Lovecraftowi zawdzięczamy nie tylko liczne przepełnione grozą opowiadania wraz z mitologią Cthulhu, ale również ogromny, trwający po dziś dzień wpływ na kino. Bez problemu odnajdziemy dziesiątki tytułów przesiąkniętych cechami charakterystycznymi dla twórczości Samotnika z Providence. Zauważyć je można u Carpentera, w Obcym, serii Martwe Zło czy Stranger Things. Obślizgłe macki, strach przed nieznanym oraz zjawiska doprowadzające dobrodusznych ludzi daleko poza skraj szaleństwa. Taki właśnie jest Lovecraft. Natomiast Ghostland, zamiast składać hołd jego dokonaniom, przemyka gdzieś na pograniczu jego flagowych motywów, nie tracąc przy tym nic z nieprzyjemnej atmosfery.

Pauline wraz dwiema córkami przeprowadza się do domu zmarłej niedawno ciotki. Po Beth nowa sytuacja całkowicie spływa. Ma swój świat i swoje mroczne kredki. Uwielbia horrory, niewymowną grozę i bez reszty zafascynowana jest Lovecraftem. Jej nastoletnie serce, chociaż jeszcze niewinne, wyrywa się do historii mrożących krew w żyłach. Zarówno tych fikcyjnych, jak i prawdziwych. Tę miłość nawet próbuje przelewać na papier, marząc o karierze wielkiej pisarki. Jak nie zapałać do takiej dziewczyny głęboką sympatią? Moje serce skradła niemal natychmiast. Oczywiście w skład każdej przeprowadzki wchodzi przynajmniej jedna zawiedziona dusza. Ta rola przypada w udziale Verze. Prycha, boczy się, pyskuje, pokazuje obcym środkowy palec, krzyczy i jest chamska względem siostry – w końcu musiała zostawić całe życie za sobą, wliczając w to chłopaka i przyjaciół – jakby nie wiedziała, że to właśnie takie bohaterki w horrorach pierwsze lecą pod nóż.

Niemym świadkiem niewybrednych docinek jest stare domostwo. Wystrojem wnętrza musieli zajmować się miłośnicy Obecności i z dwudziestu innych horrorów. Pełne jest porcelanowych lalek, starych mebli i zegarów. Wygląda jak rupieciarnia na tyłach studia filmowego specjalizującego się w kinie grozy. Cały budynek wręcz krzyczy, że zaraz będą działy się tu straszne rzeczy i nawet wiemy, jakich możemy się spodziewać. To jednak tylko pozory, bo Laugier w schematy i oczywistości popadać nie zmierza. To, co u innych stanowiłoby główną i nudną już atrakcję, w Ghostland jest jedynie tłem.

Film błyskawicznie przechodzi do rzeczy. Nie przebiera w środkach, nie buduje napięcia i nie rysuje sielanki, którą potem mógłby zgnieść pod brudnym buciorem. Beth uwielbia przerażające historie, a podły los sprawił, że stała się uczestniczką jednej z nich. Życie bohaterek w ułamku sekundy zamienia się w koszmar. Zostają zaatakowane przez dwójkę zwyrodniałych i zdegenerowanych napastników, zawieszonych gdzieś między człowieczeństwem a zezwierzęceniem. Pragną oni jedynie zaspokajać swoje chore instynkty i potrzeby.

