1

„Już za chwilę, mili widzowie, strach wam włosy zjeży na głowie” – jeżeli pamiętacie czasy, kiedy codziennie zasiadaliście przed telewizorem, żeby usłyszeć, jak Dariusz Odija wypowiada te słowa, to jesteście starzy i od tamtego być czasu może doczekaliście się już potomstwa. Zapewne właśnie z myślą o takich starych prykach, które mogłyby zabrać do kina swoją progeniturę, Sony postanowiło zrealizować kinowy film na podstawie twórczości R. L. Stine’a. Jak wypada on na tle kultowego – przynajmniej dla co poniektórych – serialu?

Filmowa Gęsia skórka, w odróżnieniu od poszczególnych odcinków serialu, nie stanowi ekranizacji żadnej z książeczek. Młody chłopak – którego imienia po seansie nie pamiętam, co przyznaję bez bicia – przeprowadza się z Nowego Jorku do małego miasteczka wraz z matką, która otrzymała posadę wicedyrektora w miejscowej szkole średniej. Za sąsiadów mają nastolatkę mieszkającą z despotycznym ojcem. Chłopak, myśląc, że mężczyzna znęca się nad córką, postanawia ruszyć jej na ratunek. Okazuje się, że jegomościem tym jest nie kto inny R. L. Stine ukrywający się pod zmienionym nazwiskiem, a chłopak niechcący uwalnia potwory z jego książek. Do spółki ze Stine’em, jego córką i nowo poznanym kolegą wyruszają na miasto, żeby ocalić je przed wytworami wyobraźni pisarza.

3

Takie podejście do tematu pozwoliło scenarzystom na wprowadzenie wielu postaci, które starsi dobrze pamiętają z serialu i książek, a młodszym mogą się spodobać. Rola głównego czarnego charakteru przypadła nikomu innemu jak Slappy’emu, gadającej lalce brzuchomówcy, a partnerują mu m.in. niewidzialny chłopiec, ogrodowe gnomy, ghule, wielka modliszka i wilkołak z Gorących Bagien. Rozwiązanie to może się spodobać, bo prezentuje galerię najróżniejszych potworów stworzonych przez Stine’a, ale z drugiej strony żaden z nich – poza Slappym – nie otrzymuje zbyt wiele czasu antenowego, przewijając się po prostu jako mało znaczące tło. W porównaniu z serialem, gdzie każdy odcinek poświęcony był konkretnemu potworowi, wypadają one słabiutko – można powiedzieć, że filmowa Gęsia skórka cierpi na klęskę urodzaju. O samych bohaterach ciężko powiedzieć cokolwiek poza tym, że są to na wskroś archetypowe postaci z hollywoodzkich widowisk, mające w scenariuszu określone role, takie jak np. idiota i tchórz w jednym, służący do odwalania komicznych wstawek. Po familijnym produkcyjniaku skrojonym wyłącznie dla zysków trudno spodziewać się jednak czegokolwiek więcej.

3

Serial już w momencie powstawania był strasznie paździerzowaty pod względem wykonania, a oglądanie tego paździerza po latach ma swój urok. W filmie, rzecz jasna, tego nie doświadczymy – mając do dyspozycji większy budżet, twórcy sięgnęli po efekty komputerowe, dzięki czemu wszelakie straszydła i efektowne sceny wyglądają znacznie bardziej realistycznie i nieporównywalnie lepiej niż w serialu. Pod względem technicznym jest to poprawne hollywoodzkie widowisko, jakich w Stanach Zjednoczonych powstaje wiele – ani nie zachwyca, ani nie odrzuca, po prostu ogląda się je bez jakichkolwiek emocji.

3

Całkiem nieźle dobrana została obsada, przede wszystkim dwójka głównych bohaterów, czyli chłopak i dziewczyna, których imion nie pamięta się po seansie. Ten trzeci, służący za głupka, w sumie też poradził sobie całkiem nieźle. Największym obsadowym minusem jest jak dla mnie Jack Black – mam o nim dość niskie mniemanie i uważam go za słabego i irytującego komika, a w Gęsiej skórce gra po prostu tak samo jak wszędzie indziej, nadal będąc słabym i irytującym komikiem, któremu nie pomaga nawet charakteryzacja. Tym niemniej, jeżeli ktoś jest jego fanem, występ w tym filmie powinien mu się spodobać i raczej uzna go za duży plus.

3

Trudno jest napisać o Gęsiej skórce coś więcej, bo jest to – mówiąc najkrócej – film na wskroś przeciętny. Chociaż korzysta z dorobku R. L. Stine’a, nie czuć w nim klimatu opowiadań ani nawet wersji w odcinkach. Podczas gdy serial młodszego widza rzeczywiście mógł przyprawić o gęsią skórkę, a niektóre odcinki nie miały szczęśliwego zakończenia, film idzie zdecydowanie bardziej w kierunku przygody i komedii, gdzie potwory są tylko dodatkiem wplecionym w schematyczny scenariusz, w którym po kolei odhaczane są zwroty fabularne, które powinny znaleźć się we wzorcowym widowisku tego typu. Jest to przyjemne, lekkie i poprawnie zrealizowane oglądadło, które spokojnie można obejrzeć z dzieckiem albo młodszym rodzeństwem. Zawodzi jednak jako Gęsia skórka, uderza bowiem w zupełnie inne tony i stawia na inny klimat, tak więc stare pryki, które miały nadzieję na coś w stylu serialu, poczują się jednak zawiedzione.

Ocena: 5/10

Plusy
+ poprawnie zrealizowany
+ lekki, zabawny i przyjemny
+ dużo stworów Stine’a…

Minusy
– …które służą jednak wyłącznie jako nic nieznaczące tło
– Jack Black
– brak klimatu książek i serialu
– na wskroś schematyczny

Autor: Pottero

Dodaj komentarz

avatar