1

To musiało stać się prędzej czy później. Resident Evil, w rodzimej Japonii znany jako Biohazard, po trzynastu latach, kilku oficjalnych częściach, kilkunastu dodatkach, spin-offach i portach, paru powieściach, morzu gadżetów i trzech amerykańskich adaptacjach filmowych, doczekał się wersji anime. Przyznaję, że na film czekałem z niemałym zainteresowaniem; jako fan japońskiej animacji wiedziałem, że Japończycy mogą zaskoczyć widza superwciągającą udaną produkcją, jak również nudnym i nieudanym gniotem. Na wszelki wypadek, aby złagodzić ewentualny zawód, postanowiłem nie nastawiać się na rewelację, a raczej – biorąc pod uwagę fakt, że film powstawał z myślą o amerykańskiej publiczności – na produkt średnio udany.

Akcja Degeneracji, w przeciwieństwie do amerykańskich filmów, osadzona została bezpośrednio w uniwersum wykreowanym na potrzeby gry, nie zaś w świecie do niego nawiązującym. Degeneracja rozgrywa się w roku 2005, siedem lat po wydarzeniach ukazanych w grze Resident Evil 3: Nemesis. Na lotnisku w miejscowości Harvardville trwa pikieta przeciwników organizacji WilPharma prowadzącej badania nad wirusami. Na terenie portu lotniczego dochodzi do katastrofy – pojawiają się na nim ludzie zamienieni w zombie, a chwilę później w jeden z terminali uderza samolot, z którego wychodzą kolejni zainfekowani. Jednymi z niewielu ocalałych są Claire Redfield i senator Ron Davies. Do odbicia pozostałych przy życiu odesłany zostaje agent specjalny Leon Scott Kennedy, a wraz z nim dwójka członków Specjalnego Oddziału Ratunkowego – Angela Miller i Greg Glenn. Razem z garstką ocalałych udaje im się opuścić opanowany przez zombie terminal, okazuje się jednak, że to dopiero początek ich zmartwień. W całą sprawę zamieszani są bioterroryści, zaś bohaterowie mają cztery godziny, aby zapobiec rozprzestrzenieniu tajemniczego wirusa T na cały świat.

2

Jeśli ktoś zrozumiał wszystko, co napisałem w powyższym akapicie, najprawdopodobniej znaczy to, że jako tako zapoznał się z uniwersum gier komputerowych i wie, co w trawie piszczy. Jeżeli zaś nie zrozumiał, może mieć pewne problemy z połapaniem się w fabule Degeneracji. Mimo zapowiedzi twórców, obiecujących, że tworzą film zrozumiały dla wszystkich, bez względu na to, czy znają gry, czy jest to ich pierwszy w życiu kontakt z marką Resident Evil, okazuje się, że znajomość gier jest naprawdę mile widziana. Sam fakt, że głównymi bohaterami uczyniono postaci z komputerowego Resident Evil 2, mówi bardzo wiele. Scenarzyści już na samym początku odwołują się do wydarzeń z trzeciej części gry, później jeszcze wielokrotnie nawiązując do innych. Sprawia to, że osoby nieobeznanie z grami mogą poczuć się mocno zagubione i odnieść wrażenie, że coś im umyka. Dobrym pomysłem jest uprzednie zapoznanie się z grami, aczkolwiek nie sądzę, aby Degeneracja była warta aż takiego zachodu – lepiej zapoznać się z nimi dla samej przyjemności grania, zaś przed obejrzeniem filmu przejrzeć jakąś wiki poświęconą Resident Evil.

2

Jednak to nie fabuła, w której ludzie nieobeznani z grą mogą się pogubić, jest najgorsza. Najbardziej boli to, że scenariusz Degeneracji jest mizerny i do bólu schematyczny. Twórcy wykorzystali chyba wszystkie możliwe hollywoodzkie chwyty, jakie dało się wpleść w tę produkcję, a że zrobili to niezbyt umiejętnie, zaszkodzili swojemu tworowi. Przedramatyzowana akcja czy przeciągane zakończenie to w przypadku omawianego filmu coś, co jeszcze da się zrozumieć, ale już chociażby scena, w której dwójka bohaterów ni stąd, ni zowąd zaczyna się całować w środku naszpikowanej akcją rozwałki, jest zupełnie nie na miejscu. Tym bardziej, że z całego tego buzi-buzi niewiele później wynika. Żeby wszystko trzymało jednakowy poziom, również bohaterowie pozbawieni zostali ikry – są nudni, szarzy i płascy. Nawet Claire i Leon wypadają mało ciekawie.

