Sabat Fiction-Fest

Przyznaję, że do Kielc nigdy mnie nie ciągnęło. Wiecie, gdzieś tam w tyle głowy kołatały się brzydkie (tak, stereotypy takie właśnie są) przekonania, że to miasto ludzi skąpych, niemiłych, a na dodatek wieje tam straszliwie, więc generalnie szkoda czasu, drogi i pieniędzy. Idę o zakład, że żyłabym w takim przeświadczeniu jeszcze długo, gdyby nie fakt, że w stolicy województwa świętokrzyskiego – w weekend 17-19 sierpnia – odbył się Sabat Fiction-Fest. A jeśli event ma w nazwie słowo „sabat”, to nie może na nim zabraknąć takiej wiedźmy jak ja!

Wzięłam miotłę i poleciałam!

Przed wyruszeniem w drogę darowałam sobie jednak zebranie drużyny, zamiast tego skupiałam się na zawartości strony internetowej wydarzenia. W końcu należało zebrać informacje o konwencie i jego historii, by nie pojechać zieloną jak groszek na wiosnę. Tegoroczny Sabat Fiction-Fest okazał się więc piątą edycją eventu (a na poprzednich mnie nie było, skandal!), zorganizowaną wspólnymi siłami przez Stowarzyszenie Sabat Fiction oraz twórców Jagaconu. Wszystko po to, by stworzyć w Kielcach imprezę większą, lepszą i zapadającą w pamięć. Od razu uprzedzę, że sama nie potrafię do końca określić czy udało im się zrealizować dwa pierwsze punkty. Niewątpliwie jednak szybko tego wydarzenia nie zapomnę.

Skoro wiedziałam już co historycznie w trawie piszczy, należało odłożyć na bok spontaniczność i chociaż minimalnie zaplanować na jakie atrakcje się wybiorę, które z paneli koniecznie muszę zobaczyć i… jak właściwie mam dojechać na teren Targów Kielce. W obu wypadkach pomocna okazała się strona internetowa (pamiętajcie, by sprawdzać strony www imprez, znajdują się tam odpowiedzi na większość pytań i wątpliwości, które możecie mieć!) – znalazłam zatem program, który sobie wydrukowałam, by z radością przedszkolaka pozaznaczać w nim te punkty, na które koniecznie pójdę… lub przynajmniej się postaram.

Sabat Fiction-Fest

Zabawa z organizatorami w podchody

Na szczęście nie miałam wielu problemów z wybraniem czegoś, co mnie zainteresuje, nie stanęłam też przed koniecznością rzucania monetą, by zdecydować naktórą z odbywających się jednocześnie (potencjalnie ciekawych) prelekcji mam się udać. Niewątpliwie mniejsza liczba atrakcji niż ta oferowana przez konwenty-molochy lub festiwale-olbrzymy sprawia, że istnieje pewne ryzyko nietrafienia w czyjś gust lub zainteresowania. Sabat Fiction-Fest nie wpadł jednak w tę pułapkę – program był na tyle różnorodny, że nietrudno było znaleźć w nim coś dla siebie. Fakt, nie było tego dużo, a na kilku wykładach pojawiłam się wyłącznie dla zabicia czasu, bo nie miałam już sił plątać się po sali wystawców i okolicy. Żałuję? Właściwie nie.

To którędy na Targi Kielce?

Teoretycznie na stronie znalazłam również informacje potrzebne mi do zaplanowania dojazdu na teren Targów Kielce. W praktyce dość szybko okazało się, że brakuje tam kilku kluczowych danych, mających zapewnić mi komfort podróży. W dniu wyjazdu pojawiła się wątpliwość – czy wygodniej jest wyruszyć ze stacji, którą mam raptem kilka kroków od domu i wysiąść na głównym dworcu w Kielcach, czy jednak dojechać do Katowic i tam łapać pociąg na Kielce Herbce lub Ślichowice? Z której stacji będzie bliżej na konwent? Wskazówki mogłam znaleźć, ale dzięki uprzejmości wujka Google, a nie na stronie wydarzenia, co warto zmienić, by przyszłe edycje były jeszcze bardziej przyjazne dla osób spoza miasta.

Sabat Fiction-Fest

Atrakcji nie brakowało!

W obliczu tego, że instrukcja dojazdu na teren Targów Kielce zawierała jedynie numery autobusów i przystanki, na których trzeba wysiąść, uznałam, że nie ma co ryzykować pobłądzenia oraz braku transportu i ostatecznie wysiadłam na dworcu głównym. Tam pojawił się kolejny problem: skąd kursują autobusy mające zawieźć mnie na konwent? Na szczęście jest takie stare przysłowie, mówiące że „koniec języka za przewodnika”, popytałam zatem kilka osób, na koniec skorzystałam ze wsparcia aplikacji Jak dojadę i… znalazłam! Oczywiście wysiadłam za daleko, w efekcie musiałam pobawić się z organizatorami w podchody i podążać za rozklejonymi na płotach kartkami wskazującymi drogę. Za te kartki mają mój uśmiech, bo skutecznie poprawili mi humor, który chwilę wcześniej skutecznie oklapł, bo zorientowałam się, że jestem… właściwie pośrodku niczego.

