Śliczne i puchate – recenzja filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Fantastyczne zwierzęta

Miałam ledwie dziesięć lat, gdy w Polsce wydano pierwszy tom przygód Harry’ego Pottera – młody czarodziej skradł moje serce od samego początku i nie oddał go nawet po zakończeniu ostatniej części. Na jego kolejne przygody czekałam z niecierpliwością, szybko dołączając do tłumów koczujących pod księgarniami w dniu premiery następnej książki, łącząc się z nimi w ekscytacji. Uczucie, że dorastam wraz z bohaterem było fenomenalne i obudziło we mnie sentyment trzymający mnie przez lata i raz na jakiś czas skłaniający do powtórzenia lektury wszystkich siedmiu tomów. Robię to niezależnie od tego, że zaczynając doskonale wiem, że znowu uronię łezkę w momencie śmierci Syriusza i Snape’a, że ponownie poczuję irytację na Dumbledore’a i podziw dla tych, którzy wzięli udział w bitwie o Hogwart.

Niedawno premierę miał scenariusz sztuki Harry Potter i przeklęte dziecko, będący dla mnie niesamowitą podróżą sentymentalną do świata, w którym od dziecka chciałam uczestniczyć, przekroczyć tę niewidzialną barierę i stać się jego częścią. Wiecie jak to jest… wciąż czekam na swoją sowę z Hogwartu – pewnie zgubiła się gdzieś z listem dla mnie, być może nad Bałtykiem skręciła w złą stronę. Kiedyś na pewno się znajdzie. Tymczasem okazuje się, że J.K. Rowling na 2016 rok przygotowała dla swoich fanów jeszcze jedną podróż do stworzonego przez siebie świata – tym razem otwierając do niego drzwi nie na deskach teatru, a na ekranach kin.

Fantastyczne zwierzęta

Akcja filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć rozpoczyna się w 1926 roku, czyli, jak wierni fani pewnie już wiedzą – w roku, w którym urodził się Tom Marvolo Riddle, znany później jako Lord Voldemort. W tym czasie postrach wśród magów siał jednak inny czarnoksiężnik – Grindelwald, terroryzujący Europę. Sytuacja wśród magów jest napięta i na tyle niestabilna, że byle pierdoła może doprowadzić nie tylko do ujawnienia się przed nie-czarami (ot, taka amerykańska nazwa dla mugoli), ale też do wybuchu wojny. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że gdy nie-magowie się boją, to zaczynają atakować – powodów do strachu mają zaś kilka. Po pierwsze, w Nowym Yorku pojawia się brytyjski czarodziej, Newt Scamander, z walizką pełną różnych fantastycznych stworzeń, z których kilka daje drapaka przy pierwszej nadarzającej się okazji. Zbiega się to w czasie z atakami mrocznej siły, mającej na swoim sumieniu ofiary śmiertelne i spore zniszczenia. Dziwnym trafem, to właśnie pupilom Scamandera przypisuje się tak mordercze intencje i, całkowicie ignorując jakąkolwiek logikę, to brytyjskiego maga oskarża się o sprowadzenie na miasto pustoszącego je zagrożenia. Cóż, Newt będzie musiał poradzić sobie nie tylko ze znalezieniem swoich zgub, ale też z niebezpieczeństwem, którego natury nie wyjawię, bo recenzja jest świeżo po premierze i szkoda byłoby zepsuć wam ten wątek. Możecie być jednak pewni jednego – będzie się działo.

