lavender town

Pokémon to chyba najbardziej owiana legendami gra. Spora liczba glitchy (jak słynny MissingNo.) oraz elementów o nie do końca jasnym przeznaczeniu (jak ciężarówka w pobliżu S.S. Anne, pod którą rzekomo miał się ukrywać Mew) w połączeniu z dziecięcą wyobraźnią sprawiły, że ilość copypast o tym tytule jest nieporównywalna z żadną inną. A najpopularniejszą z nich wszystkich jest legenda o tajemniczej muzyce z Lavender Town.

Zanim zaczniecie czytać dalej, polecam włączyć sobie wspomnianą melodię.

Jak mówi legenda, zaraz po premierze gier Pokémon Red & Green w lutym 1996 roku przez Japonię przetoczyła się fala samobójstw wśród dzieci w wieku od 7 do 12 lat – w sumie zginąć miało ponad 200 osób. Szybko okazało się, że dzieci nie wykazywały żadnych tendencji samobójczych aż do momentu, gdy dotarły do miejsca w grze nazywanego Lavender Town – ponurego miasta, w którym znajdowała się wieża, a w niej cmentarz dla pokémonów.

Wielu twierdzi, że to grająca tam muzyka była bezpośrednią przyczyną takiego zachowania – miała ona ponoć zawierać wyjątkowo wysokie częstotliwości, niemal niesłyszalne dla ludzi dorosłych, lecz szalenie groźne dla dzieci – pod ich wpływem miały dostawać krwotoków z nosa i migren, a w skrajnych przypadkach odbierać sobie życie. Po tym odkryciu muzyka została natychmiast zmieniona, a samobójstwa ustały i nigdy więcej się nie powtórzyły, nawet po tym, jak gra została wydana w Europie i Ameryce.

W 2010 roku w serwisie YouTube miało się też pojawić wideo, którego autor, używając specjalnego oprogramowania, wygenerował obraz na podstawie muzyki z Lavender Town. Miały się na nim pojawić nieznane pokémony Unown, tworzące napis „odejdź teraz”. Nagranie wywołało sporo kontrowersji, gdyż Unown pojawiły się dopiero w 2000 roku w Pokémon Gold & Silver – czyli dopiero 4 lata po domniemanej fali samobójstw.

lavender town comic book

Prawda czy mit? Historia ta jest oczywiście nieprawdziwa; samobójstwa w Japonii zawsze były dużym problemem, nie odnotowano jednak ich lawinowego wzrostu po wydaniu  Pokémon, a już zwłaszcza wśród dzieci. Można się jednak zastanawiać czemu akurat ta gra i Lavender Town padły ofiarą tak makabrycznej legendy.

Lavender Town nie było najradośniejszym miejscem w świecie Pokémon. Stanowiło jedno z zaledwie kilku miast, w których nie było sali treningowej, a przedstawiana w nim historia kręciła się wokół nawiedzonej wieży, służącej jako cmentarz dla martwych pokémonów. Podczas podróży na szczyt wieży, można natknąć się na pokémony-duchy, nie występujące nigdzie indziej w grze oraz na wielu trenerów pokémon, którzy opłakują swoich zmarłych kompanów. W wypełnionym radością i przyjaźnią świecie Pokémon, jest to wyjątkowo ponure miejsce, nie ma więc nic dziwnego w tym, że to wokół niego narosły legendy.

Kolejnym źródłem plotki jest zapewne fakt, z którego pokémony są najbardziej znane – że w istocie zdarzyło się im kiedyś skrzywdzić dzieci. 16 grudnia 1997 roku w japońskiej telewizji został wyemitowany odcinek bajki Pokémon zatytułowany "Dennō Senshi Porygon", czyli "Cyber-wojownik Porygon". W trwającym 20 minut odcinku jeden z pokémonów powstrzymuje nadlatujące w kierunku bohaterów pociski, co powoduje ich eksplozję, przedstawioną w formie migających niebieskich i czerwonych świateł. Scena ta zawierała kombinację dwóch technik popularnych w japońskich animacjach: pierwsza to "paka paka" polegająca na używaniu dwóch kontrastowych kolorów pokazywanych naprzemiennie, by podkreślić napięcie danej sytuacji; druga to "flash" – polegająca na nagłym wyemitowaniu silnego światła.

paka paka

Efekty te widoczne były na ekranie przez 6 sekund i miały częstotliwość od 10 do 30 herców, co mogło powodować napady epilepsji światłoczułej. Wiadomo o 685 przypadkach dzieci zabranych do szpitala po obejrzeniu tego odcinka. Szczęśliwie większość z nich wydobrzała już w ambulansie i tylko 150 spośród nich zostało przyjętych do szpitala. Dwie osoby zatrzymano w nim na dłużej niż dwa tygodnie. Mówi się, że około 12,000 osób (5-10% wszystkich widzów tego odcinka) doświadczyło łagodnych objawów padaczki. Ten incydent przeszedł do historii jako "Szok Pokémon" (Pokemon Shiokku). By zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości, japońskie telewizje opracowały serię wskazówek na temat montażu scen o podobnym charakterze, a niektóre elementy oryginalnego serialu zostały przerobione. Sam Porygon został natomiast usunięty z niemal wszystkich materiałów marketingowych, a dotyczący go odcinek nigdy nie został wyemitowany poza Japonią.

Kolejnym elementem dolewającym oliwy do ognia było to, że muzyka grająca w japońskiej wersji istotnie jest nieco inna od muzyki we wszystkich innych wersjach. Powód takiego stanu rzeczy nie jest znany, spekuluje się jednak, iż mogło to mieć związek ze zbyt wysoką częstotliwością dźwięków, które w przypadku odsłuchiwania na słuchawkach mogły powodować bóle głowy. Należy jednak pamiętać, że niemal cała gra została stworzona praktycznie od zera na potrzeby rynków zachodnich, gdyż kodowanie japońskich znaków nie pozawalało na przetłumaczenie gry na inne języki.

I choć pokémony nawet dziś są w wielu kręgach uważane za niebezpieczne wynaturzenie, to wciąż pozostaje to jedna z najważniejszych marek w świecie gier – Pokémon Sun & Moon, najnowsza odsłona serii, była jednym z najlepiej sprzedających się tytułów w 2016 roku, a Pokémon Go wciąż jeszcze gości na wielu listach rankingowych aplikacji mobilnych. Z pewnością nie byłoby to możliwe, gdyby faktycznie pchnęły ludzi do popełniania masowych samobójstw.

 

Dodaj komentarz

avatar