1

Zaginięcie Ethana Cartera, detektywistyczna przygodówka w klimacie werid-fiction, która miała premierę w 2014 roku, była pierwszą produkcją warszawskiego studia The Astronauts. Jednak kto grał, ten wie, że nasi chłopcy jak na żółtodziobów wykonali kawał dobrej roboty. Przynajmniej pod względem graficznym, gdyż w kwestii fabuły zdania są mocno podzielone. Nie zmienia to jednak faktu, iż poświęciłam Zaginięciu kilka godzin swojego życia i dobrnęłam do końca z satysfakcją wymalowaną na twarzy. Nie będę niczego zdradzać, zainteresowani z pewnością sami powęszą, jeżeli najdzie ich ochota by zagrać. Podpowiem jednak, że gra porusza mój ulubiony motyw mocy nadprzyrodzonych i spirytyzmu. Trudno się więc dziwić, iż przechodziłam ją z zapartym tchem. Wróćmy jednak do głównego tematu. Dołączony do płytowej wersji album pozwala dokładnie prześledzić cykl powstawania całej gry. Zawiera zarówno wzmianki o tworzącym ją studiu, jak i multum zdjęć elementów przyrody, notek z podróży i wiele innych.

2

Jak na pierwszy album, ta ponad pięćdziesięciostronicowa książeczka prezentuje się niezwykle zgrabnie. Miękka okładka jest niezwykle minimalistyczna, lecz doskonale oddaje klimat Zaginięcia – tytuł i ciemne tło z opuszczonymi budynkami w oddali. Elegancka i nie naciapana – wielki plus za pomysł. Co się zaś tyczy zawartości, ta również nie zawodzi. Jak już wspomniałam wcześniej, album ten jest istną kopalnią informacji, zarówno na temat elementów i krajobrazów zamieszczonych w grze, jak i na temat studia The Astronauts od samego ich powstania. Poznajemy trzech założycieli, którzy w 2012 roku wpadli na pomysł, by zrobić wspólnie coś szalonego; później przyglądamy się, jak studio zapełniało się kolejno sprzętem i nowymi współpracownikami, by w końcu przejść bezpośrednio do produkcji, ujęć, wspomnień z podróży i obróbki graficznej.

3

W środku znajdziemy więc wysokiej jakości zdjęcia, na podstawie których tworzono różnorodną i bogatą przestrzeń, po jakiej przyjdzie nam się poruszać. Każde ze zdjęć – często podpisane w dość humorystyczny sposób – dokładnie przedstawia każdy z elementów tła, zestawiony ze swoją wirtualną wersją. Znajdziemy tu między innymi zdjęcia z górzystych terenów Polski, jak np. cyfrowy kościół Wang, kilka bardzo przyjemnych i nieco sielankowych ujęć z Karkonoszy i Karpacza, a także całkiem sprytne tricki, jakie zastosowano w grze, by sprawić, aby mały omszony kamień stał się nagle kawałem solidnej skały. Pamiętając o tym, że mamy do czynienia ze sprawą zaginięcia, twórcy zadbali o to, by nasze otoczenie miało odpowiednio ponury i mroczny charakter. Jak sami wspominają pod jednym ze zdjęć przedstawiających mech – w rzeczywistości jest soczyście zielony, więc aby zachować nastrój gry, kolor został mocno stonowany. Między innymi dzięki takiemu manipulowaniu grafiką i wirtualną rzeczywistością, The Astronauts pokazali wszystkim, że Polak naprawdę potrafi. I choć nie przepadam za wychwalaniem, muszę przyznać, że draniom rzeczywiście się udało.

4

Gdyby niespodzianek wciąż jeszcze było mało, także deltiolodzy znajdą w albumie coś dla siebie. Astronauci postanowili przerobić najładniejsze ujęcia na kartki pocztowe, co dodatkowo dodaje smaczku. Zwykle kartki, czy też litografie otrzymujemy wraz z kolekcjonerskimi wersjami gier, a tu proszę, kartki za friko. Zaś ci z was, którzy cierpią na spoilerofobię, nie muszą się w żadnym razie obawiać. Album jest jedynie swoistą mozaiką opisów tworzenia, wzmianek na temat producentów, a także ciekawostek o poszczególnych lokacjach. Nie znajdziemy w nim żadnych podstępnie ukrytych wtrętów odnoszących się do kluczowych elementów fabuły. Możecie więc spać spokojnie i odłożyć melisę z powrotem na półkę.

5

Zbierając wszystko do kupy – album Zaginięcie Ethana Cartera stanowi bardzo przyjemny dodatek do samej gry. Z pewnością zachwyci swoją szczegółowością i humorem od producentów, którzy zdaje się umieścili w nim każdy najdrobniejszy kroczek z drogi do stworzenia swego wirtualnego dzieła. Choć w wersji cyfrowej prezentuje się nieźle, dopiero papierowa oddaje całkowicie duszę studia The Astronauts.

NASZA OCENA
9/10

Podsumowanie

Plusy
+ przepiękne ujęcia
+ ciekawe i zabawne uwagi
+ kartki pocztowe!!!
+ wykonanie

Minusy
– okładka mogłaby być trwalsza

Poprzedni artykułHejt na dubbing
Następny artykułRecenzja gry Neverending Nightmares
Julia „Angi” Świerczyńska
Z wykształcenia filolog, z fachu SEM, a prywatnie pingwin z chrapką na władzę nad światem. Chciałam zostać tłumaczem, ale po drodze urodziło się milion innych pomysłów i wyszło jak wyszło. Spektrum moich zainteresowań zdaje się nie mieć końca. Uwielbiam pisać opowiadania i poezję, czytać, grać w gry komputerowe. Fascynuje mnie mitologia, szeroko rozumiana metafizyka, sny i inne zjawiska niewytłumaczalne. Muzyki słucham dobrej; moja ścieżka dźwiękowa jest bardzo zróżnicowana i często skaczę z jednej melodycznej skrajności w drugą. Podobnie w życiu. Jestem albo paskudną, złośliwą bestią, albo uchylę nieba, lecz to zależy od humoru, temperatury, ciśnienia, nagromadzenia poszczególnych zjawisk atmosferycznych i meteorologicznych. W skrócie, nigdy nie wiesz, czy dostaniesz kwiatka, czy może kwiatkiem.

Dodaj komentarz

avatar