Kler 1

Wojciecha Smarzowskiego ponad wszelką wątpliwość można sklasyfikować jako twórcę niepokornego, który lubuje się w obnażaniu ludzkich słabości. Przy okazji nie pozwala on się zaszufladkować. Po Wołyniu środowiska prawicowe próbowały przypiąć mu łatkę „swojego”, ten więc odciął się od nich, tworząc Kler, wpisujący się w gusta środowisk lewicowych. Podobnie jak o ostatnim filmie reżysera, tak i o tym było głośno na długo przed premierą. A kiedy ta wreszcie nastąpiła, oprotestowały go środowiska prawicowe, urządzając pikiety przed kinami, egzorcyzmy, a gdzieniegdzie nawet zakazując jego wyświetlania. Czy cała ta paranoja wokół Kleru była uzasadniona? Czy to naprawdę film godzący w dobre imię Kościoła katolickiego?

Kler to opowieść o trójce znajomych księży. Jeden z małej wiejskiej parafii, drugi z większego miasta, trzeci z kolei jest sługusem arcybiskupa, marzącym o karierze w Watykanie. Wszyscy jednak mają słabość do alkoholu i inne ludzkie ułomności. Pogoń za karierą, nadużywanie pozycji, malwersacje, krętactwo, nienawiść, nieprzestrzeganie celibatu… Ale czy to oznacza, że są złymi osobami, czy może po prostu są ludźmi, a ich słabości tylko pogłębiają ich człowieczeństwo?

Kler 2

Kler z Wołyniem łączy coś więcej, niż tylko kontrowersja – tak jak w każdym innym filmie Smarzowskiego, tak i tutaj nic nie jest czarne ani białe. Ukraińcy, nie obejrzawszy nawet Wołynia, obwołali go produkcją antyukraińską, chociaż w rzeczywistości Polacy byli w nim czarnymi charakterami na równi z banderowcami. Tutaj jest tak samo. Byłbym głęboko zasmucony, gdyby Smarzowski nagle zaserwował produkcję, w której palcem wskazuje: „ci są dobrzy, a ci są źli”. Podobnie jak w innych jego filmach, źli są ludzie – bez względu na zawód, narodowość czy wyznanie. Kościół katolicki jest w Klerze tłem, tak jak w Wołyniu była nim Ukraina, a w Weselu – wesele. Tło to służy do przedstawienia historii o ludzkich niegodziwościach i ułomnościach, z którymi to starają się walczyć bohaterowie.

Mówienie o Klerze jako o filmie o księżach pedofilach jest równie zasadne, co mówienie, że Drogówka to film o korupcji w służbie drogowej. Tak jak i inne produkcje Smarzowskiego, to film o ludziach, którzy starają się odciąć od zgniłego środowiska. Kusi ono i oferuje łatwe rozwiązania, bohaterowie reżysera są jednak ponad to. Bez wątpienia są ułomni, słabi i podatni na pokusy, jednak w obliczu wyzwania nie obierają łatwej ścieżki. Pozostają wierni swojemu zawodowi, nawet jeżeli mogą zapłacić za to wysoką cenę. Ryszard Król odrzucił pójście na łatwiznę i do końca walczył z korupcją. Część bohaterów Kleru decyduje się na podobny krok. Sprzeciwienie się potężnemu Kościołowi katolickiemu uznają za właściwszą drogę, dzięki której będą lepsi. Zaakceptują swoje słabości i postarają się je przezwyciężyć, żeby być dobrymi ludźmi – takimi, jakimi powinni być kapłani.

To ostatnie może jednak nie spodobać się części widzów – zwłaszcza tym, którzy czują się związani z klerem. Kościół katolicki-instytucja jest tutaj bowiem przedstawiony jako zgniły i niegodny zaufania, za co odpowiedzialni są ci najwyżej postawieni. Nie można jednak zapominać, że Kościół to przede wszystkim wspólnota – bez wiernych i szarych duszpasterzy byłby niczym. I taki jest z grubsza morał filmu Smarzowskiego. Tak, przedstawia w negatywnym świetle Kościół-instytucję, jednak tworzących Kościół-wspólnotę jako ludzi, którzy chcą i potrafią być lepsi. A przy okazji opakowuje to wszystko w przyzwoity scenariusz z typowymi dla reżysera zwrotami akcji.

Jak przystało na film Smarzowskiego, Klerowi trudno odmówić dobrej realizacji. Angażowanie do każdego filmu tych samych aktorów może męczyć, ale to solidna i sprawdzona marka, tak więc ich kreacje są świetne. Moim zdaniem najlepiej wypadł Janusz Gajos jako arcybiskup Mordowicz – to klasa sama w sobie. Ponownie sprawdził się również Mikołaj Trzaska, zaufany kompozytor Smarzowskiego. Reżyser znów postanowił trochę poeksperymentować, tak więc część scen przedstawiana jest w formie nagrań z ukrytej kamery czy z telefonu komórkowego. Nie zabrakło oczywiście akcentów komediowych, jak również mniej lub bardziej subtelnych nawiązań. Ot, chociażby Mordowicz wozi się bentleyem, zaś jeden z wysoko postawionych członków Kościoła usprawiedliwia pedofilię parafrazą słów arcybiskupa Michalika, jakoby to dzieci były jej winne. Trudno powiedzieć, czy to wina kina, czy może film został tak zmontowany, ale – przynajmniej na moim seansie – dźwięk był zdecydowanie zbyt cichy. Różnica w jego natężeniu pomiędzy reklamami a samym filmem była kolosalna. Nawet mimo tego, dialogi przynajmniej były zrozumiałe.

Kler 3

Na seansie byłem z sześcioosobową grupą, składającą się zarówno z apostatów, jak ja, ateistów, jak i osób wierzących, w tym również niepraktykujących, bo wiarę obrzydził im właśnie kler. Wszyscy zgodziliśmy się, że nie jest to najlepszy film Smarzowskiego – część jako taki wskazywała Wołyń, część Dom zły. Zdania odnośnie samego Kleru były jednak podzielone. Niektórzy uznali, że był nudny i przegadany, inni, że to po prostu solidna produkcja, której reżyser nie musi się wstydzić. Być może Wołyń wywindował trochę oczekiwania i spodziewali się czegoś szokującego. Ale czy czymś takim nie są sceny przedstawiające gwałty dokonywane na dzieciach? Czy naprawdę trzeba pokazać wymordowanie całej wioski, żeby uznać coś za szokujące? Zgadzam się jednak z tym, że momentami film był trochę nużący. Część scen można było spokojnie skrócić albo usunąć – moim zdaniem zyskałoby na tym tempo.

Tak Wołyń nie był filmem o rzezi, a Drogówka o korupcji, tak Kler nie jest filmem o księżach pedofilach. Słowa wymienione w tytułach były tłem, na których rozgrywały się opowieści o ludziach złych i tych, którzy pochodząc z tych środowisk, postanowili odrzucić łatwą drogę i być dobrymi osobami. Niestety, w przypadku Kleru zwaśnione ideologicznie środowiska wyciągną tylko to, co będzie im na rękę. Prawicowcy zauważą wyłącznie „bezpodstawny” atak na Kościół katolicki. Nie dostrzegą tego, że część bohaterów przedstawiono jako postacie, które postanowiły opowiedzieć się po stronie prawości. Nie zauważą tego również lewicowcy – ci skupią się wyłącznie na ułomnościach postaci i na pedofilii. Nie zmienia to jednak faktu, że Kler to kolejny udany film w karierze Smarzowskiego. Na pewno nie najlepszy i mający swoje niedociągnięcia, ale mimo wszystko warty obejrzenia – jeśli nie w kinie, to na DVD albo w telewizji.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Kler
Data premiery: 28 września 2018
Reżyseria: Wojciech Smarzowski
Scenariusz: Wojciech Smarzowski, Wojciech Rzehak
Typ: dramat, obyczajowy
Obsada: Arkadiusz Jakubik, Robert Więckiewicz, Jacek Braciak, Janusz Gajos

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Olaadaola Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
ola
Gość

świetny reżyser i aktorzy, planuję obejrzeć 🙂

ada
Gość

Duzo sie teraz mowi o tym filmie 🙂 ciekawe jak naprawde pokaża, jezcze nie bylam

Ola
Gość

jeszcze nie widzialam, wiec nie moge ocenic