Ant-Man i Osa

Dekadę temu rozpoczęłam przygodę życia! To Iron Man (a nie – skądinąd świetna – Nolanowska trylogia o Batmanie) sprawił, że moje serce zabiło szybciej na myśl o kolejnej superbohaterskiej produkcji. No i tak to moje serduszko sobie działało, co jakiś czas doznając arytmii, palpitacji czy innych złamań, bo przecież życie fana łatwe nie jest, a Marvelowi zdarzały się zarówno mniejsze, jak i większe potknięcia (chociażby ten nieszczęsny Thor: Mroczny świat), z których – na szczęście – wychodził bez większej wywrotki i szybko odzyskiwał zaufanie widza. W ciągu tych dziesięciu lat na ekranach pojawiły się rzesze herosów posiadających supermoce albo technologiczne nowinki, a nade wszystko silną potrzebę ratowania świata. W tym i Ant-Man (chociaż u niego z tą potrzebą ratowania świata tak różnie, a już na pewno nie przed drugą kawą).

Ant-Man i Osa

Z fabuły pierwszego filmu o małym superbohaterze – przyznaję się bez bicia – nie pamiętam zbyt wiele. Musiał mi się jednak podobać, skoro na jednym z portali wystawiłam mu niezwykle wysoką ocenę – 8/10 to w końcu nie przelewki. Wydarzenia z „jedynki” – z jednym wyjątkiem – nie są jednak w drugiej części szczególnie istotne. Ważne, żeby pamiętać, że w swoim pierwszym solowym filmie Scott Lang (Paul Rudd) dostał się do kwantowego wymiaru i – wbrew podejrzeniom oraz prawidłowościom – udało mu się z niego wrócić. Ten fakt okazuje się kluczowy, bowiem jednym z wątków Ant-Mana i Osy jest próba wydostania z tego tajemniczego wymiaru Janet van Dyne (Michelle Pfeiffer), żony Hanka Pyma (Michael Douglas) i matki Hope van Dyne (Evangeline Lilly), która utknęła w nim lata temu.

Ant-Man i Osa

O wiele ważniejsza okazuje się znajomość Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów, Scott bowiem cały czas boryka się z konsekwencjami opowiedzenia się „po złej stronie barykady” i udzielenia pomocy Kapciowi. W efekcie jest jednym z tych herosów, którym „w nagrodę” dostał się dwuletni areszt domowy, na dodatek stracił kontakt z Hope i Hankiem. Wiecie, dał ciała, zawiódł ich zaufanie i wiele wskazuje na to, że zniszczył kostium Ant-Mana, będący przecież dziełem życia Pyma – takich rzeczy nie da się tak łatwo puścić w niepamięć. Jednak w trakcie budowy tunelu kwantowego, mającego pomóc w uratowaniu Janet, okazuje się, że Lang może być kluczem do odnalezienia kobiety, co oczywiście jest całkiem dobrym motywatorem do tego, żeby naukowiec i jego córka odnowili znajomość z naszym niepokornym złodziejaszkiem.

Ant-Man i Osa

Traf chce, że pojawiają się dosłownie trzy dni przed upływem jego dwuletniej kary. W efekcie w gruzach legnie świetny plan Scotta na spędzenie tych ostatnich siedemdziesięciu dwóch godzin w spokoju, bez wychylania się i ryzykowania, że jednak dostanie mu się dwadzieścia lat odsiadki za wcześniejsze wybryki (na co, jako kochający ojciec, średnio może sobie pozwolić). Niby nie ma zbyt wiele do gadania (przynajmniej na początku), ostatecznie jednak decyduje się pomóc Hope i jej ojcu. Zamieszanie jest z tego niebotyczne, bo tak się składa, że nie tylko oni mają swój interes w wybudowaniu tunelu kwantowego i uratowaniu Janet. W międzyczasie pojawia się kilku złoli, przeszkadzających na wszelkie możliwe sposoby – Sony Burch (Walton Goggins), ewidentnie będący czyimś pomagierem, upatruje w tym przedsięwzięciu zysków, a Duch (Hannah John-Kamen) ma własne pobudki.

