The Art of Frozen 1

The Art of Frozen to zdaniem wielu album w niezwykły sposób wnoszący powiew świeżości w kolekcję artbooków filmowej sztuki Disneya. Wydaje się przedłużeniem fenomenu, jakim okazała się Kraina Lodu i każdy, komu ten film przypadł do gustu, znajdzie tu coś zachwycającego.

Proces tworzenia filmu ukazany w The Art of Frozen, od pierwszych projektów postaci i otoczenia do ich ostatecznej wersji, odzierany jest z tej tajemniczej aury, którą spowiła go zapierająca dech w piersi wizualna strona produkcji – trudno sobie wyobrazić tworzenie tak skomplikowanych struktur animacji krok po kroku. The Art of Frozen wprowadza czytelnika w tajniki tej sztuki. Zgrabnie prowadzona narracja składająca się z wywiadów, cytatów i komentarzy twórców stanowi bazę, której dopełnieniem są barwne ilustracje. W przeciwieństwie do poprzednich albumów z serii The Art of… tutaj duży nacisk położono na storyboardy (20 stron ujęć, wykorzystanych w filmie lub nie – uwaga spoilery!) oraz źródła inspiracji. Zobaczyć można zdjęcia, z których twórcy czerpali natchnienie – głównie ujęcia charakterystyczne dla Skandynawii, krajobrazy, domy, świątynie, szczegóły zabudowy i strojów ludowych, wzory i wzorki. Wygląd Arendelle opiera się przecież właśnie na tym regionie.

The Art of Frozen 2

Jak twierdzą narratorzy, jeszcze nigdy przy tworzeniu filmu z użyciem grafiki komputerowej nie skupiano się tak bardzo na szczegółach strojów, postaci i otoczenia. Wiele ukończonych ilustracji niezwykle bogatych w szczegóły wyróżnia ten album na tle innych książek z tej serii, w których więcej było prac niedokończonych, pozostawionych w połowie, jakby autor doznał olśnienia i porzucił projekt, by przejść do kolejnego. Lekkość i radość tworzenia widoczne w innych albumach właśnie dzięki tym niedokończonym, rysowanym szybką, płynną kreską ilustracjom, dzięki seriom obrazów pokazujących eksperymenty z kolorystyką i szczegółami, są w The Art of Frozen ograniczone. Tutaj gotowe i dopieszczone ilustracje, niekoniecznie wykorzystane później w filmie, wiodą prym. Mam nieodparte wrażenie, że twórcy chwalą się przed czytelnikiem puszącymi się feerią barw pracami jak przekupki na targu biżuterią – spójrz, jakie brylanty, lśniące, oszlifowane, jakie kolory, przyjrzyj się, dotknij, widzisz jak błyszczą, a jaki kształt, jakie bogactwo!

I mają do tego pełne prawo! Bez wątpienia zasłużenie zbierają pochwały za swoją pracę. Wysiłek włożony w przygotowanie filmu, od ledwie idei do gotowego produktu, jest trudny do pojęcia. Wszystko co znalazło się w filmie i wszystko co powiodło do ukończenia prac, zostało wielokrotnie i dokładnie przemyślane, błędy poprawione, grafika dopracowana. Osobie czułej na sztukę i piękno serce drżeć będzie z zachwytu właściwie przy każdej ilustracji. Pamiętać też należy, że termin ukończenia filmu został przesunięty z roku 2014 na 2013.

The Art of Frozen 3

Dlaczego właśnie The Art of Frozen? Czy chodzi o liczbę prac dokończonych w samym procesie odnajdywania właściwych rozwiązań, czy może o coś więcej? Wszystko, co znajdziemy w tym albumie – komentarze twórców, wywiady, cytaty, ilustracje i zdjęcia – znalazło się również we wcześniejszych książkach The Art of … A jednak to właśnie ta uznawana jest za swego rodzaju nowość w serii. Czyżby opinię zawdzięczała popularności filmu, okrzykniętego nowym kamieniem milowym w twórczości Disneya? Czy rzeczywiście kryje w sobie coś uniwersalnego i głęboko poruszającego, co przyciąga tak szerokie grono odbiorców? Najlepiej sprawdzić samemu!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: The Art of Frozen
Wydawnictwo: Chronicle Books
Typ: Artbook
Data premiery: 03.12.2013
Autor: Charles Solomon
Rysunki: Praca zbiorowa
Wstęp: Chris Buck, Jennifer Lee
Okładka: John Lasseter

NASZA OCENA
8.5/10

Podsumowanie

Plusy
+ różnorodność ilustracji (od szkiców po gotowe prace, od tworzonych ręcznie po w całości stworzone komputerowo)
+ zdjęcia
+ płynna narracja
+ zrozumiały język i ciekawe komentarze

Minusy
– schematyczność charakterystyczna dla pozostałych albumów z tej serii
– dostępna tylko w wersji oryginalnej – angielskiej
– może sprawić zawód jeśli nie pamięta się, że to nie rozszerzenie filmu ale jego uzupełnienie i baza

Sending
User Review
0 (0 votes)
Poprzedni artykułRecenzja filmu Mass Effect: Paragon Lost
Następny artykułRecenzja artbooka The Art of Fallout 4
TuTu
Studiuję filologię polską na UW i nie, nie będę nauczycielem. Fascynuje mnie fenomen słowiańskości w literaturze. Pochłaniam książki w ilościach hurtowych - jeśli pozwala mi na to czas. Kiedy już siadam do oglądania filmów i seriali, schodzi mi na tym co najmniej cały dzień. Lubię grać i oglądać graczy w akcji. Gustuję w horrorach, choć żadnym gatunkiem nie pogardzę. Czytam i oglądam wszystko, i sięgnę po wszystko, żeby móc sprawdzić co mi się podoba, a co nie (np. ostrygi są obrzydliwe). Jestem uzależniona od herbaty i znajduję się w dożywotnim związku z wyobraźnią. Kiedyś zostanę pisarzem z prawdziwego zdarzenia!

Dodaj komentarz

avatar