1

Pojawienie się Netfliksa w Polsce było niemałym zaskoczeniem. Co prawda włodarze platformy od jakiegoś czasu zapowiadali, że do końca 2016 roku usługa będzie dostępna na całym świecie, ale chyba nikt nie był przygotowany na to, że pojawi się ona tak nagle, bez żadnej zapowiedzi ani kampanii promocyjnej. Dziś mija miesiąc, od kiedy Netflix oficjalnie otworzył swe podwoje dla Polaków, więc przyjrzyjmy się mu na chłodno i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, czy warto się nim zainteresować.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest kompletny brak jakichkolwiek informacji ze strony Netfliksa – żadnych notek prasowych czy oficjalnych komunikatów. O tym, że usługa została uruchomiona w naszym kraju, dowiedzieliśmy się z informacji w rozmaitych serwisach internetowych – od tych poświęconych filmom począwszy, na growych skończywszy. Wygląda to trochę tak, jak gdyby usługa została uruchomiona, bo tak trzeba było, ale Netflix – przynajmniej na razie? – nie wiąże z Polską żadnych planów ani nadziei, skoro nie pofatygował się o żaden oficjalny komunikat. Jeszcze mocniej w tym przekonaniu może utwierdzić klienta fakt, że mimo zapowiedzi i zapewnień z dnia premiery, po miesiącu usługa dalej nie doczekała się polskiego interfejsu ani cennika w złotówkach. To pierwsze może być przeszkodą dla osób nieznających języka, ale ponieważ obsługa platformy jest intuicyjna, nie jest to przesadnie wielkim problemem. Większym jest uzależnienie cen od kursu euro, a to – w świetle działań polskiego rządu, które przyczyniły się do osłabienia złotego – jest już poważniejszym uchybieniem.

3

Widać, że od strony logistycznej Netflix nie był przygotowany do wejścia na polski rynek, a obecnie nic nie wskazuje na to, żeby miało się to w najbliższym czasie zmienić. Ale, nie oszukujmy się, rzeczą przyciągającą klienta do usługi jest przede wszystkim jej zawartość. Jeszcze przed startem platformy w Polsce niektóre serwisy wieściły, że w momencie jej uruchomienia w naszym kraju śmiercią naturalną umrą rodzime serwisy VOD, które nie będą w stanie konkurować z amerykańskim gigantem. Czy wieszcze mieli rację? Otóż mylili się na całej linii, a w chwili obecnej Netflix nie ma startu do żadnego polskiego serwisu z filmami na żądanie, nie zastąpi też telewizji kablowej ani satelitarnej. Najtańszy pakiet, przy obecnym kursie euro, kosztuje 35 złotych, z kolei najdroższy 52 złote. Są to ceny, za jakie u polskich operatorów wykupić możemy ofertę zawierającą nawet kanały premium, z kilkudziesięcioma stacjami, z masą filmów i seriali, również rodzimej produkcji, które – mimo beznadziejnej jakości – cieszą się wysoką oglądalnością. Ze względu na umowy licencyjne Netflix nie może zaoferować Polakom takiej samej biblioteki filmów i seriali, jaką cieszą się Amerykanie, a na to zapewne liczyli ci, którzy oczekiwali na rychłe uruchomienie usługi w Polsce. Co prawda Polacy dostali trochę pozycji, które nie są dostępne w Stanach, jak chociażby serial Dom grozy, ale i tak płacąc tyle samo co Amerykanie, otrzymujemy zaledwie ułamek tego co oni – na amerykańskim Netfliksie dostępnych jest blisko sześć tysięcy filmów i seriali, zaś w Polsce na chwilę obecną około ośmiuset, czyli Polacy mają dostęp do zaledwie trzynastu procent amerykańskiego odpowiednika. Opłacanie miesięcznej subskrypcji w wysokości 35-55 złotych może byłoby opłacalne, gdyby te osiemset produkcji było wartych oglądania. Niestety, na chwilę obecną oferta jest wyjątkowo niekorzystna. Polacy nie otrzymają chociażby jednej ze sztandarowych produkcji Netfliksa, House of Cards, ponieważ prawa do jego emisji sprzedał już wcześniej Canal+. Otrzymujemy inne produkcje własne platformy, takie jak Sense8, Daredevil, Jessica Jones, Hemlock Grove czy Orange is the New Black, ale to tylko niewielka część – reszta to seriale, z których spora część była już w Polsce emitowana i jest dobrze znana. Trafiają się wśród nich co prawda bardzo dobre produkcje, jak chociażby Trawka czy Spartakus, ale ile można oglądać to samo? Inne dobre seriale, jak na przykład Sposób na morderstwo, Gotham czy Dom grozy, pojawiają się na Netfliksie dopiero w momencie wydania ich w USA na DVD – obejrzeć możemy więc wcześniejsze serie, ale z obecnie emitowanymi nie będziemy na bieżąco. Oferta filmowa również nie powala – co prawda wśród filmów znajduje się wiele blockbusterów, ale nie znajdziemy tam nich produkcji nowszych niż z roku 2013, które oglądać mogliśmy już nawet w ogólnie dostępnych telewizjach. Miłym akcentem jest jednak obecność absolutnych klasyków, jak Pulp Fiction, Mechaniczna pomarańcza czy Sokół maltański.