Fantastyczne zwierzęta

Eddie Redmayne, grający Newta Scamandera (i kojarzony z roli Stephena Hawkinga w filmie Teoria wszystkiego), ma wszystko to, czego potrzeba, by przykuć uwagę widzów i zatrzymać ją na dłużej. Jego bohater jest uroczym chłopakiem, który znacznie lepiej odnajduje się w kontaktach z dzikimi, fantastycznymi zwierzętami niż w relacjach z istotami z tego samego gatunku, co on – ludzi raczej drażni i nie jest szczególnie lubiany pośród swoich. Wyrzucony z Hogwartu, bo jedno z jego zwierząt omal nie zabiło innego ucznia, poświęca się podróżom i studiowaniu magicznych stworzeń, chcąc napisać o nich książkę i uzmysłowić czarodziejom, że nie są one tak groźne, jak wszyscy myślą. To człowiek młody, nie brak mu jednak pasji i zaangażowania – by chronić ginące gatunki gotów jest ryzykować własne zdrowie i życie. Magiczna walizka skrywa w sobie nie tylko ubrania, ale również ogromną przestrzeń, dostosowaną dla wszystkich uratowanych przez Newta stworzeń – jednocześnie jest to miejsce, gdzie on sam czuje się najlepiej. Nie sposób nie zauważyć z jaką czułością odnosi się do swoich podopiecznych i jak rozpromienia się, gdy może wraz z nimi przebywać i poznawać ich zwyczaje. Trudno mu się dziwić, fantastyczne bestie są bowiem nie tylko piękne, ale również rozbrajająco pocieszne. Moje serce skradły dwa z nich – niuchacz i nieśmiałek. Pierwszy to spryciarz i rozrabiaka, dostający kręćka na widok jakiejkolwiek błyskotki, a drugi rozczula swoim przywiązaniem do Newta.

Fantastyczne zwierzęta

Film zgrabnie balansuje pomiędzy klimatem grozy wprowadzonym przez niszczycielską siłę i ciepły humor, który bawi widza, rozpraszając uczucie niepokoju. Kolorystyka scen również podkreśla ich charakter – pozytywne przepełnione są intensywnymi, jasnymi barwami, podczas gdy te mroczne przedstawione są w szarościach i stonowanych, ponurych odcieniach. Wątki humorystyczne wprowadzone są głównie za sprawą fantastycznych stworzeń i dwójki bohaterów, w których wcielają się Dan Fogler i Alison Sudol – on gra mugola, przypadkowo wciągniętego we wszystkie magiczne wydarzenia, znalazł się bowiem w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, ona zaś jest uroczą siostrą ambitnej byłej auror, pomagającej Scamanderowi w odszukaniu jego zwierząt. Oboje tworzą śliczną parę, nie raz i nie dwa wywołującą na ustach widzów wesoły uśmiech – tym szerszy, że postać Alison Sudol potrafi czytać w powierzchownych myślach, a rozmowy z nią często toczą się jako jej monolog, bo zdąży odpowiedzieć na pytanie zanim ktoś je zada. Nieco poważniejszą parą postaci są Newt i Porpentina – o ile ten pierwszy jest uroczy w swojej nieporadności w kontaktach międzyludzkich, o tyle ona wydaje się być mocno stąpającą po ziemi kobietą, mającą ambicję powrotu na stanowisko aurora, z którego została zdegradowana. Jeśli śledziliście informacje dotyczące produkcji, to zapewne wiecie kto został dołączony do obsady, prawda? Jeśli nie, to zawsze możecie udać się na film i sprawdzić osobiście. Sama nie byłam zachwycona tym, co zobaczyłam w ostatnich minutach.

Fantastyczne zwierzęta

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć może rozczarować tych, którzy spodziewali się sentymentalnej podróży do świata, w którym działa się akcja książek o przygodach Harry’ego Pottera, pełnej nawiązań do powieści. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, ten wehikuł w czasie nie wysadza nas w Wielkiej Brytanii, a w Stanach Zjednoczonych, gdzie panuje zupełnie inna atmosfera. Wszelkie odniesienia do postaci z książek są nieszczególnie duże – ot, wspomniany zostaje Dumbledore, będący jedynym z nauczycieli Hogwartu wstawiającym się za młodym Newtem, pojawia się wzmianka o Grinderwaldzie pustoszącym Europę i… to by było właściwie tyle. Wciąż mamy też magię, pojawiają się nawet znane z filmów i powieści zaklęcia. Jeśli jednak weźmie się poprawkę na te odmienności, to produkcja potrafi zachwycić swoim klimatem, efektami specjalnymi (dodatkowo oszałamiającymi w technologii 3D) i muzyką, w której można usłyszeć motyw znany nam z wcześniejszych produkcji z tego uniwersum. Z ręką na sercu przyznaję się, że do Fantastycznych zwierząt podchodzę wybitnie bezkrytycznie, traktując film jako nowe spojrzenie na znany mi doskonale świat. Po prawdzie spodziewałam się więcej fantastycznych stworzeń i mniej czarnych charakterów, nie wyszło to jednak filmowi na minus, wręcz przeciwnie – nie zmienił się niepotrzebnie w produkcję przyrodniczą, a akcja jest wartka i utrzymuje dobre tempo.

