­

Kształt wody poster

Ekipa Nie Tylko Gry sporo rozmawiała o Kształcie wody del Toro… często wyrażając się nieprzychylnie. Oscary nas zaskoczyły, a przegląd cudzych recenzji mówi jedno: są też tacy, których ten film absolutnie zachwycił. Może nawet mają sporo racji, skoro dostał tak ważne nagrody? Co to za historia, że wywołuje tak różne odczucia?

Fushikoma:

W samym założeniu Kształt miał być kontrowersyjny i mówić o ludziach i zachowaniach nieakceptowanych społecznie. Elisa (Sally Hawkins), jego główna bohaterka, jest niema, a na życie zarabia (ujmując to brzydko) sprzątając kible w rządowym ośrodku badawczym. Jej najlepszymi przyjaciółmi są wygadana Afroamerykanka (Octavia Spencer) i przyszywany ojciec, miłośnik starego kina, homoseksualista (Richard Jenkins). Rzecz dzieje się w latach 60., kiedy trwała oficjalna segregacja rasowa, a rodzina mogła wyglądać jedynie jak dwoje heteroseksualnych osób różnej płci, z dwójką dzieci, najlepiej w jednorodzinnym domku na przedmieściach. Z trawnikiem. Lisa nie tylko kumpluje się z ludźmi odsyłanymi jak najdalej od modelowych podstawowych komórek społecznych, ale do tego zakochuje się w człowieku rybie (Doug Jones). Zoofilia czy umiejętność dostrzeżenia w kimś o innym kolorze skóry, innych możliwościach wyrażania siebie, do tego zniewolonym – czującej i myślącej osoby? Odbiór Kształtu będzie w ogromnym stopniu zależał od tego, jak odpowiecie sobie na to pytanie. I wcale nie jestem pewna, czy tylko „źli ludzie” nie zauważą korespondencji pomiędzy dyskryminacją rasową czy płciową a traktowaniem „wodnika”…

Idąc dalej tym tropem: ważnym motywem filmu będzie przemoc, przede wszystkim zadawana „odmieńcowi”, który może w Amazonii był bóstwem, ale w nowoczesnej Ameryce jest jedynie próbką do badań. Bicie prowadzi do krwawienia itp., robi się bajzel, ktoś to musi posprzątać. Gdyby nie troska o podłogi w laboratorium, Elisa i Zelda nigdy by do niego nie weszły. Ale to wątek nie byłby ciekawy, gdyby ofiara była jedynie ofiarą. Dzikie, samodzielne, silne wodne stworzenie również zadaje ból – ten wątek będzie nieco groteskowy i patronuje mu pytanie, które zadaje sobie wielu właścicieli dużych psów: jak kochać bydlę polujące na inne zwierzaki? Zaakceptować jego naturę czy jednak się nią brzydzić? Jak widać, nie są to odkrywcze rozważania (patrz: Alf), ale dodają historii autentyczności.

Myślę jednak, że o przyznaniu temu filmowi Oscara zadecydowało coś innego. Kształt to mroczna baśń, coś pomiędzy Amelią i Delicatessen, tzw. weird fiction, wyraźnie inspirowana także uniwersum Mignoli (ale nie, to nie jest film o Abe Sapienie – Abe mówi i nie ma w sobie niczego z Alfa). Jako taka jest mocno symboliczna – śledzenie różnych wodnych motywów (często bardzo zmysłowych, wątek znany fascynatom Japonii) i wizualnych powiązań między (czasem odległymi) scenami bywa męczące, ale dodaje filmowi głębi. To po pierwsze. Po drugie to rzecz o magii kina. Elisa i Giles (Jenkins) oglądają na okrągło czarno-białe komedie i musicale, czasami komunikują się ze sobą stepując. W pewnym momencie w Kształcie pojawia się nawet scena jak wycięta z pastiszu Artysty, niewątpliwy hołd dla sztuki i (w moim odczuciu) spory zgrzyt w spójności filmu. Taki wtręt niepotrzebny i znikąd, ale być może poruszający dla ludzi związanych z najmłodszą muzą. Do tego zdjęcia są piękne, jakby podwodne, często podbite zielenią, ale bywają też rozświetlone niemal brodwayowskimi neonami. Ta kolorystyka szalenie mi się kojarzy z Matrixem, zwłaszcza że tu także będzie finałowa (a nawet dwie, bo jeszcze półfinałowa) walka w deszczu, a główny złol (Michael Shannon) jest ekstremalnie twardy i wciąż się krzywi – jak Agent Smith. Warstwa wizualna Kształtu zachwyca, ale kończące Kształt podwodne sceny trochę rozczarowują niedopracowanymi efektami specjalnymi.