Bohaterkom udaje się przeżyć atak, ale teraz będą musiały zmagać się z życiem naznaczonym przez tragedię. Psychiki dziewczyn są zniszczone. Vera jest wrakiem człowieka. Beth udaje się wieść normalne życie, jednak prześladują ją bolesne wspomnienia. Film z brutalnego home invasion w domku dla lalek diametralnie zwalnia i zamienia się w dramat psychologiczny. Traumatyczne wspomnienia ciążą nad bohaterkami, a dom jest nimi całkiem przesiąknięty. Klimat, którego wcześniej nie było, teraz nieprzyjemnie gęstnieje. Laugier prezentuje nam wyrządzoną krzywdę. Przenosi nas daleko poza napisy końcowe dziesiątek innych horrorów, by pokazać, jak wygląda codzienność „tych, które przetrwały”. To widok straszny i nieprzyjemny. Ściskający serce. W końcu po takich wydarzeniach nie można żyć długo i szczęśliwe. Widzimy matkę opiekującą się skrzywdzonym dzieckiem, obserwujemy szaleństwo, które całkowicie pożarło Verę. Beth też nie wyszła z tego bez szwanku. Przygniatają ją wyrzuty sumienia i poczucie niesprawiedliwości. W powietrzu nieustannie wisi pytanie: „Czym sobie na to zasłużyły?”. Ciasne korytarze, zagracone pokoje, wąskie schody i blade oświetlenie początkowo wydawały się tylko czekać, aż zostaną w pełni wykorzystane. Laugier jednak klaustrofobiczną atmosferę buduje początkowo jedynie za pomocą psychicznej udręki.

Każdy, kto spodziewał się bardziej klasycznego oblicza horroru, takiego ociekającego grozą, wymagającego wstrzymywania oddechu oraz zawierającego przynajmniej jedną dramatyczną ucieczkę (i całkiem sporo krzyków), nie powinien czuć się zawiedziony. Laugier i to ma w ofercie, tyle że dociera do tego nieco okrężną drogą. Historia zaczyna zmierzać do miejsca, w którym skończyła się przed laty. Wspomnienia powracają coraz bardziej intensywne, a kolejne fragmenty traumatycznej nocy zostają powoli ujawniane. Tylko czy to na pewno są jedynie wspomnienia? Za sprawą niesamowicie zaskakującego i całkowicie niespodziewanego plot twistu, Laugier wywraca wszystko do góry nogami. Przedstawiając nam składną, emocjonalną i sensowną historię, usypia czujność, by wykorzystać element chowany w zanadrzu. Niespodziewanie Ghostland zostaje wypełniony wątpliwościami, co sprawia, że jeszcze mocniej przykuwa do ekranu. Czy to wszystko galopujące w kierunku szaleństwa koszmary, halucynacje stworzone przez złamaną psychikę, czy może brutalna prawda ukryta za przepełnionymi nadzieją kłamstwami? Wszystkie wątpliwości rozwiewa cameo samego Lovecrafta, które ostatecznie stawia film z powrotem twardo na ziemi. Jednak co się człowiek nagadywał do tego momentu, to jego.

Obecność na ekranie Samotnika z Providence definitywnie utwierdza w przekonaniu, że duch autora przemyka gdzieś w filmie. Ghostland nie jest typowym hołdem dla twórczości Lovecrafta, ołtarzykiem wystawionym ku jego czci. Laugier nie sięga po oczywiste pomysły i nie przepisuje opowiadań na język filmu. To subtelna zabawa z postacią pisarza oraz kilkoma motywami jego twórczości, utrzymana w atmosferze nieprzyjemnego, wstrząsającego i odpychającego horroru zgrzytającego pazurami o naszą strefę komfortu. Film nie jest wizytą na pełnym koszmarów strychu w posiadłości autora, ale powolnym spacerkiem po jego ogródku. Na tyle daleko, aby doszukiwanie się podobieństw było wyzwaniem, a nie oczywistością strzelającą nam w twarz niczym obślizgła macka.

Nawet odstawiając na bok wszelkie inspiracje dostrzegalne dla rasowych miłośników pisarza, Ghostland pozostaje porządnym horrorem. Unika schematyczności, niesie odświeżenie swoim pomysłem, zaskakuje scenariuszem. Dodatkowo oferuje nieprzyjemny klimat w dwóch wydaniach, sprawnie zamykając bohaterki w psychicznej i fizycznej pułapce i nie pozwalając przy tym odetchnąć widzowi.

Szczegóły:

Tytuł: Ghostland
Data premiery: 04.05.2018
Reżyseria: Pascal Laugier
Scenariusz: Pascal Laugier
Typ: horror
Obsada: Crystal Reed, Mylène Farmer, Anastasia Phillips, Emilia Jones, Taylor Hickson i inni

Dodaj komentarz

avatar