Ant-Man i Osa

Wychodzi z tego pomieszanie z poplątaniem – ni to gonitwa z wyrywaniem sobie pomniejszonego budynku, ni to akcja ratunkowa, ni to opowieść o tym, jak ego jednego naukowca może zniszczyć życie niewinnym osobom. Nie zabraknie też rozterek Langa na temat tego, jak być dobrym ojcem i nie zawieść swojej córki. Ant-Man i Osa zdecydowanie bierze za dużo na swoje barki, a w efekcie żaden z tych wątków nie ma ani czasu, ani możliwości rozwinąć się należycie, nie odpowiada też na nurtujące widza pytania. Na szczęście produkcja nadrabia humorem – zabawne sytuacje i śmieszne dialogi sprawiają, że zapewne zawyżę mu ocenę (nie wywoła to jednak u mnie wyrzutów sumienia). Lang świetnie sprawdza się jako comic relief, a jego niezrozumienie naukowego bełkotu często idealnie odzwierciedlało to, jak sama czułam się w trakcie uczonych kwestii. Bezbłędny w komediowych scenach okazał się również Luis (Michael Peña), który perfidnie kradł co mógł, królując na ekranie za każdym razem, gdy tylko się na nim pojawił.

Ant-Man i Osa

Osa. Skoro już jakaś superbohatrka doczekała się miejsca w tytule kinowych produkcji Marvela, to warto o niej wspomnieć, prawda? Bez wątpienia. Evangeline Lilly jest absolutnie fe-no-me-nal-na, a moje uwielbienie dla niej rosło z każdą sceną, w której się pojawiała. Odpowiednio twarda i nieustępliwa, a jednocześnie urocza i kobieca! Nie brakuje jej ani pazura, ani charyzmy, ani sporej dawki pewności siebie (z wyjątkiem jednej sytuacji, w której jest odrobinę niepewna, co bez trudu można zrozumieć, gdy ogląda się film). Przyznaję, że chętnie pochwaliłabym również Michelle Pfeiffer, tak się jednak składa, że nie było jej w produkcji zbyt wiele, więc – siłą rzeczy – nie za bardzo jest za co. Mam jednak ogromną nadzieję, że nie zabraknie jej w kolejnych odsłonach losów tej superbohaterskiej rodzinki.

Ant-Man i Osa

Tak się bowiem składa, że pomiędzy naprawdę dobrymi scenami walk, pościgów, pomniejszania i powiększania przedmiotów codziennego użytku oraz całej masy wszystkich tych widowiskowych momentów, którymi filmy Marvela stoją, zmieszczono jeszcze kilka naprawdę dobrych scen o bardziej familijnym charakterze. Nie zabraknie więc rozmów Scotta z córką (swoją drogą, to serio mądre dziecko i chcę jej więcej w kolejnych produkcjach, bo młoda na to zasługuje), wspólnego spędzania czasu i takiej zwykłej, przyjaznej i normalnej atmosfery (uwierzycie, że Lang nawet po rozwodzie ma świetny kontakt z byłą żoną i jej nowym partnerem? To naprawdę miły akcent w produkcji). W ten rodzinny wątek świetnie wpisuje się poszukiwanie matki Hope oraz relacja kobiety z ojcem – może i momentami ego Hanka rozrasta się do takich rozmiarów, że z pokoju, w którym przebywa, trzeba wystawiać meble, czuć jednak, że kocha córkę i cierpi z powodu rozłąki z żoną.

Ant-Man i Osa

Postawmy jednak sprawę jasno – Ant-Man i Osa to zapychacz, mający umilić nam oczekiwanie na kwiecień przyszłego roku, kiedy ostatecznie poznamy, jak potoczyły się losy wszechświata i czy uda się odkręcić to, co zrobił Thanos. Akcja dzieje się niejako równolegle do wydarzeń z Avengers: Wojny bez granic i jeśli zastanawiacie się, jak Ant-Man i Osa nawiązuje do starcia z Szalonym Tytanem, to – no cóż – zastanawiajcie się dalej. Nie dostaniemy zatem zbyt wielu wskazówek co do dalszego rozwoju sytuacji. Nie jest to jednak zapychacz zły – ogląda się go z przyjemnością, a to chyba najważniejsze. No i jest równie dobry, jeśli nawet nie lepszy, co poprzednia część!

A! No i są dwie sceny po napisach, więc miejcie to na uwadze!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Ant-Man i Osa
Data premiery: 4 lipiec 2018 (świat) / 3 sierpień 2018 (Polska)
Reżyseria: Peyton Reed
Scenariusz: Andrew Barrer, Gabriel Ferrari, Chris McKenna, Erik Sommers
Typ: komedia, akcja, sci-fi
Obsada: Paul Rudd, Evangeline Lilly, Michael Douglas, Michelle Pfeiffer, Laurence Fishburne, Hannah John-Kamen oraz inni

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
ada Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
ada
Gość

tylko technika:) hehe