Piękna i Bestia 1

Mniej więcej tydzień temu na ekrany polskich kin zawitała Piękna i Bestia, z Emmą Watson i Danem Stevensem w rolach głównych. Z tego co słyszałam do tej pory, nowa wersja disneyowksiej opowieści podzieliła widzów. Jedni odbierają film jako wielki powrót magii dzieciństwa, inni czują się z tej magii obrabowani. Postanowiłam zatem sprawdzić, jak może wyglądać ta opowieść w wykonaniu innych twórców. Tak oto trafiłam na francuski film Piękna i Bestia (La Belle et la Bête) z 2014 roku.

Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że historia opowiedziana w tym filmie czerpie inspirację przede wszystkim z oryginalnej baśni, spisanej w 1756 roku przez panią Beaumont. Nie uświadczymy tutaj piosenek, rozmów z zastawą stołową, czy też owłosionej piersi Gastona. To Piękna i Bestia opowiedziana przez kogoś innego, i lepiej o tym wiedzieć przed rozpoczęciem seansu. W tej wersji Bella bardziej przypomina Kopciuszka (ma piątkę rodzeństwa, w tym dwie starsze, wredne siostry!), niż romantycznego mola książkowego z animacji. Nie oznacza to jednak, że postać wykreowana przez Léę Seydoux jest w jakiś sposób głupsza czy płytsza. Jako jedyna z rodzeństwa nie załamuje się, gdy ojciec traci statki w czasie sztormu. Bez wahania decyduje się pojechać zamiast niego do zaczarowanego zamku i stawić czoła Bestii. Może to nie jest ta sama Bella, co w filmie Disneya, ale nie sposób jej nie lubić.

Piękna i Bestia 2

Z kolei Bestia/Książę, grany przez Vincenta Cassela, jest zdecydowanie odpychający. Celowo mówię tutaj o obu wcieleniach. Bestia to zarozumiały zwierz, który podgląda Belę w trakcie snu i próbuje kupić jej miłość podarkami. Książę natomiast… Jak dowiadujemy się z retrospekcji, przedstawionych jako zaczarowane sny Belli w zamku, jeszcze przez przemianą był daleki od ideału. Nie zdradzę tutaj, o co chodzi, bowiem jest to jeden z ciekawszych wątków filmu. Przyznam jednak, że w trakcie seansu zmiana Księcia w Bestię zdawała mi się nieuchronna. Zwierzęca powłoka nie tylko jest bowiem nieuniknioną konsekwencją jego czynów, ale też zdaje się odzwierciedlać ciemną stronę jego charakteru. Zmienia to wydźwięk filmu – zamiast prostego morału „nie oceniaj po wyglądzie” dostajemy tutaj lekcję na temat popełniania błędów i ponoszenia ich konsekwencji.

Piękna i Bestia 3

Nie ukrywam, że taka interpretacja nawet przypadła mi do gustu. Jej konsekwencją jednak jest poważny zgrzyt narracyjny gdzieś w okolicach sześćdziesiątej minuty filmu. Rodzinny wstęp, przybycie Belli do zamku, niechęć między głównymi bohaterami – to wszystko zostało oddane z dużym wyczuciem. Niestety potem scenarzyści przypomnieli sobie o imperatywie narracyjnym. Przecież Piękna i Bestia muszą się w sobie zakochać! Musi nadejść Wielkie Zagrożenie Z Zewnątrz, które uświadomi im, co do siebie czują! Twórcy rzucili się zatem naprzód ku Wielkiemu Zagrożeniu, które musi potem przerodzić się w Szczęśliwe Zakończenie. W tym momencie nawet baśniowa logika nie pomaga – wszelkie psychologiczne prawdopodobieństwo Belli po prostu trafia szlag. Jak ona ma się w nim zakochać w przeciągu jednego dnia? I za co ma go pokochać? Za dramatyczną przeszłość? Mnie by ona tylko bardziej odepchnęła, ale nie jestem bohaterką baśni… Cóż, w każdej wersji baśń o Pięknej i Bestii niepokojąco ociera się o opis syndromu sztokholmskiego, ale tutaj to nawet nie jest zaburzone uczucie, to jest uczucie znikąd.

