zupen z cebulen

Zupa z cebuli dla Prawdziwego Polskiego Patrioty!

By ją stworzyć, potrzebujesz:

  • pół kilo dorodnej polskiej cebuli (3-4 dużych cebul)
  • kulki mozzarelli
  • śmietany 18% do zup
  • soli
  • pieprzu czosnkowego (jak nie dostaniesz w paczuszce, to masz pecha, he he)
  • kurkumy
  • pasty curry
  • 2 kostek rosołowych z liściem laurowym/bulionu z tymże (2 l)
  • bazylii suszonej
  • w sumie co tam ci jeszcze podpasuje z przypraw
  • oleju albo masła, coby cebulę podsmażyć
  • miłości do ojczyzny
  • Zanim zaczniesz, włącz sobie Mazurek Dąbrowskiego. Włącz i czuj, jak miłość do ojczyzny rośnie w tobie, niczym ta wspaniała cebula, która wzrastała dumnie gdzieś na polu pana Krzysia z rynku. POCZUJ JĄ!!! Czujesz? To dobrze, możemy zaczynać. Otrzyj łzy wzruszenia i wysmarkaj nosek. Wypadałoby teraz umyć ręce. Już? Świetnie.
    Pokrój cebulę w kostkę albo piórka, w sumie jak tam sobie chcesz, i wrzuć ją na rozgrzaną patelnię z masłem, olejem, czy innym tłuszczem wyciśniętym z rośliny.
    Nie płacz. Jak już płaczesz, to chociaż nie wycieraj oczu brudną od cebuli ręką. Jak już wytarłeś, to leć umyć te ręce i przemyć twarz, bo się skrzywdzisz jeszcze bardziej.
    Posiekane i wrzucone na patelnię? To teraz smaż. Nastaw sobie w międzyczasie tak gdzieś ze dwa litry wody i dodaj tam kostki rosołowe.
    Jak nie masz, to się musisz bawić z kurczakami i włoszczyzną zanim usmażysz cebulę. Ja tam wolę kostki, bo jestem leniwą bułą i nie chce mi się stać przy garach i wybierać tego białego pienistego świństwa na wodzie.
    Jak usmażysz cebulę, to weź jej dopieprz, dosól i patrz jak skwierczy. Potem dorzuć do gotującego się, czystego bulionu i zabełtaj. Łyżką zabełtaj, a nie bełtaj do zupy!
    Dodaj tam znowu soli, pieprzu, bazylii, odrobiny kurkumy i czego tam jeszcze chcesz.
    Ja w sumie ciskam przyprawami jak Bostończycy herbatą w 1773 i nie patrzę, co tam wrzucam.
    Dalej, jak to się pogotuje trochę i wsiorbie aromat, to możesz wyłączyć, poczekać aż wystygnie, dodać śmietany i zmiksować na krem.
    Ja jednak tego nie robię, bo lubię jak jest co pociapciać zębami. Wyłączam, wrzucam śmietanę i pokrojoną drobno mozzarellę i mieszam. Et voila, gotowe. Wcinaj póki ciepła, bo wtedy jeszcze ser się ciągnie. Nie zapomnij posprzątać w kuchni.

    Poprzedni artykułKuchnia pod dwiema lewymi rączkami – jajka na twardo faszerowane
    Następny artykułJabłkowo-cytrusowe curry z kurczakiem
    Julia „Angi” Świerczyńska
    Z wykształcenia jestem filologiem - studiowałam filologię rosyjską z filologią angielską na UAM, potem przeszłam na angielską, nie porzucając jednak rosyjskiego jako języka. Teoretycznie planuję zostać tłumaczem, a w praktyce... nie mam zielonego pojęcia. Spektrum moich zainteresowań zdaje się bowiem nie mieć końca. Uwielbiam pisać opowiadania i poezję, czytać, grać w gry komputerowe. Fascynuje mnie mitologia, szeroko rozumiana metafizyka, sny i inne zjawiska niewytłumaczalne. Muzyki słucham dobrej; ścieżka dźwiękowa mojego życia jest bardzo zróżnicowana i często skaczę z jednej melodycznej skrajności w drugą. Podobnie w życiu. Jestem albo paskudną, złośliwą bestią, albo uchylę nieba, lecz to zależy od humoru, temperatury, ciśnienia, nagromadzenia poszczególnych zjawisk atmosferycznych i meteorologicznych. W skrócie, nigdy nie wiesz, czy dostaniesz kwiatka, czy może kwiatkiem.

    Dodaj komentarz

    avatar