Tomb Invader 1

The Asylum to wytwórnia, która dała światu takie wiekopomne dzieła, jak Transmorphers, Paranormal Entity, Titanic II, Megarekin kontra kretozaurus czy seria Rekinado. Jej modus operandi jest banalnie prosty i od lat niezmienny. Sprawdź, jakie filmy wchodzą do kin, zrób ich podróbkę za trzy miski ryżu zamiast za wór dolarów, nadaj podobny tytuł i voilà – profit! Gracze mogą chyba czuć się zaszczyceni tym, że tak szanowana firma uznała za dobry pomysł podszycie się pod tegoroczną ekranizację Tomb Raider. Tak oto otrzymaliśmy alternatywną do przygód Lary Croft opowiastkę o perypetiach nieustraszonej archeolog w szortach, niebieskim topie i z dwoma pistoletami. Oh, wait… zapomniałem, że szorty, top i pistolety bohaterka ma tylko na okładce. W filmie ubiór ma inny, a z broni palnej korzysta tylko raz – żeby walnąć nią złola w łeb (dodanie efektu wystrzału prawdopodobnie nadwyrężyłoby budżet).

Alabama „Ally” Channing to córka znanej archeolog, która zginęła podczas ekspedycji do Chin mającej na celu odnalezienie Serca Smoka. Czytaj: takiego dynksu w postaci sztyletu, który należał do Pierwszego Cesarza Qín – tego, któremu udało się zjednoczyć królestwo. A że z cesarzami nie ma żartów, sztylet posiadać ma mityczną moc i takie sprawy. Od śmierci Julie Channing minęło wiele lat, a Alabama jest teraz szanowaną wykładowczynią na uniwersytecie. Kiedy zupełnie obcy człowiek przekazuje jej dziennik matki i proponuje, żeby przyleciała do Chin, ta bez namysłu się zgadza. Na miejscu okazuje się, że ów człowiek – Tim Parker – do pomocy wynajął jeszcze m.in. awanturnika Nathana. Jak twierdzi, jego celem jest odnalezienie Serca Smoka, żeby zwrócić je Chińczykom, ale źle mu jednak z oczu patrzy. Dodatkowo wcielający się w niego aktor desperacko stara się grać tak, żeby nie ujawniać, że jest tym złym, więc od razu domyślamy się, co i jak.

Tomb Invader 2

The Asylum starało się zawrzeć w Tomb Invaderze jak najwięcej nawiązań do znanych z popkultury awanturników. Chociaż Alabama sama w sobie to podróba Lary Croft, to jej imię stanowi oczywiste nawiązanie do innego archeologa nazywającego się jak stan USA – Indiany Jonesa. Jestem niemal pewny, że Nathan imię otrzymał po Nathanie Drake’u z serii Uncharted. Na takich mało subtelnych aluzjach podobieństwa do uznanych cykli jednak się kończą, bo film – tak jak przystało na produkcję The Asylum – niedomaga pod wieloma względami. Bohaterowie noszą imiona po innych znanych postaciach, ale nie mają nawet grama ich charyzmy. Opowieści z serii Tomb Raider, Uncharted i Indiana Jones są może naiwne i głupkowate, ale mimo wszystko bawią i dostarczają pierwszorzędnej rozrywki. Seans Tomb Invader nie zapewnia jednak żadnych większych emocji. Całość zrealizowano jednak na tyle dobrze (przynajmniej jak na standardy wytwórni), że zanim widz znudzi się na dobre, film się kończy.

Pod względem technicznym film nie powala. Spece od efektów zastosowali najprostsze i najtańsze możliwe triki, żeby osiągnąć cel. Aktorzy w większości grają z tak przesadną estymą, że ma się wrażenie, jakby za chwilę mieli pęknąć. Alabama zawędrowuje co prawda do Chin i na Bliski Wschód, ale wątpię, żeby ktokolwiek na świecie uwierzył, że naprawdę tam była. Wiecie – ekipa filmowa nigdy nie opuściła Kalifornii i to widać. Tak samo jak to, że Chiny stworzono nieudolnie w jakimś tanim programie graficznym. Chociaż nie wykluczam, że Wielki Mur to fototapeta, a w najlepszym razie zrobiono go z dykty. Chyba jedyną osobą, która odrobinę poważniej potraktowała swoją pracę, był kompozytor Christopher Cano. Jego utwory są tandetne, ale mimo wszystko dość dobrze pasują do tego, co widzimy na ekranie.

Nie wiem, czy jest sens pastwienia się nad scenariuszem tego dziełka. Jego poziom doskonale oddaje ta sytuacja: jeden członek ekipy zostaje porwany, a reszta rusza jego śladem. Porywacze mieli raptem kilka minut przewagi, ale bohaterowie lezą za nim przez wiele godzin, po drodze omijając zastawione przez tych złych pułapki. Jeśli jednak przed seansem widz wyłączy mózg, to istnieje szansa, że seans film dostarczy mu jakiejś najtańszej formy rozrywki.

Tomb Invader nie musiało być filmem złym. Warto wspomnieć tutaj chociażby o trylogii Bibliotekarz, będącej tańszą, telewizyjną wariacją na temat Indiany Jonesa. Mimo wyraźnie mniejszego budżetu, autorzy serii podeszli do niej poważniej niż The Asylum do zrzyny z Lary Croft. Zaowocowało to filmem przeciętnym, ale przyjemnym. Recenzowany film miał zapewne jednak ułamek budżetu Bibliotekarza, a wytwórni przyświecał tylko jeden cel. Jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem wydać przed premierą Tomb Raider jakiś podszywający się pod niego ochłap. No i wyszło takie nienatchnione dziełko. Na pewno nie jest to film dobry, ale nie jest też na wskroś zły – zwłaszcza jeśli porówna się go chociażby z Transmorphers. Mimo wszystko moim zdaniem nie warto tracić na niego czasu. No chyba że kiedyś przypadkiem wyemituje go Puls, a wy będziecie w stanie upojenia alkoholowego i nie dacie rady sięgnąć po pilot.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Tomb Invader
Data premiery: 9 marca 2018
Reżyseria: James Thomas
Scenariusz: Nick Zephyrin
Typ: przygodowy (?), akcja (?)
Obsada: Gina Vitori, Andrew J. Katers, Samantha Bowling, Evan Sloan, Val Victa

wow2

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
rafał Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
rafał
Gość

Ciekawy film. Nie słyszałem o nim. Jak będę miał czas to go obejrzę.