Hejt na dubbing

1

Udostępniony przedwczoraj zdubbingowany zwiastun Legionu Samobójców – jak można było się spodziewać – po raz kolejny uruchomił lawinę idiotycznych komentarzy na temat dubbingu w filmach aktorskich. Można by się spodziewać, że osoby tak go krytykujące, a wychwalające napisy (albo, pożal się boże, lektora) znają język polski i potrafią czytać, ale w rzeczywistości większość nie potrafi sklecić nawet jednego zdania po polsku, nie robiąc przy tym błędów, jak również doczytać informacji o tym, że mimo zdubbingowanego zwiastuna, film będzie wyświetlany również z napisami. Początkowo, czyli kilka lat temu, takie komentarze nawet były zabawne, ale teraz widząc je mam ochotę przebrać się za rycerza i każdego autora takiego komentarza walić go głowie kurczakiem, mówiąc przy tym „You’re no fun anymore”. Oto słów kilka o dubbingu w filmach aktorskich i o tym, dlaczego będzie go coraz więcej.

Dubbing w zwiastunie ssie, dubbingował go Karolak i inne żule
Przede wszystkim należy wiedzieć, że dubbing do zwiastuna filmowego realizowany jest na szybko, bywa, że z aktorami, którzy akurat w studiu dźwiękowym nagrywają coś innego, tak więc jego jakość w żaden sposób nie przekłada się na jakość ostatecznego dubbingu w samym filmie. Ocenianie polskiej wersji na podstawie zwiastuna jest tak samo mądre jak ocenianie na jego podstawie filmu. Tym bardziej, że studio może dostać do zdubbingowania rozmazaną plamę, ponieważ producent nie chce, żeby zwiastun wyciekł przed czasem. Taką właśnie chaotyczną rozmazaną plamę dubbingowano w przypadku Legionu Samobójców, co na Facebooku ujawniła aktorka Marta Dobecka, podkładająca w zwiastunie głos pod Harley Quinn. Oglądając wczesny zdubbingowany zwiastun trzeba mieć na uwadze, że głosy z dużą dozą prawdopodobieństwa zostaną wymienione, kiedy zorganizowany zostanie casting do ról, a producent w Stanach wybierze aktorów, którzy mają podkładać głosy konkretnym postaciom. W przypadku dużych wytwórni casting to konieczność i reżyser polskiej wersji nie może obsadzić ról według własnego widzimisię. Przykładowo Emma Watson w Noem: Wybranym przez Boga przemawiała tym samym głosem co Hermiona w Harrym Potterze, ale aktorka dostała angaż nie dlatego, że już wcześniej dubbingowała Watson, tylko dlatego, że producent Noego uznał ją za najlepszą kandydatkę do tej roli. Do dubbingu zatrudniani są profesjonalni aktorzy wyłonieni drogą castingu i zatwierdzeni przez producenta, a nie menele spod budki z piwem czy krewni i znajomi reżysera, jak sugerują niektóre zabawne komentarze. Co jednak nie oznacza, że efekt zawsze będzie zadowalający, przykładem czego chociażby Łukasz Nowicki jako Thor w Avengers – na forum strony o dubbingu, którą współtworzę, był on dość mocno krytykowany, co być może przyczyniło się do tego, że w kolejnych produkcjach z Marvel Cinematic Universe został wymieniony na znacznie lepszego Piotra Grabowskiego. Jest to też przykład tego, że zamiast hejtować dla samego hejtowania, na co nikt nie zwraca uwagi, lepiej kulturalnie i rzeczowo wyrazić swoją opinię, a może ona zostać zauważona i wzięta pod uwagę.

