1

Rzadko się zdarza, aby filmowa adaptacja książki czy komiksu była lepsza od swojego pierwowzoru zapisanego na papierze. Animowana wersja Batman: The Killing Joke w reżyserii Sama Liu również potwierdza tę regułę. Wiele wskazywało na to, że ekranizacja historii Człowieka-Nietoperza i Jokera (stworzona przez samego mistrza – Alana Moore’a), która pojawiła się niedawno na ekranach amerykańskich kin za sprawą studia Warner Bros., szybko zdobędzie serca fanów świata wykreowanego przez DC. Niestety – z dużej chmury mały deszcz…

Ogromny sukces Zabójczego żartu sprawił, że trafił on do klasyki komiksu i na dobre rozpędził karierę Alana Moore’a. Po blisko 30 latach od pierwszego wydania The Killing Joke, Sam Liu wraz ze scenarzystą Brianem Azzarello postanowili przenieść tę nietuzinkową historię na duży ekran. Oczekiwania były duże, a smaczku dodawał fakt, że za głos Jokera odpowiadać miał nie kto inny jak sam Mark Hamill. Zresztą już wcześniej wcielał się on w tę charakterystyczną postać, zdobywając uznanie wśród widzów i słuchaczy. Miłą niespodzianką był również udział Kevina Conroya, który wraz ze wspomnianym wcześniej Hamillem stworzył niezapomniany duet w animowanym serialu o przygodach Batmana, emitowanym w Polsce w połowie lat 90.

 

Trwający niecałe 80 minut film podzielony jest na niemające nic ze sobą wspólnego (poza postaciami) dwie części. Pierwsza z nich opowiada o próbach schwytania przez Batmana i Batgirl lokalnego gangstera – Franza Parisa. Główny antagonista Człowieka-Nietoperza za wszelką cenę stara się przejąć władzę w mieście, posuwając się nawet do najbardziej nikczemnych zbrodni. Batgirl, która chce udowodnić „mentorowi” swoją wartość, daje się wciągnąć w niebezpieczną grę prowadzoną przez narcystycznego przestępcę. Czy uda się jej go złapać? Jakimi emocjami będą kierować się główni bohaterowie oraz co sprawi, że ich relacje znacznie się pogorszą?

1

Druga historia to ożywienie komiksowych kadrów z Batman: The Killing Joke. Wszystko tu jest niemal identycznie jak w pierwowzorze. Nawet teksty wydają się być powtórzone wers za wersem. Zatem dla tych, którzy nie mieli okazji przeczytać Zabójczego żartu, opiszę w skrócie fabułę. Akcja rozpoczyna się od krótkiej pogawędki między Człowiekiem-Nietoperzem a Jokerem w Azylu Arkham. Okazuje się, że w celi siedzi tylko „zamiennik”, a prawdziwy złoczyńca jest na wolności. Co takiego planuje maniak? Kto stanie się jego następną ofiarą? Czy Batmanowi uda się wymierzyć sprawiedliwość? Poza motywem ścigania jest jeszcze wątek poboczny. To geneza narodzin jednego z najoryginalniejszych przestępców w świecie komiksu, która jako retrospekcja co chwilę przerywa główną akcję. Losy Jokera przedstawione w filmie są wymysłem samego Moore’a i wielu fanów uniwersum DC się od nich odcina.

