kajkoikokosz

Choć wystawa Teraz komiks! pożegnała krakowskie Muzeum Narodowe, pod Wawelem – i to dosłownie, biorąc pod uwagę lokalizację najstarszego w Polsce Muzeum Archeologicznego – zagościła kolejna ekspozycja prezentująca komiks szerokiemu odbiorcy. Wprawdzie jej spektrum jest nieporównanie mniejsze od wspomnianej, ale klucz klasycznej formuły, przytaczanej w materiałach promocyjnych i definiującej społeczne powinności historyjek obrazkowych („bawiąc – uczy”), powinien bez zgrzytu obrócić się w każdym odwiedzającym, bez względu na stopień zaznajomienia z komiksowym medium.
Wystawa pod wymownym tytułem Kajko i Kokosz – komiksowa archeologia do Krakowa przybyła z gdańskiego Muzeum Archeologicznego. Przepełnieni sympatią i sentymentem do przygód słowiańskich wojów udaliśmy się sprawdzić, kto tu kogo (czy też kto się poprzez kogo) skuteczniej promuje: archeologia komiks, czy komiks archeologię. Jednak zanim rozstrzygniemy tę kwestię, oto garść faktów i wrażeń.

stroje

Justin: Kiedy wszedłem na teren wystawy, zaskoczyły mnie jej niewielkie rozmiary – całość mieści się w jednej, kwadratowej salce, jej większość stanowią rozwieszone na ścianach plansze – stąd wrażenie, że wszystko, w sensie ilości prezentowanego materiału, da się objąć niemal jednym rzutem oka. Szczęśliwie podczas właściwego zwiedzania ów przejrzysty układ odsłonił wyłącznie swe walory. Plansze są zaprojektowane pomysłowo, czytelnie i wspólnie mogłyby stanowić materiał na piękny folder, którego życzę z całego serca organizatorom oraz sobie. No, ale czy mogłoby być inaczej, skoro zawierają ogromną ilość rysunków Janusza Christy, zarówno tych znanych z kadrów Kajka i Kokosza, jak i unikatowych stron ze szkicownika artysty?

Martinez: Użyję wyświechtanego sformułowania – to mała wielka wystawa. Na pierwszy rzut oka po minięciu wielkoformatowych podobizn Lubawy i Hegemona, ekspozycja wydała mi się skromna. Zagłębiwszy się w studiowanie plansz opisujących słowiańskie grody, ozdoby czy uzbrojenie, przyswoiłem ogrom nowych informacji, a byłem dopiero na półmetku. Zgadzam się z Tobą – postery to gotowy materiał na edukacyjny folder i bardzo żałuję, że archeologii, historii i komiksu nie promuje się w ten sposób – toż to samograj! Kadry ilustrujące poszczególne tematy dobrano doskonale, ale najciekawsze dla mnie były wspomniane reprodukcje stron ze szkicowników autora – aż się prosi o wydanie tych bezcennych materiałów w formie publikacji krytycznej. Halo, Egmont – może czas na encyklopedię Mirmiłowa?

naczynia

Justin: Właściwie to wystawa jest też prezentacją sylwetki samego Christy. Początkowe plansze zawierają biogram i ilustrowaną przykładami drogę twórczą rysownika, interesującą dla każdego komiksofila. Esencją jest wszak trop, jakiemu organizatorzy postanowili się przyjrzeć bliżej, czyli odbicie codziennego życia naszych słowiańskich praszczurów w komiksowej rzeczywistości Mirmiłowa. Trop niby ewidentny, ale o tym, jak precyzyjnie i z należytą uwagą przebadany, świadczy sąsiedztwo plansz i witryn mieszczących ok. 70 archeologicznych eksponatów. Nagle misy, łyżki, tarcze i urzekające mnie jako dzieciaka już samym swym brzmieniem tajemnicze zausznice objawiają się w trójwymiarze i ujawniają w Chriście wnikliwego, wiarygodnego badacza piastowskiej przeszłości, niewątpliwego amatora tematu.

