Podróbka Suicide Squad? – recenzja komiksu Secret Six Volume 1: Villains United

Secret Six volume 1 cover

Ilu superłotrów potrzeba, żeby stworzyć drużynę? Jednego – Deadshota. Wygląda na to, że oprócz celnego oka posiada on również niezwykle magnetyczną osobowość oraz rozwinięte umiejętności społeczne, skoro wszyscy chcą mieć go w teamie. Co ciekawe, wstępuje do grup złożonych z drugo- a nawet trzeciorzędnych złoczyńców z uniwersum DC. I do takich zespołów, których skrót nazwy to SS.

Secret Six volume 1 team

Kiedy jakiś czas temu, nieco przypadkowo, dostałem w swoje ręce Secret Six Volume 1: Villains United, pomyślałem, że to jakaś podróbka Suicide Squad. Nie znałem prawie żadnej postaci z okładki (nic w tym dziwnego, gdyż połowa z nich debiutuje w tym komiksie). Pewnego dnia, w poszukiwaniu lżejszej lektury, sięgnąłem jednak po obrastający na półce kurzem trade paperback i zostałem bardzo mile zaskoczony. Ale zacznijmy od początku.

Secret Six volume 1 Rag doll

W ponad trzystustronicowym zbiorze znajdziemy dwie limited series oraz jednoodcinkowy tie-in z Infinite Crisis; prezentowane wydarzenia rozgrywają się przed rebootem uniwersum w formie New 52. W sześcioczęściowym Villains United, stanowiącym pierwszą część tomu, największe tuzy z ciemnej strony mocy zakładają stowarzyszenie złoczyńców (kolejną inkarnację Secret Society of Super Villains), na którego czele stają: Luthor, Doctor Psycho, Calculator, Black Adam, Talia oraz Deathstroke. Przystają do nich niemal wszyscy pomniejsi antagoniści z uniwersum DC. Część antybohaterów nie zamierza jednak przyłączać się do miłego klubu Lexa i spółki. Dysydentami są: Deadshot – etatowy członek-założyciel drużyn superłotrów (a raczej superłotrzyków); Catman – wyglądający jak Batman, tylko z inną literką na początku pseudonimu; Cheshire – azjatycka mistrzyni trucizn, a także trójka nowych (również dla DC) rekrutów. Postacie stworzone przez Gail Simone (scenarzystka) oraz Dale’a Eagleshama (rysownik) przez swą wizerunkową i charakterologiczną oryginalność wnoszą do komiksu powiew świeżości – są to: Rag Doll, Parademon oraz Scandal. Najciekawszy z nich wszystkich jest ten pierwszy – potomek dysponującego podwójnymi stawami przeciwnika Flasha. Nasz (anty)bohater nie odziedziczył tej przypadłości, więc postanowił wytworzyć ją sztucznie, poddając się operacji zastąpienia wszystkich stawów implantami o 360-stopniowym zakresie ruchów. Ucierpiała na tym jego skóra, pękająca pod wpływem nienaturalnych naprężeń – by zachowała elastyczność, musi nacierać ją specjalnym olejem. Pokrytą siatką blizn twarz skrywa za białą, wenecką maską. Rag Doll to wcielenie uprzejmości i dobrego wychowania – tłukąc i dusząc swoich przeciwników przeprasza za zaistniałe niedogodności w nienagannej angielszczyźnie. Przy tym ma ostrą fiksację na punkcie okołocyrkowych fetyszy. Jego najlepszym kumplem w drużynie jest zbiegły z Apokolips bezimienny parademon – prosty chłopak, ceniący sobie dowcipy kolegi (którego nazywa klaunem), lubiący również sprawiać ból innym i odczuwać go samemu. Scandal jest najnormalniejsza z całej tej trójki – ot, seksowna kobieta używająca w walce naręcznych ostrzy. Jest córką jednego z największych zbrodniarzy w historii DC – tata wykazał się niewybrednym poczuciem humoru, nadając swej latorośli imię rymujące się z jego własnym; tak, tak – jej ojczulek to prawdziwy Vandal.

Secret Six volume 1 Mockingbird

Antybohaterowie, którzy wolą pracować sami, nie współdziałają oczywiście do końca z własnej woli. Stoi za tym tajemniczy Mockingbird, posiadający haki na każdego z nich. To na jego polecenie członkowie Sekretnej Szóstki stają do nierównej walki ze zjednoczonymi siłami złoczyńców. Kolejne części Villains United to ciąg bitew z bandami popleczników syndykatu zbrodni. Nic w tym odkrywczego, jednak dynamika zespołu oraz wątki osobiste poszczególnych jego członków przydają opowieści głębi i czynią ją odmienną od standardowej superbohaterskiej papki. Najsłabszym punktem wydania zbiorczego jest następujący później tie-in z Infinite Crisis – nieco chaotyczny i niezrozumiały dla czytelnika nieznającego dogłębnie uniwersum.

Secret Six volume 1 meets Doom Patrol

Ostatnią część trade paperbacku stanowi 6-częściowa limited series pod wspólnym tytułem Six Degrees of Devastation. Wracają tu starzy znajomi, ale pojawiają się też nowe twarze – Parademona zastępuje pochodząca także z Apokolips Knockout, zaś zamiast Cheshire do teamu przystępuje mocno odjechany Szalony Kapelusznik. Powraca też Doctor Psycho, a nawet jedna z postaci uznanych za zmarłe. Głównym antagonistą tym razem jest Vandal Savage, co nie pozostaje bez wpływu na sytuację Scandal. To story arc pełen nagłych zwrotów akcji, niespodziewanych zdrad i nieoczekiwanych wybawień. Wartki nurt wydarzeń nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Członkowie Secret Six spotykają nawet jeden z najoryginalniejszych i nietypowych bohaterskich teamów – Doom Patrol.

Secret Six volume 1 Catman Deadshot

Wadą serii jest bardzo konwencjonalny rysunek – nie ma w nim nic odkrywczego ani wyjątkowego – ot, kolejna superbohaterska produkcja. Z drugiej strony, kiedy głównymi postaciami komiksu są złoczyńcy, twórcy mogą sobie nieco pofolgować – przecież nie da się bardziej zszargać negatywnych wizerunków. Dlatego można ich poturbować (również emocjonalnie), połamać (także fizycznie), czy nawet pozabijać (zupełnie dosłownie, a może i permanentnie). Ponadto łotry mogą mieć nałogi, neurozy czy zasady moralne zupełnie nieprzystające do tych kojarzących się z bohaterami w kolorowych trykotach; nie muszą być też sympatycznymi osobami. Dzięki temu dynamika zespołu jest zupełnie inna niż w przypadku takiej Justice League bądź Teen Titans. W ostatecznym rozrachunku postacie z Secret Six są bardziej realistyczne, posiadają bowiem ludzkie słabości. Z pewnością nie jest to marna podróba Suicide Squadu – to zupełnie osobna seria, pokazująca że między herosami a złoczyńcami znajduje się smuga cienia, w którą komiksowi twórcy decydują się zapuścić stanowczo zbyt rzadko.

Tytuł: Secret Six Volume 1: Villains United
Scenariusz: Gail Simone
Rysunki: Dale Eaglesham, Brad Walker
Wydawnictwo: DC Comics
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 334

Marcin „Martinez” Turkot

Marcin „Martinez” Turkot

Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do “Tygodnika Powszechnego”. Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu…