Jumanji 2

Jumanji: Przygoda w dżungli ponad wszelką wątpliwość nie jest filmem, na który czekałem z niecierpliwością. Należę co prawda do tego pokolenia, które pierwszą część darzy sentymentem, dzięki któremu po dwudziestu latach jestem w stanie wybaczyć jej niedociągnięcia i to, że po prostu brzydko się zestarzała. Na kontynuację szedłem jednak bez większych oczekiwań, nastawiając się na napakowaną efektami i akcją komedię, przy której można się po prostu dobrze bawić. I wiecie co? Dostałem właśnie tylko tyle i aż tyle.

Omawiana produkcja należy do grona tych, które można uznać nie tylko za sequel, ale też za reboot. Film zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończy się poprzedni. Ktoś znajduje na plaży planszę z Jumanji, daje ją swojemu nastoletniemu synowi, a ten stwierdza: „Meh, kto jeszcze gra w planszówki?” i odkłada ją. W nocy gra magicznie zamienia się w kartridż do gry wideo, chłopak odpala ją i zostaje wciągnięty. Mija dwadzieścia lat, w szkolnej piwnicy kartridż znajduje czworo nastolatków, którzy zostali za karę po lekcjach, odpalają grę i zostają wciągnięci. Żeby się wydostać i wrócić do rzeczywistości, muszą ukończyć grę.

Jednym z największych atutów filmu są postacie. W świecie rzeczywistym otrzymujemy zestaw dość stereotypowy – nerd wyśmiewany przez sportowców, uzależniona od Instagramu księżniczka, kujonka gardzącą wuefem i marząca o studiach na Ivy League, no i, rzecz jasna, sportowiec. Trafiając do gry, stają się dokładnymi przeciwieństwami samych siebie. Cherlawy nerd mający alergię na wszystko jest mięśniakiem bez żadnych słabych stron, sportowiec kolesiem pozbawionym siły i szybkości, unikająca ćwiczeń dziewczyna seksbombą i mistrzynią sztuk walki, a seksowna blondyna – Jackiem Blackiem. To wymusza na postaciach nie tylko konieczność nauczenia się swoich nowych ról, ale też zaakceptowania tego, że w grze nic nie jest takie jak w rzeczywistości, więc siłą rzeczy muszą zdać się na innych, którzy otrzymali właściwe im przymioty. No i prawda, wszystko to jest stereotypowe, ale pomiędzy bohaterami mimo wszystko jest niezła chemia, co przekłada się na dość mocny punkt programu.

Miłośnicy gier komputerowych zapewne docenią smaczki, jakie zawarto w filmie. Ponieważ bohaterowie trafiają właśnie do takiej gry, rządzi się ona właściwymi im prawami. Spotkane postacie niezależne powtarzają te same, napisane dla nich kwestie, w służącym za plecak ekwipunku zmieści się wszystko, przedmioty pojawiają się magicznie znikąd, a rozmowa ni z tego, ni z owego przerywana jest cutscenką. No i najważniejsze – niczym w starych grach, bohaterowie mają tylko trzy życia, o które muszą dbać, co wprowadza dodatkowy element napięcia.

Przygoda w dżungli na pewno nie jest najlepszą komedią ani filmem akcji, jaki oglądaliście, ale mimo wszystko te elementy dają radę. Jest ładnie, jest widowiskowo, a co najważniejsze – jest zabawnie. Nie zabrakło oczywiście żartów związanych z tym, że Bethany zamienia się w faceta, odkrywa więc oddawanie moczu na stojąco i niekontrolowany wzwód. Martha uwięziona w ciele Karen Gillian ponad wszelką wątpliwość rozbawi was do łez, wykonując komiczne miny, mające uchodzić za seksowne i uwodzicielskie. A chociaż film dystrybuowany jest tylko z dubbingiem, to na szczęście warstwa tłumaczeniowa jest w nim pierwszorzędna i cała wypełniona po brzegi sala kinowa raz po raz śmiała się do rozpuku z żartów słownych. Szkoda tylko, że pod względem doboru głosów i zagrania ról dubbing jest już słabszy.

Jeśli chodzi o aspekty techniczne, to mamy do czynienia ze standardowym hollywoodzkim widowiskiem. Efekty specjalne są całkiem niezłe, muzyka nie wybija się na pierwszy plan, a służy wyłącznie za dobre uzupełnienie tego, co widać na ekranie. Żaden z zatrudnionych aktorów nie stworzył i raczej nigdy nie stworzy oscarowej kreacji, ale dobrano ich według klucza, żeby pasowali do przypisanych im ról, i bezbłędnie wywiązują się ze swoich zadań. Fabułę pozwolę sobie pominąć milczeniem, bo wiadomo, że w tego typu filmach nie jest ona najważniejsza, tak więc nawet do bólu sztampowy czarny charakter, mogący rywalizować ze Steppenwolfem o miano najnudniejszego antagonisty 2017 roku, niespecjalnie przeszkadza.

Kontynuacja Jumanji to film na wskroś przeciętny, ale udany – i mam wrażenie, że opinię tę podzielą zarówno ci, którzy darzą pierwszą część sentymentem, jak i ci, którzy niespecjalnie ją znają. To po prostu lekka i przyjemna komedia akcji. Nie zostanie z wami na dłużej, ale przez dwie godziny będziecie się dość dobrze bawili. Podsumowując, jest to produkcja w sam raz na wypad do kina z rodziną czy znajomymi w okresie okołoświątecznym.

Szczegóły:

Reżyser: Jake Kasdan
Scenariusz: Chris McKenna, Erik Sommers, Scott Rosenberg, Jeff Pinkner
Gatunek: komedia, przygodowy, akcja
Produkcja: Stany Zjednoczone
Premiera: 29 grudnia 2017 (Polska), 20 grudnia 2017 (świat)
Główne role: Dwayne „The Rock” Johnson, Karen Gillian, Nick Jonas, Kevin Hart, Jack Black

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o