Horror à la „Pulp Fiction” – recenzja filmu Upiorna noc Halloween

Upiorna noc Halloween

Podręcznik pisania recenzji mówi, że na początek wypada powiedzieć coś mądrego, opowiedzieć żart albo rzucić komunałem. Mając do dyspozycji te opcje, postawiłem na banał. Halloween to wyjątkowy dzień dla świata grozy. Miłośnicy strachu wszelakiej maści w mniejszym bądź większym stopniu uważają je za swoje święto, zaś twórcy horrorów od dawna w tym właśnie dniu wypuszczają swoje filmy bądź osadzają w nim ich fabuły. Chociaż takich filmów powstały już dziesiątki i zapewne nigdy się to nie zmieni, sporo halloweenowych horrorów mimo wszystko ma swój urok. Jednym z tych urokliwych jest właśnie Upiorna noc Halloween, moim skromnym zdaniem znajdująca się w ścisłej czołówce filmów o tej tematyce.

Fabuła filmu przedstawia cztery oddzielne historie rozgrywające się w wieczór Halloween w miasteczku Warren Valley w Ohio, połączone ze sobą w typowo postmodernistyczny sposób. Bohaterami poszczególnych opowieści są nieprzepadający za dziećmi dyrektor szkoły, banda dzieciaków przebranych za różne maszkarony, grupka dziewcząt szukająca chłopaków na wieczór, zgorzkniały staruszek mieszkający w swoim domu-twierdzy i młode narzeczeństwo. Wszystkie te postaci w jakiś sposób przeżyją (aczkolwiek niekoniecznie dożyją do końca) iście upiorną noc Halloween, ale co się komu przydarzy – to trzeba zobaczyć samemu!

Największą zaletą filmu jest wielowątkowa fabuła, otrzymujemy bowiem kilka oddzielnych opowieści, które świetnie się ze sobą łączą. Chociaż w tytule recenzji Pulp Fiction przywołałem trochę jako clickbait, to jednak nie jest to kłamstwo, ponieważ Upiorna noc Halloween pod względem konstrukcji fabuły podobna jest między innymi do magnum opus Tarantina – jej początek jest zarazem końcem, a chociaż poszczególne wydarzenia nieraz przenikają się ze sobą i nie są przedstawione w chronologicznej kolejności, nie sposób się w tym wszystkim pogubić. Nie bez znaczenia jest również treść poszczególnych historii – same w sobie są dość interesujące, każda charakteryzuje się innym klimatem, a jeśli chodzi o kolejność, to ułożone zostały w taki sposób, że w pewnym momencie widz pyta się: „Eee… chwileczkę, czy te fantastyczne stworzenia naprawdę się pojawiły? Bo mnie się przez pół filmu wydawało, że to coś o seryjnym zabójcy jest i nie ma tu miejsca na elementy nadprzyrodzone”. Reżyser (i scenarzysta zarazem) z wdziękiem łączy tutaj wytarte już motywy, prezentując je w formie, która wielu widzom może się spodobać, z drugiej jednak strony wielu może narzekać. Jeśli chodzi o klimat i fabułę ogólnie, omawiany film miejscami mocno kojarzył mi się z takimi kultowymi produkcjami jak Opowieści z krypty czy Opowieści z ciemnej strony. Twórcy uciekają się również, chociaż w niewielkim stopniu, do stylistyki komiksu, w jakiej utrzymana jest czołówka. Trochę żałuję, że w dalszej części filmu motyw ten ogranicza się już wyłącznie do dymków z napisem „Wcześniej”.

Upiorna noc Halloween to film nieźle skonstruowany również pod innym względem – jest zlepkiem znanych horrorowych motywów, ich pastiszem, a mimo to część widzów zapewne kilka razy się na nim przestraszy. Dougherty, debiutujący jako reżyser filmu pełnometrażowego, potrafi zarówno rozbawić, jak i przestraszyć, a wszystko to przy wykorzystaniu „materiałów wtórnych”. Co ważne, udało mu się przy tym wszystkim utrzymać odpowiednią atmosferę i klimat ogółu – wie, kiedy dawkować humor (chowanie zwłok w ogródku), kiedy grozę (dla mnie bez wątpienia najlepsze są sceny w kamieniołomach, znakomicie wykorzystujące motywy miejskich legend), a kiedy indziej te dwa elementy odpowiednio ze sobą połączyć, żeby dało to dobry efekt, który nie burzy kompozycji całości (wilkołaki i cover „Sweet Dreams” w wykonaniu Marilyna Mansona). Dodatkowo zgrabnie połączono ze sobą elementy kina stalk’n’slash i horrorów o nadprzyrodzonych zjawiskach, jak również zawarto sporo odniesień (np. jedna ze scen jest niemalże kalką sceny z Koszmaru któregoś lata).

Chociaż film trafił bezpośrednio na DVD, wcześniej będąc pokazywanym tylko na festiwalach, nie można powiedzieć, żeby była to jakaś niskobudżetowa samoróbka. Co prawda dwanaście milionów dolarów to dla niektórych Amerykanów produkcja niskobudżetowa, ale w tym przypadku w ogóle tego nie widać. Zatrudnieni aktorzy, wśród których znajdziemy m.in. seksowną diastemę Anny Paquin, apetyczną Leslie Bibb i całkowicie nieapetycznego Briana Coksa, grają naprawdę nieźle, a efekty specjalne, chociaż nie szarżowano z nimi przesadnie, są bardzo dobre. Świetnie spisali się również kompozytor Douglas Pipes, który skomponował przyjemną muzykę, przywodzącą na myśl horrory z lat sześćdziesiątych, oraz operator kamery – tutaj znów pochwała należy się przede wszystkim za sceny w kamieniołomach.

Upiorna noc Halloween to film, który naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył – spodziewałem się byle jakiego horroru o halloweenowym zabójcy, dostałem zaś sprawnie zrealizowany i nieźle pomyślany pastisz kina grozy, który potrafi zarówno rozbawić, jak i urzec swoim klimatem bądź nawet przestraszyć. Chociaż zrealizowany został przy stosunkowo niewielkim budżecie, udało się do niego zaangażować w miarę znane nazwiska, a producentem został Bryan Singer. Co prawda zaserwowany w filmie miks nie każdemu się spodoba, ale moim zdaniem warto spróbować – całość nie jest długa, a może się naprawdę spodobać. A nawet jeśli nie, będzie po prostu kolejnym horrorem dopisanym do listy obejrzanych filmów. W planach znajduje się ponoć kontynuacja, której premiera odbyć może się w przyszłym roku, czyli w dziesięć lat po premierze pierwszej części – chociaż z reguły nie ufam sequelom, zaufam jednak Dougherty’ego z nadzieją, że nie zepsuje swojego dziecka. Tym bardziej, że przy jego ostatnim filmie – Krampusie: Duchu świąt – też bawiłem się nieźle.

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z Doomem, a potem Quakiem i Unreal Tournament. Zapalony gracz z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. Filmwebie, altao.pl czy czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.

  • Łukasz ‘Kisiel’ Krzeszowiec

    Do “Trick ‘r Treat” z początku podchodziłem jak farmer do byka i odwlekałem seans jak się tylko dało. W końcu po namowie “lepszej połówki” zasiedliśmy razem do filmu Dougherty’ego. To był strzał w “10”! Co mnie urzekło? Poza wątkami fabularnymi (które łączy wiele wspólnych momentów) na pewno, budująca nastrój, odpowiednia gra świateł (na granicy mroku) i muzyka. Ulubiony wątek? Historia kierowcy autobusu szkolnego i jego pasażerów. Polecam! 8,5/10