Przy dźwiękach gitarowych riffów, czyli recenzja antologii IRON TALES

IRON TALES

Muzyka to zjawisko na tyle piękne i złożone, że nie sposób jej jednoznacznie opisać. Dla jednych to sens istnienia, element kultury i budowanie tożsamości, dla innych z kolei stanowi wyłącznie rozrywkę. Różnorodność brzmień sprawiła też, że część społeczeństwa uległa podziałowi, ale czy jest w tym coś złego?

Boże Narodzenie. Rok 1975. Dokładnie w dwa miesiące po wydaniu przez grupę Queen albumu A Night at the Opera Świat Muzyki otrzymuje od Wielkiej Brytanii jeszcze jeden prezent – grupę IRON MAIDEN. Dzięki niewyobrażalnej ambicji oraz samozaparciu basisty i zarazem założyciela zespołu, Steve’a Harrisa, a także jego kolegów „Żelazna Dziewica” na stałe wpisuje się do klasyki heavymetalu, stając się kultem samym w sobie. Teksty, niejednokrotnie inspirowane historią, literaturą czy w końcu własnymi przeżyciami muzyków, połączone z doskonałą linią melodyczną dostarczają niesamowitej dozy energii i stanowią siłę motoryczną dla nowej generacji słuchaczy.

Dzień jak co dzień. Marzec A.D. 2017. Za sprawą Wydawnictwa GMORK na świat „wychodzi” niecodzienna antologia – IRON TALES. Blisko 15 historii, autorstwa 6(66 – taki żarcik sytuacyjny) pisarzy. Wszystko w hołdzie IRON MAIDEN. Horror, groteska, groza – czyli to, czego dusza (haha) zapragnie.

Całość otwiera interesująca przedmowa Krzysztofa Azarewicza, który stopniowo wprowadza czytelnika w świat Bruce’a Dickinsona i jego kompanów. Kilka faktów historycznych, parę ciekawostek dotyczących inspiracji i niczym nakręceni zaczynamy brnąć dalej, ku przygodzie! A będzie się działo…

IRON TALES

Nie będę rzecz jasna opisywał, czego dotyczą wszystkie opowiadania. Wybiorę zaledwie parę, bo co jest ciekawego w odkrywaniu tego, co już… odkryte? Zacznijmy od zabawnej i nieco pokręconej historii „Biegiem, ku wzgórzom” autorstwa Kacpra Kotulaka. Tytuł rzecz jasna nawiązuje do jednego z najważniejszych utworów „Żelaznej Dziewicy”. A jak to wygląda na papierze? Wyobraźmy sobie rok wielkich odkryć geograficznych, ale z nieco innej perspektywy. A z jakiej? A choćby z takiej, że to ludność z Ameryki zaczyna masowo przypływać do Europy na swoich kajakach, niosąc ze sobą swoją wiarę, przemoc oraz… narkotyki. Nie ukrywam, że czytając tę historię bawiłem się przednio.

„Szybki lub martwy” autorstwa Adama Fronia szybko sprowadził mnie na ziemię. Tym, co mnie zmartwiło, jest czysta prawda zawarta w tekście, która tyczy się zarówno mnie, jak i moich bliskich. Szybkie życie, wyścig szczurów, lecz gdy zrobimy sobie krótką przerwę… To nie może się skończyć dobrze.

Przyznam, że „Dance of Death” to mój ulubiony kawałek IRON MAIDEN, więc gdy tylko na jednej ze stron ujrzałem „Danse Macabre”, od razu zabrałem się za czytanie. Jarosław Turowski, który popełnił tę historię, w najdrobniejszym szczególe przedstawia swoją wizję utworu Dickinsona. Po przeczytaniu tego opowiadania za każdym razem, gdy słucham sobie „Tańca Śmierci”, przechodzi mnie dreszcz. Bruce niewątpliwie oszczędził nam wielu detali…

Żeby się nie zapędzać, pozwolę sobie przedstawić ostatni tekst i to autorstwa Juliusza Wojciechowicza. „Nieskończony sen” jest stanem, w którym nie każdy chciałby się znaleźć, a zwłaszcza wtedy, gdy zapętlone zdarzenia zawsze prowadzą do tragedii. To historia, którą można i należy przeczytać przynajmniej dwa razy z rzędu.

Czy IRON TALES to wyłącznie gratka dla fanów brytyjskiej ikony heavy metalu? Absolutnie nie! To opowiadania dla każdego, kto lubi się pośmiać lub kłaść spać z astronomicznym bólem głowy. To ponad 290 stron całkowitego odjazdu. Odjazdu, który zaprowadzi was prosto w objęcia Eddiego…

Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu GMORK za recenzencki egzemplarz książki.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: IRON TALES
Wydawnictwo: GMORK
Autor: Adam Froń, Kacper Kotulak, Kazimierz Kyrcz jr., Łukasz Radecki, Jarosław Turowski, Juliusz Wojciechowicz
Typ: książka
Gatunek:horror, humor, groteska
Data premiery: 31.03.2017
Liczba stron: 293

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec

Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk futbolu. Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.