Przypadków kilka Kino Świata, czyli jak nie dystrybuować filmów

1

Każdy z wielu działających na polskim rynku dystrybutorów filmowych ma na swoim koncie jakieś grzeszki. Z reguły dotyczą one niewprowadzania do kin wersji 2D, nadawania idiotycznych albo wręcz mylących tytułów, opóźnionych dat premier itd., ale do większości tych przypadków jesteśmy już przyzwyczajeni, że niespecjalnie zwracamy na nie uwagę. Jest jednak dystrybutor, który do tych wszystkich przykładów dodaje jeszcze własne wielkokalibrowe wtopy – działający od 2001 roku Kino Świat.

W repertuarze Kino Świata trudno szukać wielu hollywoodzkich blockbusterów, ponieważ prawa do ich dystrybucji posiadają inne firmy. Kino Świat posiłkuje się więc dystrybucją lepszych lub gorszych filmów mniejszych wytwórni amerykańskich (w tym m.in. The Hurt Locker: W pułapce wojny, Lektor), kinematografii skandynawskiej, niemieckiej czy francuskiej. Produkuje, koprodukuje i dystrybuuje również wiele rodzimych produkcji – od Wyjazdu integracyjnego, Arche: Czystego zła, Bejbi blues, Córek dansingu, Dzień dobry, kocham cię! i innych gniotów, po Miasto 44, Pod Mocnym Aniołem czy Chce się żyć. Za to wszystko można Kino Świat chwalić, jest on jednak jedynym polskim dystrybutorem, któremu zdarzają się tak gigantycznych rozmiarów wpadki, że powinien się za nie spalić ze wstydu. Poniżej cztery z nich.

1

4. Dubbing poniżej poziomu
Jedną z cech Kino Świata jest to, że jeżeli decyduje się na dystrybucję filmu z dubbingiem, to zawsze realizowany jest on w warszawskim studiu PRL. Cechą filmów z peerelowskim dubbingiem jest żałosna, nienadająca się wręcz do oglądania jakość polskiej wersji filmów aktorskich, takich jak chociażby Magiczna podróż do Afryki czy Imperium robotów: Bunt człowieka, zaś w przypadku animacji groteskowa wręcz ilość celebrytów na centymetr sześcienny taśmy filmowej. O ile jeszcze znane osoby będące aktorami, jak Jerzy Kryszak, Piotr Fronczewski czy Borys Szyc, dają radę, bo mają doświadczenie w pracy głosem, o tyle Magda Gessler, Mariusz Pudzianowski, wszelkiego rodzaju kabarety, Rafał Bryndal czy Kuba Wojewódzki to pomyłki, które nie zachęcają do obejrzenia filmu, ale wręcz przeciwnie – odstraszają. Z reguły bowiem ich nazwiskami reklamuje się filmy tak słabe, że inaczej mało kto mógłby zechcieć obejrzeć je w kinie. Co prawda punkt ten dotyczy dubbingu, realizowanego przez współpracujące z dystrybutorem studio dźwiękowe, ale to dystrybutor zatwierdza celebrytów, opłaca ich gaże i reklamuje ich nazwiskami filmy.

1

3. Ferdek Kiepski w niemym filmie
W tym podpunkcie wchodzimy już na grunt gwałcenia oryginalnej produkcji i prezentowania polskim widzom owocu takiego bezczelnego gwałtu. 17 stycznia 2015 roku do polskich kin weszły Robaczki z Zaginionej Doliny, czyli filmowa wersja popularnego gdzieniegdzie serialu Chrząszczyki. Jedną z cech wyróżniających tę produkcję o insektach jest to, że była ona niema. Tak w każdym razie było wszędzie poza Polską, Kino Świat postanowiło bowiem dograć do oryginalnej ścieżki narrację. Zatrudniono więc dialogistę i scenarzystę Jakuba Wecsilego, który dopisał do filmu bezsensowny komentarz, a następnie Jełopa Kiepskiego i jakieś dziecko, żeby ten komentarz przeczytali. I tak oto film niemy wszedł do polskich kin jako film, w którym Jełop Kiepski i jego ekranowy wnuczek przez półtorej godziny ględzą o części siedzącej Maryny, zagłuszając muzykę i nie pozwalając skoncentrować się na filmie. Część polskich widzów była wściekła za taki gwałt na oryginalnym materiale. Gdyby sprawą miał zająć się dystrybutor, prawdopodobnie skończyłoby się tak jak w przypadku opisanym w punkcie numer jeden, czyli całkowitym zignorowaniem skarg i próśb o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Na szczęście zainteresowano nią twórców filmu, którzy nakazali dystrybutorowi wycofać z kin wersję mówioną – dzięki nim po tygodniu w kinach wyświetlana była już wersja niema.

