Stary, ale jary – recenzja filmu Logan: Wolverine

Logan

Wszystko jest zjadliwe, trzeba to tylko odpowiednio doprawić – mniej więcej ta myśl pocieszała mnie, kiedy, trzymając w drżącej dłoni bilet, kierowałam się w stronę sali kinowej na najnowszą produkcję z uniwersum X-Men. A przynajmniej tak by to wyglądało gdyby nie grupa znajomych, która większość moich obaw zdołała zagadać i zagłuszyć na tyle skutecznie, by nie zdążyły się odezwać przed seansem. Lęki były jak najbardziej uzasadnione, w końcu trudno było uznać dwa poprzednie solowe filmy o najpopularniejszym z X-Menów za dzieła wybitne i godne zapamiętania. Całe szczęście, że sprawdziła się tutaj złota zasada, że do trzech razy sztuka i Logan: Wolverine jest perełką, która zdecydowanie zaskoczyła mnie swoim poziomem. Nie spodziewałam się, że dostanę pierwszorzędne kino, będące wybitnym ukoronowaniem tych siedemnastu lat, przez które Hugh Jackman wcielał się w postać nieokrzesanego Rosomaka. Dziewiąty film z uniwersum X-Men ląduje na liście moich ulubionych produkcji superbohaterskich.

Logan 2

Jest rok 2029, czyli nie-tak-znowu-odległa przyszłość, w której mutanci, wbrew obawom społeczeństwa, wcale nie zawładnęli ziemią i nie stali się rasą dominującą – wręcz przeciwnie – od dawna nie urodziło się dziecko dysponujące specjalnymi zdolnościami. Pozostali przy życiu kryją się po zapomnianych melinach, chcąc pozostać poza wszelkimi radarami i powoli dogorywając. Taki właśnie los spotkał Wolverine’a i Profesora Xaviera – obaj lata swojej świetności mają już za sobą. Logan dorobił się posiwiałych włosów, problemów ze wzrokiem, a adamantium w jego ciele powoli zatruwa organizm, odbierając mu zdolność regeneracji. Rosomak, by związać koniec z końcem, pracuje jako kierowca limuzyny, wożąc zblazowanych nastolatków, biznesmenów, czy przyszłe panny młode. Wszystko po to, by zarobić na leki dla cierpiącego na demencję Xaviera, którego ataki wywołują ból u przebywających w pobliżu ludzi. W niełatwej opiece nad Profesorem pomaga były tropiciel mutantów, Caliban. Rutynę ich egzystencji przerywa pojawienie się Laury, dziewczynki posiadającej zdolności podejrzanie podobne do umiejętności Wolverine’a. Wraz z nią pojawiają się również kłopoty i – nieważne jak bardzo chciałby ich uniknąć – Logan z góry jest w nie zamieszany.

Logan 3

Skoro jest to produkcja o Rosomaku, to w tym miejscu powinnam opisać jak Jackman radzi sobie z rolą, to jednak musi chwilę poczekać. Nie mogę bowiem przejść obojętnie obok fenomenalnej roli Patricka Stewarta wcielającego się po raz kolejny w Profesora Charlesa Xaviera – aktor bez wątpienia króluje na ekranie. Oto najpotężniejszy mutant, o mózgu zakwalifikowanym jako broń masowego rażenia, osuwa się powoli w objęcia demencji i nie panuje już nad swoimi zdolnościami. Stewart bez problemu oddaje tragizm postaci, która kiedyś opiekowała się innymi, a teraz sama opieki potrzebuje, coraz rzadziej ciesząc się chwilami kiedy potrafi myśleć jasno. Jest w tym coś niezwykle ludzkiego i poruszającego, a sceny, w których Charles staje się kapryśnym, zdziecinniałym starcem łapią za serce i wzbudzają nasze współczucie równie mocno jak te, gdy ma przebłyski normalności i na chwilę jest dawnym sobą – mentorem i przyjacielem Logana.

Logan 4

Logan: Wolverine zdecydowanie nie byłby tak wyśmienitą produkcją, gdyby nie świetna gra aktorska. Na sukces filmu złożył się nie tylko popisowy występ Stewarta, niemały wkład miał tu również Jackman i młodziutka Dafne Keen w roli Laury. Australijczyk jest niezwykle autentyczny w roli podstarzałego Wolverine’a, którego organizm powoli przestaje radzić sobie z zatruciem adamantium i wlewanym w siebie alkoholem, który tylko zagęszcza gorycz płynącą w żyłach Logana. Nadszedł moment, w którym ktoś, kto kiedyś ratował świat nagle ma trudności z uratowaniem tych, na których mu najbardziej zależy, na dodatek wciąż nosząc w pamięci wspomnienie jakiejś tragedii, która sprawiła, że nie zobaczyliśmy na ekranie więcej znanych nam postaci. Nikt nie wspomina o niej wprost, jednak w powietrzu czuć charakterystyczne napięcie, które towarzyszy poczuciu straty. Dafne Keen w roli Laury jest zaskoczeniem – ma na swoim koncie tylko jedną rolę filmową – doskonale wciela się w maszynę do zabijania, która bez mrugnięcia okiem rzuci się w wir walki, by bronić swego. Jest w niej z jednej strony dzikość i pogarda, z drugiej jednak irracjonalna wiara w to, że gdzieś tam daleko jest po prostu lepiej.

