1

Historię Mowgliego, chłopca wychowanego przez wilki, zna prawie każdy. Książka Rudyarda Kiplinga i film Walta Disneya (adaptacja rzeczonej książki) to najbardziej znane źródła poznania przygód ludzkiego szczenięcia.

2

Jon Favreau podjął się odnowienia tej historii w nowej technologii – to już nie film rysunkowy lecz pełnometrażowe kino dla całej rodziny, pełne akcji, malowniczych ujęć i szczegółów, których wykonanie musiało pochłonąć niewyobrażalne ilości czasu i pracy. Fabuła prawie nie odbiega od oryginału i jedyne, czego mogą się uczepić konserwatywni odbiorcy, to zakończenie. Widać jednak, że reżyser starał się trzymać oryginału, pojawiają się nawet znane nam piosenki, np. duet Mowgliego i Baloo. I wisienka na torcie – Król Małp rapujący głosem Piotra Fronczewskiego.

3

Nie ma wiele do powiedzenia o tym filmie. Został dobrze zekranizowany, ale pozbawiony iskierki życia koniecznej do porwania widza. Sala kinowa była zupełnie pusta, pani w okienku ze zdziwieniem uniosła brew, gdy poprosiłam o bilet na Księgę Dżungli. Spodziewałam się większego zainteresowania historią Mowgliego, która, w tym wydaniu, zapowiadała się obiecująco. Co więc jest w tym filmie takiego, że nie przyciąga widzów i istnieje jakby sam dla siebie? Zachwyca wizualnie. Szczególnie animacja tygrysa Shere Khana sprawia, że serce każdego estety bije szybciej – ruchy uszu, napięcie mięśni, drżenie podgardla przy wydawaniu głosu, mimika zaburzona blizną ale wciąż wyraźna i groźna, a to wszystko, uzupełnione doskonale pasującym głosem Jana Frycza, przyprawia o ciarki. I to wszystko, nie ma nic więcej, co mogłoby przyciągnąć widzów. Ścieżka dźwiękowa jest dobra, ale nie porywająca, humoru jest bardzo niewiele i pojawia się właściwie tylko dzięki Baloo (jedna zabawna scena i cały film nieustannego napięcia, mocnych kontrastów mroku i światła, to przepis raczej na horror niż film przygodowy dla dzieci). Na szczęście akcja jest szybka i widz nie ma czasu się znudzić. Sceny akcji może nie zapierają tchu, ale na pewno są widowiskowe. Ach, i te słynne jumpscares. Ile takich zaliczyłam? Dwa. Nie zdarzyło mi się to nigdy wcześniej przy filmie dla dzieci.

4

Na oddzielny akapit zasługuje Kaa. Mimo ledwie pięciu minut w całym filmie, zrobiła ogromne wrażenie. Jej mroczne siedlisko, hipnotyzujące oczy i głos Anny Dereszowskiej, kto wie, może bardziej hipnotyzujący od wzroku, sprawiły, że stała się postacią, której złowroga aura może swobodnie konkurować z grozą owiewającą Shere Khana. Kaa ma w sobie dziwny urok, gdy opowiada o szkarłatnym kwiecie (ogniu) i historii Mowgliego.

5

Interesujący jest making of Księgi Dżungli. Neel Sethi był, zdaje się, jedynym aktorem na planie filmowym. Poruszał się między niebieskimi (tak, niebieskimi, a nie zielonymi) ekranami i matami, w towarzystwie załogi, która trzymała fragmenty pluszowych kukiełek wyobrażających zwierzęta (np. naturalnych rozmiarów głowę wilka albo coś, co właściwie nie przypomina niczego konkretnego i w gotowym filmie zostało małpką). Fenomenalnie zabawne jest tworzenie zwierząt w miejscu, w którym podczas kręcenia pojawiają się tylko dwie ręce w niebieskich rękawiczkach, z doczepionymi googly eyes. Żadnych prawdziwych zwierząt nie było na planie, a wszystkie głosy, oprócz głosu Mowgliego, nagrywano poza studiem, w pokoju nagrań. Pytanie skąd mały Neel Sethi wiedział, co robić i gdzie patrzeć, żeby sceny wyglądały prawdziwie? Otóż tłumaczono mu to z pomocą koncept artów. Making of to jednak tylko ciekawostki pozafilmowe i nie liczą się do ogólnej oceny filmu.

6

Ocena: 7.75/10

Plusy
+ malownicze scenerie
+ szybka akcja
+ animacja (szczególnie Shere Khan, Kaa i Baloo)
+ rapujący Król Małp

Minusy
– animacja większości pozostałych zwierząt
– polski dubbing chyba wszystkich, poza Baloo, Louie i Rakshą

Autor: TuTu

Dodaj komentarz

avatar