1

Pierwsza historia zbytnio nie porywa, momentami staje się nużąca, a jedynym smaczkiem jest ukazanie relacji pomiędzy Człowiekiem-Nietoperzem a jego partnerką. Jak na animację Warner Bros skierowaną do dorosłych widzów nie ma tu za dużo krwi ani elementów makabreski czy też erotyki. Jedyne co może zaważać o takiej a nie innej kategorii wiekowej są przekleństwa, które w porównaniu do tekstów z filmów Tarantino czy Guya Ritchiego to zaledwie dziecinnymi gierkami. Druga historia stanowi trzon całości i jest wiernym odwzorowaniem komiksu Moore’a. I tu pojawia się kilka scen, które dla młodszych widzów mogłyby okazać się nieco drastyczne. „Brzmienie” Jokera, niestety ze względu na zaawansowany wiek Marka Hamilla, nie ma już tego „czegoś” co kiedyś. Mimo to momentami dają się jeszcze wychwycić demoniczny akcent i śmiech, znane fanom animowanej wersji z lat 90. A co do postaci Batmana… czas nie oszczędził również Kevina Conroya. W jego głosie brakuje tej mocy, która przyprawiała o dreszcz wszystkich tych, którzy oglądali serial. Lecz z sympatii i sentymentu do obydwu jestem w stanie przymknąć na to oko. W końcu każdego z nas pędzące wskazówki zegara zmienią w ten czy w inny sposób. Warto też dodać, że w postać komisarza Gordona wcieliła się gwiazda Miasteczka Twin Peaks – Ray Wise, zaś w Barbarę „Batgirl” Gordon – Tara Strong. Ta ostatnia miała już wcześniej okazję grać inną „bohaterkę” ze świata DC – Harley Quinn.

1

Pod względem technicznym film absolutnie nie jest czymś wybitnym. Razi na pewno stosowanie kilku rodzajów animacji, które pasują do siebie jak grzebień do łysego. Najbardziej zauważalne jest to podczas akcji pościgowej w pierwszej historii, gdy pojazdy wyglądają jak wycinek z gry komputerowej. Niektóre sceny porażają zbyt małą ilością klatek – momentami wydawać by się mogło, że oglądamy pokaz slajdów. Same dialogi są przemyślane, choć w przypadku drugiej części filmu to głównie kopiowanie sentencji z dzieła Moore’a. Podobnie z kwestią graficzną, która jest wiernym odzwierciedleniem stylu Briana Bollanda.

Jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową, nie można się do niczego przyczepić. Budujące napięcie utwory, w głównej mierze oparte na muzyce instrumentalnej, są dużym plusem filmu. Nie ma tu miejsca na rap czy inne współczesne gatunki. Po prostu czysta symfonia.

1

Nie trzeba wspominać, że oryginalny dubbing jest mocną, jeśli nie najmocniejszą stroną filmu. Duet Hamill-Conroy to ikona animowanego świata DC spod znaku nietoperza. Również Ray Wise spisał się świetnie, mimo że nigdy wcześniej nie miał okazji wcielać się w przyjaciela Batmana.

Fanom Zabójczego żartu na pewno będzie przeszkadzało sztuczne przedłużanie filmu oparte na pierwszej historii oraz na scenie końcowej (pomiędzy napisami). Sama animacja jest wierną kopią komiksu, co w dzisiejszych czasach stanowi rzadkość, zważywszy na własne interpretacje nie tylko reżyserów, scenarzystów, ale również samych aktorów. Tą produkcję mogę polecić nie tylko fanom Moore’a, Człowieka-Nietoperza czy samego Jokera, ale również tym, którzy od czasu do czasu lubią obejrzeć coś oryginalnego. Jeśli chcecie zobaczyć Batman: The Killing Joke – premiera w Polsce już niebawem, bo 19 sierpnia. Ale czy warto iść na to do kina? Kwestia sporna. Niech każdy czyni, co uważa za słuszne.

Ocena: 5,5/10

Plusy
+ duet Hamill-Conroy w swoich kultowych rolach dubbingowych
+ budująca napięcie, klimatyczna muzyka
+ bezpośrednie nawiązanie do dzieła Moore’a w przypadku drugiej historii
+ wierne odwzorowanie stylu graficznego Bollanda

Minusy
– momentami nużący
– niepotrzebne przedłużanie filmu o dodatkową, nic niewnoszącą historię
– stosowanie kilku technik animacyjnych, psujących cały efekt
– chwilami zbyt mała ilość klatek

Tych, którzy chcą się dowiedzieć na czym bazuje główna fabuła filmu, zapraszamy do przeczytania recenzji komiksu Batman: Zabójczy żart.

Autor: Kisiel

Dodaj komentarz

avatar