Nie szykujcie stosu!

Zanim mogłam zgubić się pomiędzy wystawcami i zrealizować swoje ambitne plany na weekend, musiałam odebrać swoją wejściówkę. Pomimo że w piątek pojawiło się (budzące grozę) zdjęcie kolejkonu przed halami F i G (to tam odbywał się dokładnie Sabat Fiction-Fest), liczyłam, że w sobotę rano nie będę już musiała stać w ogonku po akredytację i… nie pomyliłam się. Przy kasach znajdowało się raptem kilka osób, a wejściówkę medialną otrzymałam bez żadnych problemów. Oprócz identyfikatora dostałam także informator, w którym znalazłam godzinową rozpiskę atrakcji, mapkę wydarzenia oraz słowo wstępu od organizatorów. I… to wszystko.

Przyznaję, że taki zestaw odrobinę mnie rozczarował: plakietka na imię (na której znajdował się kod umożliwiający przejście przez bramki) była biała, bez żadnej grafiki, zaś sam informator to kilka spiętych jedną zszywką kartek. Po cichu liczę, że w przyszłości Sabat Fiction-Fest rozwinie się na tyle, że te elementy (skądinąd będące kwestią mocno drugorzędną i wyłącznie estetyczną, z czego zdaję sobie doskonale sprawę) staną się bardziej kolorowe i unikatowe, a – kto wie – może kiedyś pakiet uczestnika wzbogaci się o jakieś drobne upominki. Jak już wspomniałam, jest to jednak aspekt raczej kosmetyczny, ponieważ i program, i identyfikator spełniały swoje funkcje bez zarzutu.

Sabat Fiction-Fest

A może pyknąć sobie w grę…

Chociaż nie wiem jakie były ceny za wejściówki w ubiegłych latach, muszę przyznać, że tegoroczne koszty nie wydzierały z kieszeni uczestników ostatnich drachm. Bilet jednodniowy na piątek lub niedzielę kosztował raptem piętnaście złotych, na sobotę dwadzieścia, zaś trzydniowy karnet czterdzieści. Niewiele, zważywszy na to, że przyjeżdżając spoza Kielc i kupując wejściówkę na cały weekend można było skorzystać z wydzielonej na hali części noclegowej i spędzić tam dwie noce (w warunkach polowych, na śpiworach i karimatach, ale jednak bez dodatkowych wydatków na nocleg). Jeśli zaś ktoś przyjechał samochodem, to na terenie Targów Kielce mógł swobodnie zaparkować. Wygodne rozwiązanie dla osób zmotoryzowanych.

Tańce, hulanki, swawola!

Szanujące się wiedźmy zdają sobie sprawę, że żaden sabat nie może obejść się bez zabawy, uczt i innych atrakcji, o których nie napiszę, bo na ten temat rozwodzili się już inkwizytorzy, oskarżający o uprawianie czarów kolejne kobiety. Co jednak przygotował dla nas Sabat Fiction-Fest? Na pewno nie były to stosy, próby wody i przypalanie ogniem, o to możecie być spokojni! Zamiast tego było całkiem sporo ciekawych prelekcji i paneli, muszę jednak przyznać, że frekwencja na niektórych z nich nieco mnie rozczarowała – ludzi było mało, a w efekcie wiele miejsc świeciło pustkami. Z jednej strony gwarantowało to dostanie się na większość wykładów, z drugiej wyglądało nieco przygnębiająco.

Sabat Fiction-Fest

… lub zaczytać się w komiksach?

Jestem niemal pewna, że luzy na salach nie były jednak winą nudnych prelekcji, ponieważ – jak już wcześniej wspomniałam – ich różnorodność gwarantowała, że każdy znajdzie coś, co spełni jego oczekiwania. Spektrum było naprawdę szerokie – od prelekcji na temat tego jak zorganizować wesele dla nerdów, przez spotkanie z archeologiem opowiadającym o swojej pracy, po szukanie nieścisłości w świecie stworzonym przez J. K. Rowling (a uwierzcie, to uniwersum pod względem ilości dziur bije na głowę nawet ser szwajcarski) i ocenianie działań superbohaterów zgodnie z polskim prawem (a to zdecydowanie coś dla mnie!). To zaś było jedynie wierzchołkiem góry lodowej!