2

Przy tworzeniu Degeneracji wykorzystano rzecz jasna technikę trójwymiarową, jak również slow motion, przez co filmowi bliżej do hollywoodzkiej przebojowej animacji, aniżeli standardowego anime. Okazuje się jednak, że nawet mając do dyspozycji najnowsze bajery i siedemdziesiąt pięć milionów dolarów budżetu, niekoniecznie da sklecić się z tego coś dobrego. Co prawda scenografie i projekty postaci są w miarę dopracowane, niektóre nawet robią wrażenie, jednakże całość pełna jest mniejszych lub większych potknięć sprawiających, że w porównaniu chociażby ze Shrekiem, Resident Evil wygląda raczej średnio. Animacje częstokroć po prostu rażą sztucznością, co da się zaobserwować zwłaszcza w ruchach dłoni, sposobie poruszania się zombie oraz, najbardziej, w mimice. Nic dziwnego, że twórcy dość oszczędnie pokazują zbliżenia twarzy bohaterów, gdy ci wygłaszają swoje kwestie. W rezultacie często miałem wrażenie, że oglądam raczej dobre przerywniki filmowe do jakiejś gry komputerowej, a nie animację stworzoną przy wykorzystaniu najnowszych technologii.

2

Sytuacji ani trochę nie ratuje fakt, że Resident Evil: Degeneracja jest filmem mocno nijakim. Ten, kto liczy na jakikolwiek klimat, może się srogo zawieść. Film ma niewiele wspólnego z horrorem i klimatem gier, twórcy bowiem postawili przede wszystkim na akcję. Co prawda mamy wirusa T, są zombie i mutanty, ale to tylko ozdobnik i pretekst do ukazywania walk. Zombie nikogo nie przestraszą, ponieważ zostały pokracznie zanimowane, zawodzi nawet muzyka, która choć trochę mogła uratować atmosferę. Zamiast budować klimat, jak robiła to w grach, po prostu przygrywa w tle jako ilustracja mająca podkreślić co bardziej dynamiczne czy dramatyczne sceny. Jest rzemieślnicza, wykonana na hollywoodzką modłę. Nie mogło jednak być inaczej, skoro kompozytorowi, Tetsuyi Takahashiemu, najwidoczniej brakuje wprawy. Na swoim koncie, poza Degeneracją, ma również muzykę do Appleseed – serii wysokobudżetowych anime, również tworzonych głównie z myślą o amerykańskim odbiorcy, toteż najwidoczniej w kierunku tworzenia takich właśnie bezpłciowych ścieżek zmierza jego kariera. Sprawę z udźwiękowieniem odrobinę ratuje utwór końcowy wykonywany przez znaną japońską piosenkarkę Annę Tsuchiyę oraz zatrudnienie do wersji amerykańskiej Alyson Court i Paula Merciera, którzy podkładali głosy Claire i Leonowi także w grach.

2

Po obejrzeniu Degeneracji stwierdzam, że dobrym rozwiązaniem było nienastawianie się na udany film. Gdybym podszedł do niego z wygórowanymi nadziejami, zawiódłbym się o wiele bardziej. Animowany Resident Evil to produkcja przede wszystkim dla niektórych fanów gier oraz osób oczekujących niewymagającego kina akcji z domieszką horroru. Prawdziwi fani gry powinni moim zdaniem trzymać się od tego filmu z daleka, zaś polskiemu dystrybutorowi proponuję zmienić tytuł na Resident Evil: Degrengolada. Bo czego innego można spodziewać się po reżyserze, którego największym dotychczasowym sukcesem była współpraca przy efektach specjalnych do kilku filmach o Godzilli, The End of Evangelion i paru pomniejszych produkcji?

Ocena: 5/10

Plusy
+ mimo wszystko jest lepszy od ostatnich amerykańskich Residentów
+ czasem miewa swoje momenty
+ animacja z reguły daje radę

Minusy
– scenariusz
– brak klimatu
– przeciętna muzyka
– ogólna bezpłciowość

Autor: Pottero

Dodaj komentarz

avatar