Logan 5

Logan: Wolverine to przede wszystkim dramat – nie film o bohaterze, który czasem okazuje ludzkie cechy, ale film o człowieku, który tylko przypadkiem dysponuje zdolnościami niedostępnymi innym. Nie zmienia to jednak tego, że bohater zmaga się z problemami, które dotykają spory odsetek społeczeństwa – chociażby chorobą najbliższej osoby oraz koniecznością zdobycia pieniędzy na jej leczenie. Logan to produkcja skupiająca się bardziej na tym ludzkim aspekcie superbohaterów, jeśli więc ktoś wybiera się na ten film oczekując głównie niezobowiązującej sieczki, to może srogo się rozczarować. Nie jest to dzieło, które mniej lub bardziej logiczną fabułą prowadzi nas do kulminacyjnej sceny walki na lotnisku lub w centrum wielkiego miasta, gdzie zmierzy się Dobro ze Złem. Nie będzie tu widowiskowego pojedynku tych dwóch sił, będzie za to walka o to by przetrwać i ochronić swoich najbliższych, dając im możliwość realizacji swoich marzeń.

Logan 6

Skoro już przy scenach walki jesteśmy, to muszę wspomnieć o czymś niezwykle istotnym, a mianowicie o tym, że kategoria R robi swoje. W końcu dostajemy zatem porządne, krwawe jatki, których można oczekiwać po wściekłym Rosomaku i tak podobnej do niego Laurze. Są więc odcinane kończyny, zakrwawione szpony, a trup ściele się gęsto i malowniczo. Nie są to jednak bezmyślne nawalanki – każda z tych potyczek uzasadniona jest fabularnie. Powiem więcej! Ich choreografia i montaż są naprawdę pierwszorzędne, dzięki czemu cieszą oko – są dynamiczne i urozmaicone, a na dodatek trzymają w napięciu. Logan: Wolverine nie jest filmem idealnym i równym od początku do ostatniej minuty – zakończenie jest jego słabym punktem i nie trzyma poziomu pierwszej połowy produkcji, pojawiają się w nim pewne nieścisłości, jednak w obliczu całokształtu… jestem w stanie je przeboleć.

Logan 7

Trzeba przyznać, że Jackman schodzi ze sceny w pięknym stylu – Logan: Wolverine jest świetnym ukoronowaniem tych siedemnastu lat i dziewięciu produkcji, które zapewniły Australijczykowi sławę i rozpoznawalność. Na domiar złego, również Patrick Stewart potwierdził, że nie zagra już Profesora Xaviera. Cóż, nic nie może trwać wiecznie, a Logan bez wątpienia jest dziełem wytyczającym nowe ścieżki filmom superbohaterskim – bo przecież pod tymi maskami, pelerynami i mięśniami jak z żelaza jest też ta ludzka, pełna emocji strona. Dobrze jest ją czasem odsłonić – efekt bywa zaskakujący. Wiecie, gdyby kiedyś ktoś powiedział mi, że zaszklą mi się oczy na filmie na podstawie komiksu, to bym mu przysłowiowe kółko na czole narysowała i odesłała na leczenie, bo bredzi. Teraz jednak nastał ten dzień, kiedy to ja ostrzegam przed niektórymi scenami – oko może się na nich spocić. Nie musicie też czekać na koniec napisów – nic się po nich nie dzieje.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Logan: Wolverine
Produkcja: Canada Film Capital, Donners Company, Marvel Entertainment, TSG Entertainment, Twentieth Century Fox Film Corporation
Typ: Film
Gatunek: Dramat, akcja, sci-fi
Data premiery: 03.03.2017
Reżyseria: James Mangold
Scenariusz: Michael Green, Scott Frank, James Mangold
Obsada: Hugh Jackman, Patrick Stewart, Dafne Keen, Boyd Holbrook, Stephen Merchant

Martyna „Idris” Halbiniak

Martyna „Idris” Halbiniak

Nie lubię pisać o sobie. Naprawdę. Zdecydowanie lepszym tematem są książki i filmy, więc właśnie tym na blogu zajmuję się najchętniej. Prywatnie zaś jestem studentką prawa i psychokryminalistyki z solidną zajawką na kryminały (hej, umysł psychopaty jest fascynujący!), fantastykę, konwenty i całą masę rzeczy, które niekoniecznie wpisują się w schemat. Lubię podejmować wyzwania – w tym roku zatem staram się znaleźć chwilę na jeden film dziennie i książkę tygodniowo – w końcu, tak naprawdę, doba jest z gumy, a sen jest świetnym substytutem kawy dla ludzi, którzy mają nadmiar wolnego czasu.

  • Kasia Stańczyk

    jeszcze w kinie nie bylam, jeszcze nie widzialam tego filmu, ale zapowiada sie ciekawie 🙂 Twoja recenzja jest bardzo zachecajaca i profesjonalnie napisana 🙂
    zapraszam do mnie na nowy post…Bangkok i jego najwieksza tajemnica! Bedziecie w szoku! Zapraszam na pierwszy post z wyprawy do Azji! 🙂
    https://brbadventures.wordpress.com/2017/03/17/bangkok-thailand/
    Kasia