system nagród
– różnorodność i nowe zdolności kart

Martwi:
– opisy zdolności kart są często niejasne i mylące
– obniżenie wieku odarło grę z bardzo istotnych i tworzących klimat smaczków

Poprzedni artykułRecenzja komiksu Deadly Class Volume 1
Następny artykułRecenzja gry Softnauts
Julia „Angi” Świerczyńska
Z wykształcenia filolog, z fachu SEM, a prywatnie pingwin z chrapką na władzę nad światem. Chciałam zostać tłumaczem, ale po drodze urodziło się milion innych pomysłów i wyszło jak wyszło. Spektrum moich zainteresowań zdaje się nie mieć końca. Uwielbiam pisać opowiadania i poezję, czytać, grać w gry komputerowe. Fascynuje mnie mitologia, szeroko rozumiana metafizyka, sny i inne zjawiska niewytłumaczalne. Muzyki słucham dobrej; moja ścieżka dźwiękowa jest bardzo zróżnicowana i często skaczę z jednej melodycznej skrajności w drugą. Podobnie w życiu. Jestem albo paskudną, złośliwą bestią, albo uchylę nieba, lecz to zależy od humoru, temperatury, ciśnienia, nagromadzenia poszczególnych zjawisk atmosferycznych i meteorologicznych. W skrócie, nigdy nie wiesz, czy dostaniesz kwiatka, czy może kwiatkiem.

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Ania [PKNDL]Julia „Angi” ŚwierczyńskadraVska Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
draVska
Gość

dla mnie ta gra to fenomen! Zaczęło się od tego, że odpalałam Wieśka tylko po to, żeby połazić po mapie i pograć w Gwinta z ludźmi. Ale okazało się, ze w pewnym momencie to nie wystarcza. Zmusiłam mojego lubego, żeby nauczył się zasad gry i graliśmy taliami ‘w realu’ – ale co to za frajda grać z kimś, kto gra tylko po to, żeby sprawić Ci przyjemność…? No i nadszedł ten dzień! Beta testy! Wszyscy dostali kody… a ja nie. I tu zaczęła się moja cicha drama, bo jak to, że oni mają, a ja nie? No i dzisiaj wchodzę… Czytaj więcej »

Ania [PKNDL]
Gość

Psst! Jak masz ochotę pograć, to zapraszam na przyjacielską partyjkę 😀