Hellboy na dragach. Recenzja komiksu Aleister & Adolf

    Aleister & Adolf cover

Hitlerowcy byli żywotnie zainteresowani okultyzmem i wszystkim, co nadnaturalne; w celu stworzenia Wunderwaffe prowadzili ponoć również eksperymenty nie z tej ziemi. Na tej przesłance bazowały takie produkcje jak Hellboy, Bloodrayne, Wolfenstein czy Iron Nazi Vampir: Das Geheimnis von Schloß Kottlitz. Pogląd ten jest również kanwą wydanego przez Dark Horse komiksu Aleister & Adolf autorstwa Douglassa Rushkoffa (scenariusz) oraz Michaela Arona Oemingsa (rysunki). To potężna petarda dla miłośników sekretnych (ale czy na pewno nieprawdziwych?) historii.

    Aleister & Adolf interior assignement

Akcja rozpoczyna się w roku 1995, w pokojach działu graficznego korporacji Viceroy. W zamierzchłych czasach sieci, gdy odpalana jest przeglądarka Netscape, jeden z designerów przygotowuje pierwszą witrynę internetową swej firmy. Jednak z logo dzieje się coś dziwnego – zaczyna wędrować po całym projekcie. Okazuje się, że po rozwiązanie tej zagadki należy cofnąć się do dni poprzedzających II wojnę światową, gdy amerykański generał Patton wyznacza młodego reportera nazwiskiem Roberts do tajnej misji w Londynie. Bohater ma skontaktować się z Aleisterem Crowleyem, znanym również pod imieniem Bestia – twórcą Thelemy i okultystą powiązanym ze służbami specjalnymi. Ma on pomóc w toczonej za kulisami teatru działań wojnie na (dez)informacje, rytuały, symbole i artefakty. Po Anschlussie Austrii Hitler zdobył bowiem jedną z najpotężniejszych relikwii świata – Włócznię Świętego Maurycego, która czyni swojego posiadacza niepokonanym. Śledzimy sześcioletnie zmagania na nadprzyrodzonej arenie, spotykając postacie znane z kart podręczników (i Wikipedii) – prócz Crowleya, Hitlera, Pattona są to między innymi Ian Fleming (oficer OSS, późniejszy twórca postaci Jamesa Bonda), Rudolf Hess czy Maxwell Knight (ówczesny szef MI-5, pierwowzór M z powieści i filmów o szpiegu wszech czasów). Najważniejszy jest jednak Aleister – idol, wariat, mistyk, człowiek o niezwykłej charyzmie i szalonych pomysłach, które jednak znajdują swoje odzwierciedlenie w kulturze.

    Aleister & Adolf interior Hess

Walka ta toczy się na płaszczyźnie semiotyki. Nie chcę tutaj zbyt wiele zdradzać z fabuły, jednak zawarte w Aleister & Adolf koncepcje pokazują, jak wielką wagę od wieków ludzkość przywiązuje do symboli – niekoniecznie nasyconych magiczną energią. Czy litery, obrazy i przedmioty mają jakieś znaczenie, póki go im nie nadamy? Czymże jest magia, jeśli nie sztuką operowania słowami i znakami w ten sposób, by zmienić najpierw rzeczywistość społeczną, a nawet – historię? W komiksie znajdziemy przemyślane teorie komunikacyjne splecione z okultyzmem i historycznymi faktami.

    Aleister & Adolf interior alone

Tonacja noir oraz stylistyka art deco przenika wszystkie czarno-białe kadry – tworzy to rzadko spotykaną niepokojącą atmosferę, porównywalną z mignolowską. Poruszane w Aleister & Adolf tematy nie są przeznaczone dla młodszego czytelnika. Ci, których nie interesuje historia II wojny światowej ani opowieści grozy, raczej się lekturą znudzą. Dzieło Rushkoffa – znanego teoretyka mediów i marketingu, propagatora licencji open source oraz Oemingsa (rysownika Powers) adresowane jest do węższej publiczności, ma jednak potencjał, by w pewnych kręgach stać się utworem kultowym. Bo to taki Hellboy na ostrych dragach.

    Tytuł: Aleister & Adolf
    Scenariusz: Douglas Rushkoff
    Rysunki: Michael Avon Oeming
    Wydawnictwo: Dark Horse Comics
    Rok wydania: 2016
    Liczba stron: 96

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...