Legion Samobójców: Piekielna misja 1

Warner Bros. i należące do niego wydawnictwo DC Comics nie mają szczęścia do swojego kinowego uniwersum o superbohaterach. Próbują dogonić Marvela, póki co jednak potykając się o własne nogi. Mimo to firmy te posiadają własną „linię” filmów animowanych, z których wiele bije na głowę te kinowe, a niektóre są nawet lepsze od tego, co serwuje Marvel. Mało tego, po sukcesie Batmana: Zabójczego żartu, nie boją się tworzyć filmów z kategorią wiekową R, zamiast ugrzecznionych z PG-13. Najnowszą taką produkcją jest Legion Samobójców: Piekielna misja, który swoją premierę miał pod koniec marca. Czy jest to odtrutka na nieudany kinowy film o perypetiach grupy antybohaterów? Zdecydowanie tak!

Amanda Waller wysyła Task Force X – tym razem w składzie Deadshot, Harley Quinn, Bronze Tiger, Killer Frost, Kapitan Bumerang i Copperhead – na kolejne zadanie. Misja jest nieoficjalna, a za jej wykonanie skazańcom odjęty zostanie rok od wyroków. Ich celem jest odzyskanie pewnej karty, ale najpierw muszą odnaleźć osobę, która może wiedzieć o niej coś więcej. Szybko okazuje się, że całe przedsięwzięcie będzie jeszcze trudniejsze, ponieważ kartą zainteresowani są też inni: z jednej strony Zoom, wspierany przez Banshee i Blockbustera, a z drugiej – Vandal Savage. Tak oto trzy grupy złoczyńców rozpoczynają ze sobą wyścig, w którym wszystkie chwyty są dozwolone.

Legion Samobójców: Piekielna misja 2

Fabuła to dość standardowa historyjka, ale najważniejsze jest, że twórcy animacji odpowiednio podeszli do przedstawiania bohaterów. W kinowym Legionie Samobójców członkowie Task Force X niby byli źli, ale szybko stali się drużyną kumpli, których nadrzędnym celem jest ocalenie świata. Mało tego, przemocy używali tylko wtedy, kiedy było to absolutnie konieczne. W Piekielnej misji na szczęście tego nie uświadczymy. Jak przystało na antybohaterów, myślą oni przede wszystkim o sobie, a opuszczenie więzienia w celu wykonania misji staje się pretekstem do próby podjęcia ucieczki i odzyskania wolności. W tych zmaganiach wykorzystać mogą wszelkie możliwe sposoby, w tym przede wszystkim wbicie noża w plecy pozostałym członkom oddziału. Bohaterowie nie boją się używać przemocy wyłącznie dla zabawy i w inny sposób korzystać z życia. Przy okazji nie jest to też kolejna produkcja, w której bohaterom zmienia się rasę czy orientację seksualną, bo tak jest politpoprawnie.

Sporą zmianą na plus względem filmu kinowego jest też kategoria wiekowa. W końcu dostaliśmy film, w którym Legion Samobójców i inni źli ludzie urządzają krwawą jatkę, a wszystko to pokazywane jest bezpośrednio, nie zaś kadrowane tak, żeby zadowolić MPAA. Tutaj komuś wybuchnie głowa, obryzgując wszystko dookoła mózgiem, tutaj ktoś zostanie pocięty na pół itd. Bohaterowie, większość czasu spędzający w więzieniu, mają swoje potrzeby seksualne, o których nie boją się mówić. Co jednak ważniejsze: scenarzyści nie mają oporów przed uśmiercaniem bohaterów, nawet tych kluczowych. Nie zabrakło także kilku scen, w których pobieżnie prezentuje się nagość, trochę na zasadzie: „Patrzcie, pokazujemy nagość! Ale tylko przez ułamek sekundy, żeby nie przegiąć”. Nie zabrakło oczywiście również humoru, który może i bywa głupkowaty, ale dawkowany jest w rozsądnych ilościach. To wszystko sprawia, że Piekielna misja jest znacznie lepsza i wierniejsza duchowi oryginału, niż wersja z Jaredem Leto.

Od zawsze mam problem z animowanymi filmami DC, ponieważ często odpycha mnie w nich projekt postaci. Tutaj pod tym względem nie było aż tak źle, ale mimo wszystko warstwa techniczna kuleje. Najbardziej zauważalne jest to w scenach generowanych komputerowo, które są po prostu brzydkie i robione na odczepnego. Braki w animacji widać jednak częściej, chociaż w pozostałych filmach z tej serii nie jest to aż tak zauważalne. Czyżby Warner Bros. zdecydowało się na tworzenie filmów z kategorią R, ale wiedząc, że sprzedadzą się gorzej niż te z PG-13, oszczędzało na animacji? Nie do końca sprawdzają się też aktorzy głosowi. Chociaż w filmie usłyszeć można Christiana Slatera, Liama McIntyre’a, Gideona Emery’ego czy nieocenioną Tarę Strong, to dubbing czasami brzmi sztucznie. Na szczęście jednak najczęściej jest to przypadłość postaci drugoplanowych, które i tak za chwilę zginą.

Piekielna misja nie jest idealna, ale mimo wszystko jest to właśnie taki film, jakim powinien być Legion Samobójców z 2016 roku. Niedomagające miejscami animację i dubbing można przełknąć, a zamiast tego cieszyć się opowieścią o oddziale straceńców. Takich prawdziwych, którzy myślą tylko o sobie i nie boją się zdradzić współskazańców, żeby osiągnąć własne cele, a przy okazji nie stroniących od niepotrzebnej przemocy. Najnowsza animacja Warner Bros. jest krwawa i brutalna, a jej bohaterowie to w większości parszywcy – i takie właśnie powinny być filmy o Task Force X. Zapamiętaj to sobie, Davidzie Ayerze!

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Legion Samobójców: Piekielna misja / Suicide Squad: Hell to Pay
Data premiery: 27 marca 2018
Reżyseria: Sam Liu
Scenariusz: Alan Burnett
Typ: akcja, komedia
Obsada: Christian Slater, Vanessa Williams, Billy Brown, Liam McIntyre, Tara Strong, Kristin Bauer van Straten

wow2

Dodaj komentarz

avatar