Martinez: Eksponaty archeologiczne jakoś mnie nie ruszyły – wszak pełno tego po muzeach; jednakże dobrze było dowiedzieć się, skąd się wzięło słowo gacie albo że woj Wit nie grał na żadnej lutni czy lirze, tylko na gęślach! Pomysł jest w swojej prostocie genialny – z komiksów Christy wyjęto poszczególne kadry i za pomocą kolorów wydobyto detale strojów, przedmiotów codziennego użytku czy architektury, przedstawione na stronicach opowieści z serii Kajko i Kokosz. Nie zdawałem sobie sprawy, z jaką pieczołowitością do swej pracy podchodził autor ich przygód.

dzban

Justin: Śledząc poszczególne działy prezentowane za pośrednictwem kadrowych wyimków, otrzymujemy solidną powtórkę z podstawowej wiedzy na temat wczesnośredniowiecznego słowiańskiego budownictwa, sprzętów domowych, religii i demonologii, sztuki wojennej, rolnictwa, rzemiosła… słowem wszystkiego, do czego w pełni uzasadnionych argumentów dostarczają perypetie Kajka i Kokosza. Dla średniozaawansowanych – przydatny briefing, dla początkujących – idealny pomysł na pierwszą wycieczkę w przeszłość. Przyswajalna w pełni dawka informacji, uatrakcyjniona kreską i humorem Mistrza Polskiego Komiksu. Oczywiście nie mogę przeboleć braku wzmianki o przywoływanych nagminnie przez Zbója Łamignata bliźniaczych bóstwach, ale to tylko dodatkowy bodziec dla wszystkich, w których wizyta na wystawie obudzi chęć do samodzielnego tropienia rozsianej w kadrach i dymkach wiedzy.

Martinez Lelum Polelum, zaiste! Gdy podziwialiśmy imponujący szkic nawiązujący do matejkowskiej Bitwy pod Grunwaldem, nasuwało się pytanie, dlaczego przy takim talencie i warsztacie Christa wybrał taki pozornie prosty styl (oraz niezbyt cenione medium). Może chodziło o łatwość dotarcia do czytelnika i klarowność przekazu? Mnie do tej pory jego komiksy bawią i z każdą lekturą odkrywam w nich kolejne piętra znaczeniowe. Sądzę, że idea wystawy byłaby bliska autorowi Kajka i Kokosza – wszak pod przygodowymi, dowcipnymi historiami o perypetiach dzielnych wojów Mirmiła mieści się satyra na ówczesną peerelowską rzeczywistość oraz mądre nawiązanie do słowiańskiej przeszłości i rodzimej tradycji literackiej.

grunwald

Justin: Wystawa jest genialną w swej prostocie realizacją pomysłu na połączenie historii i komiksu, co zresztą ułatwiła sama koncepcja obecna w spuściźnie Janusza Christy. Otwiera dodatkową perspektywę na twórczość sopockiego artysty i zachęca do dokładniejszego zapoznania się ze zbiorami każdego muzeum archeologicznego w Polsce. Oby każde miało sposobność gościć w swoich murach Kajka i Kokosza jako ambasadorów słowiańskiego średniowiecza. Przeciwko takiej hegemonii nie mam nic naprzeciw! Zwłaszcza że od kilku lat Szkoła latania Christy pozostaje w spisie lektur obowiązkowych dla klas 4-6.

Martinez: Może wystawa nie będzie atrakcyjna dla widowni najmłodszej – ilość tekstów może przytłaczać. Nie ma tu również żadnych eksponatów interaktywnych – jednak odnoszę wrażenie, że przygody Kajka i Kokosza są doskonałym przyczynkiem do kształtowania wrażliwości i wiedzy kolejnych pokoleń. „Christa pod strzechy!” – chciałoby się zakrzyknąć.

Wystawa jest otwarta od 14 września do 6 listopada 2018 r. Zapraszamy i liczymy na to, że gród Kraka nie będzie ostatnim przystankiem na trasie dwóch słowiańskich wojów. Na Trygława, na Swaroga i na przykład (jeden z wielu) mistrzostwa twórczości Janusza Christy!

Dodaj komentarz

avatar