Coś dla twardzieli, czyli recenzja antologii Hardboiled

Hardboiled cover

Są książki, które przez długi czas zostają w głowie. Ich fabuła, postaci czy opis pojedynczych zdarzeń mogą mieć wpływ nie tylko na preferencje dotyczące wyboru gatunku literackiego, ale również na nasz światopogląd. W końcu moc liter poprzez wyrazy tworzy całe zdania, a te z kolei mają siłę, by zmieniać rzeczywistość oraz budować nowe światy. Nic nie jest tak nieograniczone jak ludzka fantazja, bez względu na to, czy jest się autorem, czytelnikiem, dyktatorem, czy niewolnikiem.

W 2015 roku, za sprawą Wydawnictwa GMORK, światło dzienne ujrzał zbiór nowel z gatunku neo-noir – Hardboiled. To okraszona interesującym wstępem Mariusza Czubaja pozycja, na którą składają się cztery niezależne od siebie opowiadania. Charakteryzują je: nietuzinkowa, oryginalna i groteskowa fabuła, wszechobecny cynizm oraz naturalistyczne opisy scen przemocy. Wszędobylski brud, ostre laski i twardzi, niestroniący od używek faceci to dodatkowe atuty opisywanej antologii. Przejdźmy zatem do jej analizy…

Pierwszym z opowiadań, stanowiącym poniekąd „śniadanie” w tym całym „menu”, jest Lana autorstwa, pochodzącego z Lublina, Juliusza Wojciechowicza. To historia Texa, bezwzględnego, wypranego z uczuć twardziela, który oprowadza nas po swoim „Ghost City”, mieście równie zepsutym, co jego dusza. Motywem przewodnim jest poszukiwanie przez głównego bohatera mordercy tytułowej Lany. Przemierza w tym celu ulice pełne prostytutek, szubrawców, narkomanów, by ostatecznie trafić do „Wyroczni”, gdzie rzekomo znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania. Lana to inteligentne połączenie Sin City, Matrixa i Mad Maxa: Pod Kopułą Gromu. Wyrywa ono czytelnika z letargu i nie pozwala zasnąć… A finał? Finał historii sprawi, że sami nie będziemy w stanie pojąć co jest prawdą, a co tylko fikcją.

Na „drugie śniadanie” mamy Śpij, kochanie, śpij i na szczęście nie jest ono powiązane w żaden sposób z tekstem znanej polskiej wokalistki. Zadaniem głównego bohatera tego opowiadania jest znalezienie odpowiedniego alibi, mogącego ocalić życie skazanej na karę śmierci za wielokrotne morderstwo – Alicji Lipińskiej. Postać detektywa Marcina, zgrabnie wykreowana przez Roberta Ziębińskiego to facet jak każdy inny: lubiący dobry alkohol, nikotynę i piękne kobiety. Choć te ostatnie potrafiły dać mu nieraz do wiwatu. Podczas prowadzenia śledztwa do biura wpada spokrewniona ze skazaną femme fatale. Od tej pory wszystko nabiera nowych kolorów, a finał sprawy Lipińskiej zaskoczy każdego. Jest to najkrótsza historia w całej antologii i wydaje się być też najbardziej realistyczną w zbiorze, jednak jej zakończenie wyjaśnia, dlaczego Śpij, kochanie, śpij znalazło się w tym niemal surrealistycznym zestawieniu.

A co podano na „obiad”? Intelektualną porcję rozrywki autorstwa Marka Zychli – Ambisentencję. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to nadzwyczaj oryginalne postapo, by w finalnej części pozostawić czytelnikowi niezły mętlik związany z przypisaniem tej opowieści do określonego gatunku. Głównym bohaterem, a raczej bohaterami noweli są Kuba i Marzena, a łączy ich… jedno, wspólne ciało. Nie są bliźniakami syjamskimi, a geneza ich „narodzin” to dość smutna i zarazem brutalna historia. Zychla stworzył bezkompromisowy świat, który zaczął umierać od momentu najazdu na Ziemię tajemniczych UFOków. Zresztą to właśnie one stają się obsesją starającego się rozwiązać zagadkę ich przybycia Kuby. Zakończenie zwala z nóg i sprawia, że czytelnik przestaje wierzyć w to, co widzi… Ambisentencja to jedno z najoryginalniejszych polskich opowiadań.

A na „kolację” podano Chińską podróbkę Kornela Mikołajczyka. Widać w niej fascynację autora filmami takimi jak Blade Runner czy Johnny Mnemonic. Głównym bohaterem tej jakże wciągającej noweli jest Valter Fingo, prywatny detektyw zajmujący się sprawami niemal niemożliwymi do rozwiązania. Do jego biura przybywa przedstawiciel jednej z największych światowych korporacji. Informuje on Fingo o ciekawym przypadku zaginięcia swojego pracownika, którego zwłoki zostają odnalezione parę dni po feralnym zdarzeniu. A co jest w tym nadzwyczajnego? Fakt, że po pewnym czasie do firmy powraca nie kto inny jak martwy do tej pory robotnik. Na domiar złego zachowuje się, jak gdyby nic się nie wydarzyło i nie pamięta o jakimkolwiek porwaniu czy morderstwie. Jednak jeden szkopuł sprawia, że „nowy” pracownik okazuje się być niedopracowaną imitacją swojego pierwowzoru… Świat wykreowany przez Mikołajczyka to daleka przyszłość, w której ludzkość osiągnęła najwyższy poziom technologiczny, gdzie sztuczna inteligencja, klonowanie oraz androidy nie robią na nikim wrażenia. Chińska podróbka pełna jest sarkastycznego humoru i trzyma w napięciu do samego końca.

Podsumowując, antologia nowel Hardboiled nie jest książką dla grzecznych chłopców. To solidne zderzenie wyobraźni autorów z czytelnikiem, po którym ciężko jest złapać głęboki oddech. Satysfakcja gwarantowana. Podobnie jak kac…

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.