„Dubbing tylko dla dzieci”
Kolejny ciekawy zarzut dotyczy tego, że Polacy wolą filmy i seriale z napisami, więc dubbing jest niepotrzebny, bo produkcje z nim oglądają tylko dzieci. Zabawna prawda jest taka, że jedynym bastionem napisowców – do których sam się przy okazji zaliczam, chociaż dubbing traktuję jako swego rodzaju hobby – jest w Polsce Internet. W różnych sondach internetowych napisy jako preferowaną wersję tłumaczenia wskazuje nawet ponad osiemdziesiąt procent respondentów, ale wszelakie internetowe ankiety są z oczywistych względów nierzetelne – w sondażu portalu katolicko-prawicowego 98% ankietowanych odpowie, że Tusk powinien stanąć przed Trybunałem Stanu, ale już w ankiecie na stronie „Gazety Wyborczej” 98% przed trybunałem będzie chciało postawić Kaczyńskiego. Sytuacja zmienia się drastycznie, kiedy opuścimy cyberprzestrzeń. W ostatnim profesjonalnym sondażu na ten temat, przeprowadzonym w 2007 roku na zlecenie Telewizji Polskiej, dubbing i lektora jako preferowaną wersją tłumaczenia filmu wskazało po 45 procent pytanych respondentów, z kolei napisy wybrało zatrważające pięć procent. Napisy przegrywały też we wszystkich sondażach przeprowadzanych wcześniej, nawet w latach 90. ponad czterdzieści procent abonentów Canal+ popierało dubbing. Polacy są więc, podobnie jak Niemcy, Francuzi, Hiszpanie, Rosjanie czy Włosi, narodem preferującym dźwiękowe opracowania filmów. I, na podstawie obserwacji rodziny, znajomych oraz wypowiedzi różnych ludzi w Internecie, tak naprawdę nie ma dla nich znaczenia, czy film/serial jest z dubbingiem, czy z lektorem – liczy się tylko i wyłącznie to, że nie trzeba czytać. A to znajduje odzwierciedlenie w kinie. Według danych udostępnianych przez Disneya, w pierwszy weekend wyświetlania filmu ponad czterdzieści procent widzów wybiera wersję z dubbingiem. W następnych tygodniach wersja z napisami w wielu kinach jest powoli wycofywana, podczas gdy dubbingowa w dalszym ciągu trzyma się nieźle. Koniec końców, kiedy film schodzi z afiszy, liczba widzów, którzy obejrzeli film z dubbingiem i z napisami, najprawdopodobniej rozkłada się mniej więcej po równo. Nieprawdą jest również to, że na wersje z dubbingiem chodzą tylko dzieci albo rodzice z dziećmi – z braku laku (czyli czasu i dogodnych pór seansów z napisami) zdarzyło mi się oglądać w kinie kilka komiksowo-transformersowych filmów z dubbingiem i tylko na jednym z tych seansów (konkretniej na Transformers: Wieku zagłady) na zatłoczonej sali kinowej znalazł się ojciec z około dziesięcioletnim synem. Średnia wieku widzów na seansach dubbingowych, na których byłem, wynosi dwadzieścia kilka lat. Pewną ciekawostką jest fakt, że wersje z dubbingiem, w przeciwieństwie do lektorskich, nie są cenzurowane. Dobrymi przykładami mogą być 8. Mila czy Old School – mimo strasznie słabej jakości dubbingów do tych filmów, dialogi w nich są pełne przekleństw, w przeciwieństwie do wszystkich szeptanek emitowanych w telewizji, w których nie padło nawet jedno wulgarne słowo.

Uwaga, materiał zawiera wylgaryzmy.

Aspekt ekonomiczny
Wersje z dubbingiem, wbrew temu co przeczytać można w rozmaitych komentarzach pod zwiastunami czy filmami dystrybuowanymi w takiej wersji, są w Polsce popularne, przyciągają większą ilość widzów, a co za tym idzie – generują wyższe przychody. Warto wspomnieć chociażby mocno hype’owanego w Internecie Wolverine’a, który w polskim box offisie zadebiutował na trzecim miejscu, podczas gdy tydzień wcześniej kompletnie nieznany Polakom Jeździec znikąd, dystrybuowany z napisami i dubbingiem, zadebiutował na drugim. W następnym tygodniu Rosomak spadł na czwarte miejsce, a w trzecim na ósme, wyprzedzony przez Jeźdźca. Nieznana w Polsce marka pobiła znane uniwersum i popularną postać, nie tylko w ostatnim tygodniu deklasując ją w zestawieniu najpopularniejszych filmów, ale też przez cały okres bytności w naszych kinach przyciągając około 250 tys. widzów, podczas gdy Wolverine musiał zadowolić się 150 tysiącami. Rok później X-Men: Przeszłość, która nadejdzie – dystrybuowana już w dwóch wersjach – zadebiutowała na pierwszym miejscu w box offisie, utrzymała się w kinach dłużej niż Wolverine i zebrała więcej widzów. Trend ten rozpoczął Disney w 2012 roku, potem pomysł podchwyciło United International Pictures. Imperial CinePix, dystrybutor Wolverine’a, po porażce tego filmu również postawił na dubbing. Teraz do tego grona dołącza Warner Bros. Biorąc pod uwagę, że każdy z dystrybutorów po jednym filmie dubbingował kolejne, należy się spodziewać, że w nadchodzących latach praktyka ta będzie coraz częstsza i powoli dubbingu doczekają się filmy inne niż adaptacje komiksów. Przykładowo w tym roku na taki krok zdecydował się Monolith, stawiając na dwie wersje Bogów Egiptu.

Uwaga, materiał zawiera wylgaryzmy.

