Harry Potter i Przeklęte Dziecko

Nigdy nie zapomnę, jak wiele lat temu wraz z mamą stałyśmy o północy w kolejkach, by zakupić kolejne części Harry’ego Pottera. Nic nie zastąpi tej wielkiej ekscytacji i poruszenia, jakie towarzyszyło nam, gdy czekałyśmy na premierowy seans w kinie, by ujrzeć, jak magia ożywa na naszych oczach. I choć nigdy nie doczekałam się upragnionego listu z Hogwartu, przyniesionego sowią pocztą, pozostały prawdziwie magiczne wspomnienia. Wspomnienia, których nie oddałabym nawet za wszystkie skarby świata. I choć myślałam, że już nie przyjdzie mi więcej doświadczyć potterowskiej magii, pojawiło się Przeklęte Dziecko i znowu zaczarowało mój świat…

HP

Zanim jednak ogarnie mnie fala głębokiego rozczulenia, wymieszanego z gorzkim posmakiem dezaprobaty, podsumujmy suche fakty. Przede wszystkim, Harry Potter i Przeklęte Dziecko to nie powieść, a dramat w czterech aktach. Po premierze polskiego tłumaczenia, która odbyła się 22 października tego roku, do rąk dostajemy spisany na ponad trzystu pięćdziesięciu stronach scenariusz sztuki teatralnej. Ponadto, nie jest to twór jedynie J.K.Rowling, jak w przypadku oryginalnych powieści, mamy bowiem aż trzech autorów – Rowling, reżysera Johna Tiffany'iego oraz scenarzystę Jacka Thorne'a. Czy te fakty mocno wpływają na odbiór upragnionej kontynuacji? Z pewnością. Przeklęte Dziecko wymaga bowiem silnie rozwiniętej wyobraźni, by móc odtworzyć historię, która w głównej mierze składa się z didaskaliów i dialogów bohaterów. Nie wspominając już o fakcie, iż Rowling jest tyle co kot napłakał, przez co prawie na każdym kroku idzie zauważyć, iż poziom reprezentowany przez ósmą część Harry’ego Pottera, jest co najwyżej mierny, o ile nie troll.

HP

Harry Potter dorósł, jest trzydziestosiedmioletnim, wysoko postawionym urzędnikiem w Ministerstwie Magii i dorobił się wraz z żoną, Ginny Weasley, trójki dzieci – Jamesa, Lily i Albusa Severusa – pierwszego i jedynego Ślizgona w rodzinie Potterów. Lecz choć Harry wciąż pozostaje ważnym bohaterem w książce i po raz kolejny musi zmierzyć się z demonami przeszłości, historia kręci się głównie wokół Albusa i jego najlepszego przyjaciela – Scorpiusa Malfoya. Motyw odwróconego Kamienia Filozoficznego? Jak najbardziej, choć mały Scorpius okazuje się bardzo sympatycznym dzieciakiem, a jego przyjaźń z Albusem wywołuje przyjemne ciepło w sercu. Zwłaszcza, że obaj chłopcy mają ogromny problem w porozumieniu się zarówno z rówieśnikami, jak i poprzednim pokoleniem. Skoro więc pojawia się mały Malfoy, nie może zabraknąć również jego ojca – Draco. I tu po raz kolejny moje serce śpiewało, gdy z każdą kolejną stroną dowiadywałam się coraz więcej o Księciu Slytherinu i obserwowałam to, co działo się między nim, a Harrym, Hermioną i Ronem. Lecz pomimo upragnionego zakończenia historii i wyjaśnienia wszystkich istotnych wątków, które dotychczas pozostawały niezamknięte, po ochłonięciu z potterowej euforii poczułam nieprzyjemny gorzki posmak na języku. Nawet, jeżeli pojawił się mój ukochany motyw podróży w czasie i motyw światów paralelnych.

HP

Skąd więc te mieszane uczucia? Ano, bo historia miała spory potencjał, a wyszło jak zwykle. Jak już zostało wcześniej wspomniane, J.K.Rowling w całej książce jest jak na lekarstwo, przez co poziom treści można przyrównać do najwyżej przeciętnego fanfiction. Zarówno reakcje, jak i wypowiedzi postaci są momentami wręcz tekturowe. Sama postać Rona Weasleya jawi się jako infantylna, irytująca i tak durna, że pojawia się pytanie, jakim cudem ten człowiek zdołał usidlić ambitną i bystrą Hermionę Granger? Podobnie losy Albusa Severusa w pierwszych latach pobytu w Hogwarcie zostały potraktowane prawie całkowicie po macoszemu, w związku z czym jego późniejsze zachowanie w książce wydaje się mocno przesadzone. Może gdyby poświęcono wystarczająco wysiłku i czasu na przedstawienie okresu do czwartego roku, historia wydałaby się bardziej żywa i naturalna? Nie da się także ukryć, iż niektóre nowe postaci i ich przeznaczenie jawiły się jako kompletnie naciągane i oklepane, podczas gdy pominięto te, których losy mogły okazać się niezwykle ciekawym rozwinięciem dla historii, jak na przykład Teddy'ego Lupina, którego ojcem chrzestnym był wszak sam Harry Potter! W każdym razie, po przeczytaniu Przeklętego Dziecka, mimo pięknego zakończenia, można odnieść przykre wrażenie, iż autorom zwyczajnie się nie chciało, a sama Rowling spisała tę kontynuację dla świętego spokoju.

HP

Mówiąc w skrócie, Harry Potter i Przeklęte Dziecko jest stanowczo prezentem słodko-gorzkim. Mimo powrotu ukochanych bohaterów i możliwości poznania ich dalszych losów, sposób prowadzenia historii oraz jej jakość pozostawiają wiele do życzenia. Tak dobrze znane i pełne życia postaci w rękach Johna Tiffany'ego i Jacka Thorne'a stały się cieniami samych siebie, co najbardziej odczuł m.in. Ronald Weasley, który w „ósmej części” przemienił się w natrętnego, nieśmiesznego klauna bez krzty rozumu. Światełkiem w tunelu okazują się jednak Albus i Scorpius, a także postać Draco Malfoya, którzy zdają się być najbogatszymi elementami tej średniej, choć mającej ogromny potencjał historii. Po przeczytaniu długo wyczekiwanej kontynuacji jedno pytanie nieustannie brzęczy mi w głowie – czy Rowling aż tak bardzo się nie chciało?

NASZA OCENA
5/10

Podsumowanie

Plusy:
+ długo wyczekiwany powrót do Hogwartu
+ ciekawy wątek przyjaźni Albusa i Scorpiusa oraz motyw odwróconego Kamienia Filozoficznego
+ możliwość poznania wcześniej nieznanych elementów historii z oryginalnej opowieści
+ bardzo ciekawy pomysł na zakończenie przygód Harry’ego Pottera…

Minusy:
– …którego marna realizacja pozostawiła niesmak
– w większości kartonowe lub też tandetnie przejaskrawione postaci
– poziom treści przypomina średniej jakości fanfiction
– dramat nie odda magii powieści

Sending
User Review
2.75 (4 votes)

Dodaj komentarz

avatar