Jeśli zatęskniliście za rokiem szkolnym (lub akademickim) i w połowie sierpnia chcieliście, żeby ktoś sprawdził waszą wiedzę, to było do tego wiele okazji – quiz, na którym każdy fan Marvela mógł zdeklasować rywali swoją znajomością filmowego lub komiksowego uniwersum, konkurs z ogólnej wiedzy o popkulturze – to wszystko czekało na śmiałków! A jeśli macie bardziej artystyczną duszę i przez sen nucicie soundtracki z gier i filmów, które skradły wam serce, to i dla was znalazła się okazja do rywalizacji. Były też punkty programu dla osób pragnących podnieść swoje kompetencje – warsztaty z malowania modeli czy tworzenia gier czekały na wszystkich żądnych kreatywnych wyzwań.

Nie zabrakło też wartych uwagi gości! Progi Targów Kielce przekroczyły osobistości ze świata literatury, youtube’a, czy gier wszelkiej maści. Podczas tegorocznego wydarzenia można było spotkać Grupę Filmową Darwin, Andrzeja Pilipiuka, Jarosława Rybskiego, Martę Krajewską, Jacka Łukawskiego czy Jakuba „Dema” Dębskiego i wielu innych. Były spotkania autorskie, prelekcje z udziałem gości (numizmatycy powinni żałować, że nie wysłuchali wykładu twórcy postaci Jakuba Wędrowycza – było warto!), a także dyżury autografowe.

Sabat Fiction-Fest

Dobrze zaopatrzony games room to podstawa

Wiele atrakcji czekało też na uczestników zarówno na sali z wystawcami, gdzie na nasze drachmy czyhały stoiska z przeróżnymi dobrami – kubkami, przypinkami, koszulkami, grami planszowymi (był Rebel!) czy innymi gadżetami. Zabrakło niestety (no dobrze, na szczęście dla mnie i mojego portfela) stoisk wydawnictw, gdzie mogłabym dać upust swojemu szałowi kupowania książek. Nie zabrakło też strefy dla fanów gier – stanowiska komputerowe pozwalały oderwać się na chwilę od targowej rzeczywistości i rozegrać kilka partyjek Gwinta, zabić potwory w Wiedźminie lub wrogów w CS: GO. Jeśli jednak wolicie przesuwać po planszy pionki i rzucać kostką, to games room okazał się naprawdę dobrze zaopatrzony! Zaś na wielbicieli komiksów czekała czytelnia, gdzie – we względnym spokoju i wygodzie – można było się zaszyć nad superbohaterskimi przygodami lub tomem mangi. Sami zatem widzicie, że atrakcji i możliwości na spędzenie czasu nie brakowało.

Nie samymi atrakcjami wiedźmy żyją!

Każdy, kto zna mnie chociaż odrobinę, wie, że po jakimś czasie trzeba mnie nakarmić – jeśli nie wypełnia mnie jedzenie, to wypełnia mnie frustracja, a to odbija się na otoczeniu, bo robię się wtedy złośliwa i marudna. Podejrzewam, że nie jestem pod tym względem wyjątkowa i podobnie na burczenie w brzuchu reaguje większość ludzi. Jak więc miała się sprawa z zaopatrzeniem w jadło i napitki? Muszę przyznać, że kiepsko – fakt, że Targi Kielce znajdują się na odludziu skutkował tym, że do najbliższego sklepu był kawałek (co dla osób niezorientowanych w terenie mogło stanowić pewien problem), sytuację ratowała budka z frytkami belgijskimi, znajdująca się tuż przy wejściu.

Sabat Fiction-Fest

Jeszcze więcej gier?

Jednak nie samymi frytkami konwentowicz żyje, również przekąski i napoje serwowane na hali wystawców przegrywają z wizją porządnego – mniej lub bardziej zdrowego – obiadu. Za rok miło byłoby zobaczyć na terenie wydarzenia kilka food trucków więcej (trudno jednak powiedzieć na ile jest to kwestia dogadania się z Targami), bo jednak przemieszczanie się do centrum by coś zjeść zabierało czas (autobusy w weekendy, jak w wielu miastach, jeżdżą po prostu rzadziej), i było dodatkowym utrudnieniem.

Zadzieram kiecę, i lecę!

Czy warto było pojawić się w Kielcach? Owszem! Nie wiało (jakoś bardzo), ludzie okazali się mili i pomocni, więc zweryfikowałam swoje stereotypy na temat mieszkańców tego miasta oraz jego warunków pogodowych! Że nie o to pytacie? Niewątpliwie Sabat Fiction-Fest jest imprezą, którą warto odwiedzić, chociażby po to, by zdecydować się, czy chcemy na stałe wpisać ją we własny kalendarz wydarzeń fanowskich. Event miał kilka minusów, sporo spraw można było zorganizować lepiej, przede wszystkim jednak warto wyciągnąć wnioski z tegorocznej edycji, żeby to i owo poprawić. Nie wątpię jednak w to, że wydarzenie ma spory potencjał, i grzechem byłoby go nie wykorzystać. Czy pojadę za rok? Tak, z chęcią sprawdzę, co się zmieniło.

Dodaj komentarz

avatar