Kształt wody Hawkins, Jenkins

Deneve:

Kształt wody jest dla mnie największym zawodem minionych Oscarów. Jak nietrudno się domyślić, raczej nie zgodzę się z odczuciami Fushi. Nie zrozumcie mnie źle – nie jest to film zły, jednak nie uważam, by zasługiwał na wszystkie te laury i zachwyty. Ponadto, wraz z nagrodami przywołano masę oskarżeń o plagiaty i trudno nie przytaknąć, że niektóre sceny wyglądają rażąco podobnie do czegoś, co powstało już wcześniej… (W LINKU OGROMNE SPOILERY, WŁĄCZNIE Z ZAKOŃCZENIEM)

W ogólnym rozrachunku film jest bardzo ładnie nakręconą produkcją – technikalia Del Toro i jego ekipa mają bez wątpienia opanowane do perfekcji. Stąd też nie dziwią Oscary właśnie w tych kategoriach. Scenografia, muzyka – to coś, co jest zdecydowanym atutem Kształtu wody. Jednak czy to dość, by mówić tu o najlepszym filmie?

Wydaje mi się, że nie. Nie sądzę też, by produkcja ta była przesadnie mroczna. Jasne, mamy trochę klimatów rodem z filmu noir, ale nic poza tym. W klasycznych bajkach także miewamy chwile grozy, ale ostatecznie wszystko kończy się zwycięstwem dobra, miłości i ćwierkaniem ptaszków. I to w momencie, gdy mamy tak dużo tradycyjnych baśni, w których zakończenia nie tylko nie były pozytywne, ale okazywały się tragiczne, często nawet makabryczne. Dlatego też sądzę, że Kształt wody marnuje potencjał kategorii „R” na niepotrzebne sceny golizny, seksu i wulgaryzmy, kiedy faktycznie mógłby pójść w coś mniej sztampowego i ogranego.
Zgadzam się, że porusza ważne kwestie wykluczenia społecznego na różnych płaszczyznach. To potrzebne szczególnie teraz, kiedy przestajemy bać się mówić o tym głośno. Niestety robi to na polu słabej, do bólu przewidywalnej fabuły. Po poznaniu przez Elizę człowieka amfibii i przedstawieniu głównego villaina wiemy, jak wszystko się skończy. Od historii dla dorosłych oczekiwałabym czegoś więcej. Przede wszystkim braku łopatologii.

Kształt wody jajka

Fushikoma:

Właśnie, jest jeszcze jedna ważna sprawa, o której nie da się przy Kształcie nie wspomnieć. W tym filmie bardzo obecna jest kobiecość oraz związana z nią erotyka. Elise masturbuje się w wannie (to subtelne sceny, del Toro to żaden von Trier) i uprawia seks z wodnym mężczyzną, nawet tłumaczy Zeldzie, jak to możliwe. Wszystko fajne, jednak… poranny onanizm już był w kinie nie raz (patrz: niesławny już Spacey w American Beauty), ale co mnie bardziej martwi: Kształt jest czasami chwalony jako film o kobiecej seksualności. Obawiam się, że wobec tego nie jest niczym więcej niż stary, brzydki mansplaining (po polsku „panjaśnianie” wg Wysokich Obcasów). Lepiej jednak byłoby w tym temacie chwalić artystki mówiące o sobie samych. A z drugiej strony, niefajnie sprowadzać czyjąś chęć niesienia pomocy innemu do ochoty na trzymanie go w okolicach własnej sypialni czy łazienki. Traktowanie tego filmu jako traktatu o kobiecości wydaje mi się zupełnie nieadekwatne.

Deneve:

O ile mogę zrozumieć konwencję i zrobienie z głównego antagonisty dość przerysowanej postaci, o tyle nie mogę się pogodzić z głównym wątkiem romantycznym. Ten, zamiast wzruszać – sporo osób, w tym mnie, mierzi. Niektórych może nawet obrzydza, padają określenia, że to takie „furries, ale z łuskami”. Ponadto sama relacja jest zbudowana na jedzeniu tych nieszczęsnych jajek. Eliza niewiele rozmawia bowiem z człowiekiem amfibią. Nie można więc mówić tu o niczym innym niż międzygatunkowy seksualny pociąg. I mimo że oboje są wyrzutkami, poza tą jedną wspólną cechą trudno doszukiwać się głębi tego związku. Tym bardziej, że tworzy się ona w niezbyt zdrowy sposób: człowiek amfibia jest bowiem przetrzymywany, najpierw w ośrodku badawczym, później w domu panny Esposito. Jakby tego było mało, Eliza zastanawia się nawet nad tym, czy jednak egoistycznie nie zostawić amfibii na dłużej, a może i na zawsze, w swojej łazience. Czy miłość ze strony postaci granej przez Douga Jonesa nie zacznie lada moment zakrawać o syndrom sztokholmski?