3

Skromna oferta to jedno, ale niedostępność większości produkcji dla każdego widza to większy problem. Nawet połowa oferty skierowanej do Polaków nie posiada tłumaczenia chociażby w formie napisów – w tym momencie po polsku dostępne są zaledwie sto dwie pozycje, z czego większość to produkcje animowane, m.in. wytwórni DreamWorks, z odkupionym dubbingiem, co sprawia, że na chwilę obecną usługa wygląda trochę jak wypożyczalnia kreskówek. We własnym zakresie Netflix zdecydował się na spolszczenie raptem kilkunastu produkcji, jak BoJack Horseman, The Returned, Daredevil, Hemlock Grove czy Jessica Jones. Sporą wadą jest również to, że chociaż przyjdzie nam płacić tyle co Włochom, Francuzom czy Niemcom, polska wersja mówiona – wedle wszelkich sondaży preferowana przez znaczną większość Polaków ponad napisy – w większości przypadków obejmuje zaczytywacza, a nie – jak w cywilizowanym kraju – dubbing, który Netflix zleca chociażby dla Rosjan. Niestety, brak polskiej wersji będzie zapewne czynnikiem, który sprawi, że większość Polaków odbije się od usługi i zrezygnuje z niej. Dodatkowym problemem, wynikającym prawdopodobnie z braku polskiego interfejsu, jest niemożność dostosowania napisów wedle własnych preferencji. Opcja ta co prawda działa, ale tylko dla napisów w języku angielskim czy niemieckim – polskie pozostają domyślne, malutkie, białe, z cieniutką czarną obwódką, przez co w jasnych scenach są praktycznie nieczytelne z większej odległości. Ciekawostką jest fakt, że Netflix zlecił tłumaczenia do większej ilości seriali, ale np. Narcos po polsku dostępne jest w japońskiej wersji usługi, zaś serial Grace and Frankie dostępny jest tylko z napisami, chociaż na końcu znajduje się plansza informująca o czytającym go lektorze. Przy okazji jest to jedna z nielicznych produkcji w ogóle posiadającą planszę z informacjami o polskiej wersji – w większości przypadków są one niedostępne dla Polaków, chociaż znajdują się w wersji brytyjskiej czy japońskiej.

Wadą niezależną od Netfliksa jest jakość tłumaczeń do większości zleconych przez platformę produkcji. Ponieważ przez lata głównymi zleceniodawcami tłumaczeń były telewizje, nakazujące ich cenzurowanie w obawie przed karami KRRiT, polscy tłumacze wyrobili już w sobie nawyk, że „fuck” znaczy „cholera” albo jest to słowo, które się pomija, a niektórzy nawet umyślnie cenzurują tłumaczenia, bo nie lubią wulgaryzmów. Tak samo jest niestety w przypadku seriali zamieszczanych na platformie, na której coś takiego nie powinno mieć miejsca, ponieważ znajduje się poza kontrolą KRRiT. Przyglądając się polskim wersjom widać, że są bardzo mocno ugrzecznione – o ile jeszcze napisy potrafią być średnio wulgarne, o tyle wersje lektorskie są w zasadzie całkowicie pozbawione przekleństw. Najzabawniejsze jest to, że jeżeli idzie o dosadność tłumaczenia, wyłamuje się tylko dubbing – w BoJacku Horsemanie dialogistka poprzekładała wulgaryzmy tak, jak powinno to mieć miejsce, a momentami nawet dodawała je, jeżeli pasowały do kontekstu.

3

Pojawienie się Netfliksa w Polsce było zaskoczeniem, ale też falstartem. Na chwilę obecną – przy słabym katalogu, którego zaledwie piętnaście procent posiada polską wersję – platforma nie ma najmniejszych szans na zawojowanie naszego rynku. Póki co jest to rzecz dla nikogo – preferujący dźwiękowe wersje filmów i seriali Polacy nie będą chcieli oglądać po angielsku, a fani seriali w dalszym ciągu będą korzystali głównie z torrentów, ponieważ pełne serie interesujących ich produkcji z reguły pojawiają się na Netfliksie z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Póki co Netflix w Polsce opisać można jako coś dla hipsterów, lubiących pochwalić się tym, że mają i przepłacają za niego jak za kawę w Starbucksie, chociaż jakość produktu jest znacząco poniżej oczekiwań. Gdyby w momencie premiery usługi w Polsce cała biblioteczka tytułów była dostępna z napisami i dubbingiem, być może wykupowanie abonamentu miałoby jeszcze sens, bo mogłaby przyciągnąć więcej widzów, na chwilę obecną dla większości będzie to tylko strata pieniędzy.

Autor: Pottero

Dodaj komentarz

avatar