Recenzja filmu Nienawista ósemka

1

Nie najlepszy film Tarantino, ale na pewno jego film.

Chciałam zacząć recenzję od stwierdzenia, że filmy Quentina Tarantino albo się kocha, albo się ich nienawidzi, ale nie jestem pewna czy kinową widownię można podzielić tylko na te dwie grupy. Spotkałam wielu fanów jego pracy, a antyfanów… cóż, krytyka nie jest chyba wykrzykiwana przez nich wystarczająco często i głośno. Równocześnie istnieje spora grupa ludzi, którzy natknęli się na jeden lub dwa filmy Tarantino z podejrzanie długimi ujęciami stóp i fontannami krwi, i wiedzą już, że ten styl po prostu do nich nie przemawia.

Nienawistna ósemka przenosi nas w okres tuż po wojnie secesyjnej. Poznajemy dwóch łowców głów i kobietę, za głowę której wyznaczono niemałą sumę. Szukając schronienia przed zamiecią śnieżną natrafiają na grupę podróżnych, z których każdy skrywa własną tajemnicę.

W filmie zobaczymy znaną nam z poprzednich filmów Tarantino ekipę, do której należą między innymi Samuel L. Jackson, Michael Madsen czy Tim Roth, jak i parę nowych twarzy: najlepiej w pamięć zapadł mi Channing Tatum (co pan robił w Jupiter: Intronizacja ?!).

Nienawistna ósemka opiera się przede wszystkim na postaciach i relacjach między nimi, a bronią, którą się posługują zanim w powietrzu zaczną świszczeć kule, są dialogi – prawdziwe, Tarantinowskie dialogi, intensywne i naznaczone dowcipem tam, gdzie to potrzebne. Równocześnie jednak mam wrażenie, że lista nieśmiertelnych cytatów czy scen, na podstawie których powstaną memy będzie tu krótsza niż w przypadku Pulp Fiction, o ile w ogóle powstanie.

2

Bohaterowie nie są napisani tak, aby ich polubić, ale na pewno tak, aby ich zapamiętać, zrozumieć i trzymać za niektórych kciuki w momencie ostatecznej rozgrywki.

Muzyka podkreśla atmosferę, równocześnie nie ściągając (albo „ściągając na siebie” albo „odciągając”, nie pomiędzy) uwagi widza jak w przypadku niektórych utworów w Django.

Zdjęcia wyglądają dobrze, bardzo dobrze. Czujemy na karku chłód goniącej nas śnieżycy, brniemy przez śnieg, żeby w końcu wbiec do wnętrza domu na wzgórzu, przytulnie oświetlonego, chociaż wciąż zimno w niej jak w psiarni.

3

Także… śnieg albo cztery ściany. Od tego zacznę rozliczenie rzeczy, które mi się nie podobały. Reżyser przedstawił nam tylko dwie scenerie: pomieszczenie i drogę do niego. Mamy możliwość wczucia się w atmosferę tego miejsca, ale na dłuższą metę może się to okazać męczące. W przeciwieństwie do Pulp Fiction czy Bękartów wojny, gdzie każdy rozdział rozpoczynał się w innym miejscu, z nowymi bohaterami i ich własnym kawałkiem tła, który w odpowiednim czasie uzupełniłby układankę, w przypadku Nienawistnej ósemki mamy do czynienia z klatką, w której widz jest zamknięty razem z bohaterami: niektórzy będą chcieli uciec, inni padną ofiarami syndromu sztokholmskiego.

Z tą monotonią łączy się przewidywalność. Nie zrozumcie mnie źle – trzygodziny seans oferuje nam parę niespodzianek – ale kiedy widz już przeczeka, aż wszyscy z wszystkimi porozmawiają i każdy opowie swoje backstory, to łatwo się domyślić, że przyszedł czas na krwawą jatkę.

4

I tutaj entuzjaści krwi i eksplodujących mózgów wcale się nie zawiodą! Wprawdzie nie jest tak krwawo jak w Kill Bill, ale dalej można nacieszyć oczy.

Jak już wspomniałam, Nienawistna ósemka to seans prawie trzygodzinny. I to się czuje. Widzowie rozpieszczeni optymalną długością filmów akcji zaczną się nudzić, i to już kilka kwadransów przed finałem.

Podsumowując: daję ocenę wystarczająco wysoką, żeby zachęcić nieprzekonanych do pójścia do kin.

Ocena: 9/10

Plusy
Plusy:
+ Obsada i jej popisy umiejętności aktorskich (najlepszy występ Samuela L. Jacksona od dość dawna, Jennifer Jason Leigh także błyszczy, tam gdzie może)
+ Zdjęcia
+ Muzyka
+ Dialogi (czego można się było spodziewać)
+ Atmosfera

Minusy
– Nie każdemu będzie odpowiadać długość
– Film głównie dla fanów Tarantino i miłośników kina opartego na dialogach i relacjach między postaciami

Autor: Aya