Nie kupuję również tego, że z amanta Elizy zrobiono postać dziką i przygłupią. Niby to inteligentna forma życia, ale można odnieść wrażenie, że została przedstawiona w sposób… z braku lepszego określenia: krzywdząco zezwierzęcony. A przecież tyle mówi się o tym, że to istota potrafiąca się komunikować i okazywać emocje.
Trudna w zrozumieniu jest dla mnie również nominacja za kobiecą rolę drugoplanową dla Octavii Spencer, która gra przyjaciółkę Elizy, Zeldę Fuller. Jeśli ktoś widział Ukryte działania czy Służące, najpewniej będzie wiedział, czego spodziewać się po grze tej aktorki w Kształcie wody. Jakkolwiek Spencer ogląda się na ekranie z przyjemnością, bo gra bohaterki, do których łatwo czuć sympatię, to niestety każda jej rola wygląda tak samo. Kolejnym aktorskim mankamentem jest to, że postaci wypowiadające się po rosyjsku się po rosyjsku, bardzo ten język kaleczą. Nie jest to co prawda aż tak karykaturalne jak w przypadku polskich „kolegów” Magneto (do Fassbendera nie mam pretensji) z ostatnich X-menów, ale i tak po tego typu produkcji oczekuje się solidnej roboty, nie chałupnictwa.

Kształt wody Jones

Fushikoma:

Czy Kształt wody jest arcydziełem? Niekoniecznie. Czasami jego symbolizm jest wciągający, ale często się rwie. Rozwiązania fabularne są dość banalne, może oprócz jednego sympatycznego sowiety (moja ulubiona postać). Struktura filmu zawiera niespójności, najwięcej w zakończeniu – np. nagły wtręt z Artysty. Najgorsze jest chyba to, że postać wodnego człowieka (jak już wspomniała Den) nie przekonuje – ciężko uznać go za osobę, ale nie dlatego, że nie mówi. Dopóki jest cicho, dopóki widać jego oczy, wszystko jest ok. – to dopiero wydawane przez niego dźwięki mogą się skojarzyć z bardzo niemądrymi stworzeniami (chociaż chyba miały po prostu z wielorybami). Oczywiście, może to wyzwanie postawione widzowi. Może to wcale nie jest techniczna niedoróbka.

Nagrodzony dwoma najważniejszymi Oscarami film del Toro będzie dla jednych emocjonalnie wciągający, dla innych obrzydliwy, a co najgorsze, nudny i wtórny. To kolejna opowieść o niezrozumiałym dla innych potworze, baśń, która nie przekona nawet wszystkich wrażliwych dzieci. To mieszanina groteski z romansem, ryzykowna i niepozbawiona niedoróbek. Oglądając ją balansowałam między wciąganiem się w ten magiczny świat i krzywieniem na niespójności w strukturze opowieści. Ale nie ulega dla mnie też wątpliwości, że Kształt wody będzie kultowy jak Amelia.

Deneve:

Ostatecznie film jest dla mnie ładnie nakręconą ciekawostką. Przewidywalną i naiwną, spłyconą, momentami nawet nieco krzywdzącą – w przypadku zarówno relacji miłosnej, jak i samej postaci człowieka amfibii. Warto obejrzeć to dla interesującej scenografii, miłej muzyki, ale fabularnie nie prezentuje sobą nic ciekawego, ani nawet odkrywczego. Można odnieść wrażenie, że z produkcji Disneya i Pixara, skierowanych oficjalnie do najmłodszego grona odbiorców, da się wynieść więcej. A także że w lepszy oraz ciekawszy sposób poruszają problemy współczesnego świata – a do tego pretenduje również Kształt wody.

Kształt wody Jones i Hawkins

ZOBACZ W SKLEPACH

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Kształt wody (The Shape of Water)
Data premiery: 01.12.2017
Twórca: Guillermo del Toro
Typ: romans, fantasy
Obsada: Sally Hawkins, Doug Jones, Octavia Spencer, Michael Shannon, Richard Jenkins i inni

Dodaj komentarz

avatar