Czemu nie lektor?
Część internetowych mędrków sugeruje, żeby zamiast z dubbingiem, filmy były wyświetlane w kinach z lektorem – jest to niemożliwe, ponieważ amerykański producent nigdy w życiu nie wyrazi na to zgody. Dla Amerykanów jedynymi akceptowanymi rozwiązaniami są napisy albo dubbing, a rozwiązanie znane z byłego bloku wschodniego i stosowane tylko tam nie wchodzi w rachubę. Chociażby ze względu na to, że lektor całkowicie morduje ścieżkę dźwiękową, a nie po to dźwiękowcy są za nie nagradzani Oscarami, żeby leniwy polski montażysta zniweczył ich ciężką pracę. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że Rosja, która „sprzedała” innym krajom bloku wschodniego patent zaczytywania filmów, sama już od dawna od tego odchodzi – wszystkie filmy w tamtejszych kinach wyświetlane są z dubbingiem, trafiającym następnie na DVD, VOD i do telewizji. Lektor co prawda nadal tam funkcjonuje, ale jest już w odwrocie – raz zdubbingowany film w takiej wersji pokazywany jest wszędzie, nie zaś jak w Polsce, gdzie TVN, Polsat, HBO czy Canal+ emitują z lektorem filmy, które w kinach i na DVD miały dubbing. Co prawda w Polsce zdarzyły się dwa filmy wyświetlane w kinach z lektorem – Bitwa pod Wiedniem i Franciszek – ale jedna była polską koprodukcją, więc na szeptankę mogła zgodzić się strona polska, druga zaś argentyńskim filmem biograficznym o najnowszym papieżu.

Dubbing kradnie seanse napisom
Inna ciekawostka, jaką można przeczytać w komentarzach, to stwierdzenie, że przez dubbing tracą seanse z napisami, których jest mniej i ustawiane są na niedogodne godziny. To akurat nie jest winą dystrybutora, a konkretnego kina – próżno szukać w Polsce dwóch kin z popularnych sieciówek, które miałyby taki sam repertuar, ponieważ ustalany jest on na podstawie preferencji widzów. Kiedy w 2012 roku Disney zaczynał dwiema wersjami językowymi Avengers, wszystkie kina założyły, że na dubbing będą chodziły tylko dzieci i rodziny z dziećmi, dlatego seanse w takiej wersji kończyły się około 15.00, a później wyświetlano już tylko napisy. Po trzech latach preferencje widzów w konkretnych kinach się wyklarowały – jeżeli w Twoim kinie na cztery seanse z napisami przypada osiem z dubbingiem, wyświetlanym nawet wieczorem, znaczy to tylko i aż tyle, że jego widzowie wolą polską wersję, dostaje ona więc więcej seansów i lepszy czas, ponieważ przyniesie kinu większy zysk. Trudno oczekiwać od kina, żeby na siłę promowało napisy, skoro tylko na tym straci.

Podsumowanie
Wbrew licznym idiotycznym komentarzom, wersje z dubbingiem mają się w Polsce bardzo dobrze i nigdzie się nie wybierają, nie dziwi więc to, że kolejni dystrybutorzy decydują się na wprowadzanie do kin filmów w dwóch wersjach. To, że w Internecie albo w kinie zobaczyć można zdubbingowany zwiastun, nie oznacza, że tylko taka wersja będzie dostępna w kinach – napisy były, są i będą. Internautom, którzy zamierzają dalej publikować durne komentarze, proponuję się wstrzymać. Dwie wersje działają nie tylko na korzyść dystrybutora, który zarabia więcej i któremu opłaca się wprowadzać do kin kolejne ekranizacje komiksów, ale także widza, który ma możliwość wybrania tego, w jakiej wersji film chce oglądać. A im popularniejsze będą filmy z konkretnego uniwersum, tym większa szansa na to, że w Polsce będą trafiały do kin od razu, a nie po kilku tygodniach albo nawet miesiącach. Zamiast skupiać swoje „mądre” komentarze na dubbingu, proponuję skoncentrować siły na czymś sensowniejszym, jak chociażby idiotycznie tłumaczonych tytułach, brak wersji 2D albo na tym, że dystrybutorzy, nadawcy i wydawcy w dalszym ciągu cisną na tłumaczy, żeby dostarczali nam ocenzurowane tłumaczenia. Ale przy okazji należy robić to grzecznie i z głową, ponieważ komentarz będący hejtem dla samego hejtu naprawdę na nikim nie robi wrażenia, zwłaszcza w kwestii dubbingu, ponieważ tutaj dla dystrybutora i tak będą liczyły się wyłącznie wyniki finansowe.

Autor: Pottero

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z Doomem, a potem Quakiem i Unreal Tournament. Zapalony gracz z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. Filmwebie, altao.pl czy czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.