Gra cieni

Chyba mogę się nazwać fanką koreańskiego kina, mimo że nie oglądam go przesadnie dużo. Może po prostu trafiałam tylko na dobre pozycje? Kto wie. Jakiś czas temu oceniałam Zombie Express jeszcze na długo przed premierą w Polsce (i tym strasznym tłumaczeniem tytułu). Teraz chcę Was zaprosić w podróż do Gry cieni, koreańskiego thrillera opowiadającego o Korei znajdującej się pod japońską okupacją w latach 20. XX wieku.

Towarzyszymy między innymi Lee Jung-choolowi, byłemu członkowi koreańskiego ruchu oporu. Lee poznajemy, kiedy z wolnościowym podziemiem nie ma już nic wspólnego – wręcz przeciwnie, jest oficerem japońskiej policji i ma zinfiltrować organizację walczącą o wyzwolenie Korei spod jarzma okupanta. Niedługo później, w wyniku różnych mniej i bardziej burzliwych wydarzeń, poznaje Kim Woo-Jina, handlarza dziełami sztuki – przywódcę miejscowych bojowników o wolność. Mimo że obaj znają swoje prawdziwe tożsamości, decydują się nawiązać coś w rodzaju współpracy. Co chce ugrać Jung-chool w tej niecodziennej grze? Czy faktycznie chce współpracować z ruchem narodowowyzwoleńczym?

Gra cieni

Gra cieni to trzymający w napięciu film szpiegowski, ale nie brakuje w nim też elementów charakterystycznych dla dreszczowca – aury tajemniczości i niepewności. Stąd też istnieje duża szansa, że przykuje waszą uwagę. Fabuła nie jest przesadnie skomplikowana, ale zdecydowanie nie należy do lekkich, dlatego nie będzie to dobre kino familijne. To film, który zostaje w pamięci na dłużej, ponadto skłania do pewnych refleksji.

Na uwagę zasługuje fakt odpowiedniego wprowadzenia dynamizmu w wymagających tego częściach produkcji (czyli sceny walki, ucieczek, pościgów), przez co zazwyczaj się nie dłuży. Niestety, da się odczuć, że film trwa ponad dwie godziny, bo miejscami jest nieco przegadany. Ponadto (to pewnie kwestia sporna) uważam, że sceny dziejące się po akcji w pociągu są zbędne – zrezygnowanie z nich zdecydowanie skróciłoby film i pozwoliłoby usunąć najbardziej przeciągnięte sceny.

Gra cieni

In plus zaliczyć należy również scenografię i pieczołowicie przygotowane kostiumy, mimo że film nie miał tak pokaźnego budżetu, jak mogłoby się wydawać (nieco ponad 8,5 miliona dolarów). Nie podbił co prawda serc widzów zza oceanu, ale poradził sobie poza USA. A do tego był koreańskim kandydatem do Oscara do filmu nieanglojęzycznego. Również fanom pięknych kadrów Gra cieni będzie miała coś do zaoferowania. Jest bowiem nakręcona niczym artystyczna perełka, co przy tak niskim budżecie wprawia w jeszcze większy zachwyt. Niektóre ujęcia aż chciałoby się ustawić na tapetę.

Mimo pewnych fabularnych dłużyzn, film jest całkiem niezłą rozrywką na wieczór i prezentuje całkiem interesującą tematykę przedstawioną ciekawy sposób. Aktorsko również jest bardzo przyzwoicie, dlatego to jedna z tych pozycji, które warto wziąć pod uwagę, jeśli akurat chcielibyście spróbować czegoś innego albo zacząć swoją przygodę z kinem koreańskim. Poza tym, to całkiem dobry przykład tego, jak kręcić filmy o tematyce okołowojennej lub okołookupacyjnej – bez zbędnego patosu i na dobrym poziomie.

Szczegóły

Tytuł: Gra cieni
Tytuł oryginalny: Mil-jeong (밀정)
Czas trwania: 2 godz. 19 min.
Reżyseria: Jee-woon Kim
Scenariusz: Jee-woon Kim
Gatunek: Szpiegowski
Produkcja: Korea Południowa
Premiera: 11 sierpnia 2017 (Polska), 3 września 2016 (świat)

Dodaj komentarz

avatar