1

2. Filmy, których nie było
Kino Świat można by pochwalić za sprowadzanie do naszego kraju nie tylko filmów amerykańskich, ale też produkcji wyprodukowanych przez inne nacje, których kinematografia rzadko gości w naszych kinach. Szkoda tylko, że dystrybutorowi zdarza się wprowadzać na ekrany nieistniejące filmy będące sklejką dwuczęściowych produkcji. Tak było w przypadku szwedzkiego Arna, zrealizowanej z rozmachem 267-minutowej dylogii na podstawie książkowej serii Krzyżowcy Jana Guillou. Problem w tym, że w Polsce dostaliśmy Templariuszy: Miłość i krew, czyli zrealizowany na potrzeby amerykańskiego rynku dwugodzinny zlepek dwóch części oryginalnej produkcji, którego oglądanie bez znajomości książek Guillou jest mniej więcej jak oglądanie kinowego Wiedźmina bez znajomości opowiadań Spakowskiego – pozbawione logiki, sensu, z pojawiającymi się znikąd postaciami, wątkami itd. Trzeba jednak oddać Kino Świat sprawiedliwość – Monolith Films postąpił podobnie, wprowadzając do kin Trzy królestwa, czyli okrojoną do 148 minut wersję historycznej dwuczęściowej superprodukcji Johna Woo, trwającej w oryginale blisko pięć godzin./>Innym ciekawym przypadkiem jest wykupienie praw do włoskiego filmu animowanego Karol, który pojawił się w zapowiedziach Kina Świat około 2012 roku, a potem zniknął. Ostatecznie pojawił się w Polsce jako… fragmenty polskiego filmu – Karol, który został świętym. Na zlecenie Kino Świat napisano jakąś miałką fabułę, w którą wpleciono fragmenty animacji, a potem takiego potworka wypuszczono do kin w okolicach kanonizacji Jana Pawła II.

1

1. Mgła tajemnicy
Absolutne apogeum partactwa Kino Świat osiągnęło w marcu 2008 roku, kiedy to do polskich kin – z półrocznym opóźnieniem względem premiery światowej – trafiła Mgła Franka Darabonta na podstawie opowiadania Stephena Kinga. W wielu kinach film wyświetlany był w pociętej wersji, w której brakowało około dwudziestu minut materiału, w tym całego początku i wielu scen pozwalających lepiej zrozumieć relacje pomiędzy postaciami. Oburzeni widzowie kontaktowali się z dystrybutorem żądając wyjaśnień. Recenzent jednego z serwisów otrzymał co prawda informację o tym, że w niektórych kinach zabrakło jednej roli filmu, ale jest to tłumaczenie mętne. Kinooperatorzy zauważyli, że filmy dzielą się na rolki, więc gdyby jakiejś zabrakło, w kinie po prostu brakowałoby jednej kilkunastominutowej sekwencji. Film z kolei pocięty był tak, że nieprofesjonalne przejścia pomiędzy scenami rzucały się w oczy, dialogi były urywane w pół zdania itd., toteż nietrudno zorientować się, że wszystkie rolki były pocięte w różnych miejscach. Dystrybutor nabrał jednak wody w usta i nigdy nie wyjaśnił, dlaczego Mgła w polskich kinach wyświetlana była w tak spartaczonej wersji.

Autor: Pottero

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z Doomem, a potem Quakiem i Unreal Tournament. Zapalony gracz z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. Filmwebie, altao.pl czy czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.