Fantastyczne zwierzęta

Bez wątpienia Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć to wstęp do znacznie bardziej rozbudowanej historii, jej kontynuacji doczekamy się jednak dopiero w listopadzie 2018 roku, bo to na ten termin przewiduje się premierę kolejnej części. Będę na nią czekać z niecierpliwością, a wszystko za sprawą uroczego Scamandera, cudownych stworzeń i wciągającej fabuły… dzięki temu filmowi znowu czuję ten dreszczyk oczekiwania, którego nie zaznałam od pojawienia się na ekranach kin drugiej części Insygniów Śmierci. Najnowsza produkcja reżyserii Davida Yatesa, na podstawie scenariusza J.K. Rowling, pozwala jeszcze bardziej zagłębić się w świat Harry’ego Pottera, teraz jednak od zupełnie innej strony – poznajemy innego bohatera, mającego do czynienia z zupełnie inną społecznością magów. Różnice są znaczne i dostrzegalne, jest to jednak ciekawostka i ukazanie tego, że nie wszyscy magowie są tacy sami, a ich podejście do osób niemagicznych nie zawsze się pokrywa. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, jest to fakt, z którym nie mam zamiaru dyskutować… można jednak do niej wkroczyć w innym miejscu i zażyć równie przyjemnej kąpieli, jak za pierwszym razem. Tym dokładnie jest poświęcenie swojego czasu na seans Fantastycznych zwierząt – pełną odświeżenia chwilą na jeszcze jedno zanurzenie się w świecie, który podbił serca milionów fanów na całym globie. Jest w tej produkcji kilka mankamentów, są to jednak drobiazgi, nierzutujące na mój ogólny zachwyt i entuzjazm wywołany filmem – na przykład nie zawsze udaje się pogodzić beztroskę kina familijnego z produkcją o tarciach społecznych.

Fantastyczne zwierzęta

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, to pozycja obowiązkowa dla fanów Harry’ego Pottera… i nie tylko. Film nie wymaga zapoznania się z książkami o przygodach czarodzieja z błyskawicą na czole – może go więc obejrzeć każdy. Gwarantuję, że nie pogubi się w fabule, nie znajdzie się też momentu, w którym nie będzie wiadomo o co chodzi, odniesień do cyklu jest bowiem, jak wspominałam, niewiele i są one raczej marginalne. O dziwo, dubbing nie razi w uszy i nie sprawia wrażenia drewnianego, czuć, że podkładający głos aktorzy wkładają w to serce. Po seansie pewnie okaże się, że Waszymi ulubionymi bohaterami zostały niuchacz i nieśmiałek. Wcale by mnie to nie zdziwiło.

Okiem redakcji

Problem filmu jest taki, że Warner Bros. zdecydowało się wykorzystać tytuł, który kojarzą już fani Harry’ego Pottera, co siłą rzeczy wymagało wprowadzenia do niego Newta Scamandera i fantastycznych zwierząt, ale nie oszukujmy się – to był tylko pretekst do tego, żeby pokazać ciekawsze wydarzenia, czyli rebelię Grindelwalda. Z tego też powodu film mocno cierpi, bo trzeba było stworzyć podwaliny pod ten wątek, ale spróbować pokazać go tak, żeby ludzie nie myśleli, że Scamander i jego zoo zostali dodani na odczepnego. Ogólnie film jest trochę przydługi i znajdują się w nim zupełnie niepotrzebne wątki (zrobione chyba tylko dlatego, że udało się zaangażować Jona Voighta, więc napisano dla niego byle co), a przeciągana końcówka poraża miałkością. Niezłe są za to efekty specjalne, a aktorzy jako tako dają radę. Żałuję tylko, że muzyka, która w Potterach była bardzo dobra i klimatyczna, w Fantastycznych zwierzętach jest po prostu nijaka. – Jacek „Pottero” Stankiewicz