Z Archiwum X

Pewnie spotkam się z zarzutem, że to zbyt daleko idące wnioski, ale groza jest tym, na czym wychowały się praktycznie wszystkie pokolenia. Zanim postukacie się w czoło, zaczekajcie. I nie, nie mam tu na myśli oglądania horrorów w nastoletnim wieku, tak mocno zakorzenionego w (pop)kulturze amerykańskiej, które przeniosło się właściwie na cały świat. A właściwie nie tylko. Zaczynając od baśni i tego, że morał przekazują najczęściej na gruncie strachu, przez klasykę literatury z fantastyką w tle, wszędzie towarzyszy nam lęk. I pewna fascynacja czymś nieznanym. Czymś, co mogłoby istnieć gdzieś tam. Po co to wspominam, łatwo się domyśleć. Najsłynniejszym serialem (i chyba najsłynniejszym zjawiskiem popkulturowym) czerpiącym z tego, czego się boimy, pewnych paranoi i zainteresowań było oczywiście Z archiwum X, które w ostatnim czasie przeżywa swoisty renesans.

Wszystko oczywiście za sprawą reaktywacji serii w postaci dziesiątego sezonu, jaki po czternastu latach od emisji finałowego odcinka (i ośmiu od drugiego filmu kinowego) zagościł w tym roku na antenie. Wcześniej jednak był trwający przez blisko dekadę i ponad dwieście epizodów serial, który od 1993 roku podbijał serca fanów. The Complete X Files zabiera nas właśnie w ten okres, w czas największej świetności serii, jej wzlotów i upadków. Od wczesnych lat 90. ubiegłego wieku, przez wszystkie te kształtujące mitologię historie, po stanowiący epilog film z 2008 roku. Artbook przypomina nam najważniejsze momenty Archiwum, streszcza fabułę, a także zabiera za kulisy. Bogato ilustrowany zdjęciami z obu stron kamery pozwala jeszcze raz poczuć to, co towarzyszyło nam w trakcie sensu i przekonać się, jak cały proces wyglądał z perspektywy twórców.

Chyba nie ma nikogo, kto nie kojarzyłby chociaż z nazwy tego serialu. Ja sam doskonale pamiętam, kiedy będąc jeszcze dzieckiem ukradkiem podglądałem pierwsze odcinki oglądane przez rodziców. Robiłem to przez zasłaniające oczy palce, starając się jednocześnie dojrzeć jak najwięcej i jak najmniej. Dlatego ta propozycja to coś absolutnie wspaniałego. Szansa na sentymentalną podróż połączoną z zobaczeniem czegoś więcej, niż mógł mi pokazać sam serial. Bogactwo zdjęć i tekstów, bogactwo wspomnień ekipy producenckiej i aktorskiej (tak łączące się ze wspomnieniami tkwiącymi w mojej głowie) daje niesamowity efekt. I naprawdę wciągającą, fascynującą lekturę.

Abstrahując jednak od prywatnych kwestii, jako przewodnik The Complete X Files sprawdza się naprawdę znakomicie. Do tematu podchodzi kompleksowo i choć wprawdzie nie ma tutaj zdradzania najistotniejszych rzeczy ani szczegółowego omówienia epizodów (co niestety byłoby niemożliwe przy tej ilości stron) to pozycja gwarantuje głębokie wejrzenie w serial, aż do samych jego korzeni. A nawet dalej.

Czy jest to propozycja dla tych, którzy nie znali wcześniej (bądź też znali, jednak bardzo słabo) Z archiwum X? Chciałbym powiedzieć, że tak – i po części z pewnością mogę. Screeny poszczególnych scen, opisy treści i ciekawostki każdego zachęciłyby do sięgnięcia po ten artbook (choć to akurat dość krzywdzące określenie, zważywszy na bogactwo zawartości). Jednakże to fani przygód wierzącego w paranormalne rzeczy i rządowe spiski Muldera oraz jego chłodno myślącej towarzyszki, Scully, której powoli udziela się jego „paranoja”, są główną grupą docelową. To oni zachwycą się niniejszą pozycją, poczują jak w domu w trakcie czytania i wejdą w ciekawą korelację z tekstem. A nawet, choćby i strony „milczały”, w tle usłyszą ten szarpiący nerwy motyw z czołówki serialu.

Polecam bardzo gorąco. Warto pod każdym względem! I pamiętajcie, Prawda jest gdzieś tam!

Dodaj komentarz

avatar