Piękna i Bestia 4

Co ciekawe, wszystkie te przemyślenia przyszły mi do głowy po jakimś czasie. Film jest bowiem zwyczajnie zbyt… piękny, by w jego trakcie się przejmować czymkolwiek innym. Mówię serio. Estetyka obrazu zdaje się być ważniejsza nawet od samych bohaterów. Kadry są wysmakowane, cudownie skomponowane kolorystycznie. Najbardziej widać to, gdy wkraczamy do zamku Bestii. Przypomina on połączenie Rivendell z gotyckim kościołem. Witraże, posągi i na wpół zrujnowane komnaty porośnięte wszechobecnymi różami oczarowują Bellę, i widzów razem z nią. Pomimo całego przepychu, scenografowie jakimś cudem nie przekraczają granic kiczu. No, może odrobinkę. Ale i tak strona wizualna filmu zapiera dech w piersiach.

Piękna i Bestia 5

Miałam nadzieję, że francuska adaptacja baśni okaże się godnym polecenia zamiennikiem dla najnowszej kreacji Disneya. Pod tym względem trochę się zawiodłam. Nawet naprawdę dobra obsada filmu i całe wizualne piękno nie jest w stanie zamaskować niekonsekwencji fabularnych. Muszę się chyba pogodzić z tym, że to wciąż ta sama opowieść o Pięknej i Bestii, ze wszystkimi jej wadami. Myślę jednak, że fani zaczarowanych opowieści znajdą w tym filmie coś dla siebie. Warto przekonać się samemu, chociaż nie jest to seans obowiązkowy.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Piękna i bestia (La Belle et la Bête)
Produkcja: Pathé, 120 Films, TF1 Films Production, Canal+ France i inni
Typ: Film
Gatunek: Fantasy
Data premiery: 12.02.2014
Reżyseria: Christophe Gans
Scenariusz: Christophe Gans, Sandra Vo-Anh
Obsada: Léa Seydoux, Vincent Cassel, Eduardo Noriega, André Dussollier, Yvonne Catterfeld i inni

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Type B NegativeLexiKatrina Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Katrina
Gość

Ten morał dotyczący Bestii w wersji Disney’owskiej też jest, ale chyba nie wybrzmiał wystarczająco po prostu. Film może obejrzę, jeśli będzie mi się w samotności nudzić kiedyś 🙂 Ale mi nawet z tą nową Disney’ową wersją nie jest śpieszno.

Lexi
Gość

A ja całkiem dobrze wspominam tę wersję. Mam wrażenie, że ogólnie kwestia zakochiwania się w filmach jest mocno naciągana, więc tutaj nie przeszkadzało mi to bardziej niż w innych filmach. Film ma swój klimat, zupełnie inny niż w przypadku hollywodzkich produkcji (najbardziej zbliżony pod tym względem jest chyba “Pentameron” – polecam, jeśli jeszcze nie widziałaś, zwłaszcza że Cassel fantastycznie zagrał tam rozpustnego króla). Faktycznie jednak druga połowa filmu jest słabsza, trochę tak, jakby scenarzystów poniosła fantazja.

Type B Negative
Gość

Dla mnie własnie musieli raczej swoją fantazję powściągać w imię Imperatywu Narracyjnego 🙂

Wiesz, 6,5 to nie jest zła ocena, po prostu jako recenzent zawsze patrzę na rzeczy bardziej… krytycznie, niż jako “osoba prywatna”. Zgadzam się, że klimat jest niesamowity – to zresztą największa zaleta tego filmu.

“Pentameron” zapisałam sobie w notesiku “do obejrzenia”, dzięki wielkie za polecenie!

Lexi
Gość

Film oglądałam dość dawno i słabo pamiętam drugą część, po prostu zapamiętałam, że oglądało mi się przyjemnie. Na Filmwebie oceniłam na 7, więc w sumie podobało nam się w podobnym stopniu 😉

Nie ma za co, polecam się na przyszłość 😉