Moda na stłuczkę, odcinek tysiąc pięćset sto dziewięćsetny – recenzja filmu Szybcy i wściekli 8

Szybcy i wściekli 8

Nie wiem, czy już kiedyś składałem na łamach Nie Tylko Gry tak odważne i niecodzienne wyznanie, ale kocham Szybkich i wściekłych. Kocham miłością wielką i niesłabnącą od momentu, kiedy w 2001 roku obejrzałem pierwszą część. Nie przeszkadza mi to, że seria już dawno temu przerodziła się w bajkę, której niewiele brakuje do science fiction. Nie odstrasza mnie nawet fakt, że fabuła przebiła poziom dna najdalej w szóstej części, a od tamtego czasu z impetem pędzi w kierunku kolejnego dna. To moje guilty pleasure, na które z przyjemnością chodzę do kina, przed seansem wyciągając mózg i wkładając go do słoika, żeby nacieszyć oczy efektową rozpierduchą. Dla takich właśnie filmów przecież wymyślono kino, a dla tadżyckich dramatów o pastuszku, który szuka zagubionej owcy, kontemplując przy tym życie, wymyślono wideokasety. Żeby oglądać je w domowym zaciszu, w pełnym skupieniu i bez ludzi siorbiących coca-colę i pierdzących z przeżarcia popcornem.

W związku z wydarzeniami z poprzedniej części, których szczegóły pominę, żeby uniknąć ewentualnych fabułopsujek, Dominic i Letty wybierają się na Kubę. Ściganie się, zdobywanie szacunku Kubańczyków i miłosne uniesienia zostają niespodziewanie przerwane, kiedy pojawia się Tajemnicza Charlize Theron z Dredami. Grozi ona Domowi, pokazuje mu coś na telefonie i mówi, że od tej pory pracuje dla niej. Niedługo później Hobbs prosi Toretta i jego ekipę o pomoc w odzyskaniu niebezpiecznego urządzenia. Podczas akcji Dominic zdradza swoją „rodzinę”, zabiera broń i oddaje ją Tajemniczej Charlize Theron z Dredami. Staje się wyjęty spod prawa, co zmusza Pana Nikt i jego nieopierzonego partnera, Małego Nikt, do zorganizowania za nim pościgu. Na swojego dawnego przyjaciela polować będą szybcy i wściekli, wspierani przez Deckarda Shawa. I nie, to nie jest spojler, bo wiadomo to już ze zwiastunów.

Szybcy i wściekli 8 1

Wspominałem o tym, że przed seansem można odłożyć mózg do słoika, prawda? No więc Szybcy i wściekli osiągnęli już taki poziom, że od ilości nagromadzonych w filmie idiotyzmów mózg boli nawet wtedy, kiedy chowa się w słoiku. Prawa fizyki i logiki nie obowiązują bohaterów, wszystko tutaj sobie radośnie wybucha, wyskakuje czy koziołkuje w taki sposób, żeby było efektowanie i cieszyło oczy. Ale nie to jest najgorsze, ba – nawet jest to fajne. Problem w tym, że seria od pewnego czasu zmierzała w kierunku kinowej telenoweli, w której relacje pomiędzy postaciami szyte są najgrubszymi z możliwych nici, a żeby nadać całości dramatyzmu, sięga się po jakieś wydarzenia i postacie z poprzednich części, o których większość widzów już dawno zapomniała. Szczere pytanie: czy ktoś z Was pamięta na przykład, kto był wrogiem szybkich i wściekłych w tej części, w której rozwalili pół Rio de Janeiro kilkunastotonowym sejfem? Albo pamięta, która postać zginęła, a która jeszcze żyje?

Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo wiązałoby się to z solidnymi spojlerami, bynajmniej nie samochodowymi, ale ósma część osiągnęła właśnie poziom szmatławca typu Mody na sukces, bezwstydnie operując wymienionymi w powyższym akapicie chwytami. Motywy wyjaśniające, dlaczego Dominic przyłączył się do Tajemniczej Charlize Theron z Dredami są tak idiotyczne, a zarazem tak przewidywalne, że odpoczywający w słoiku organ desperacko stuka w wieczko, próbując uciec, domagając się ratunku i grożąc wezwaniem obrońców praw mózgu za znęcanie się nad nim.

Ale czy fakt, że scenariusz odlatuje w kosmos i obraża inteligencję widza, to wada? W przypadku takiego filmu – nieszczególnie. Przecież nikt, kto wybiera się na niego do kina, nie oczekuje porywającej ani nawet sensownej fabuły. Nastawia się na efektowną rozpierduchę, wybuchy, panienki w kusych strojach i tego typu odmóżdżacze. Szybcy i wściekli 8 spełniają te zapotrzebowania koncertowo. To w dalszym ciągu solidnie zrealizowane kino akcji, ze świetnymi scenami pościgów, dobrą pracą kamery, umiejętnie wykorzystujące potencjał, jaki daje różnorodność odwiedzanych przez bohaterów miast i państw. Wszystko to, jak zwykle, okraszone zostało dobrze dobraną i skomponowaną muzyką. Wspólnie wszystkie te elementy dają smakowity koktajl, który mile łechcze zmysły wzorku i słuchu.

Nie będę kłamał, ze względu na powyższe, dobrze bawiłem się przy filmie. Podobnie jak poprzednie odsłony, oferuje on również sporo naprawdę zabawnych scen. Wisienkami na torcie są tutaj momenty, kiedy twardziele utożsamiani z kinem akcji muszą radzić sobie z dziećmi – ubaw po pachy gwarantowany! Tym niemniej, po kilku częściach utrzymanych w podobnym tonie, zaczynam odczuwać zmęczenie materiału. O ile nowe gagi są zabawne, o tyle już np. Roman jest strasznie denerwujący. Ile można słuchać jego idiotycznych, wciskanych na siłę przechwałek i tekstów, które już dawno przestały być zabawne? Po co w ogóle trzymać tę postać, skoro nie spełnia ona swojego podstawowego zadania: rozśmieszania? Ile razy można słuchać wymyślanych już na siłę one-linerów Hobbsa czy Toretta, przechwałek, przekomarzań, pogróżek i pitolenia o rodzinie? Sami scenarzyści zauważyli ich idiotyzm, bo w „ósemce” postacie autoironicznie się z tego śmieją. Nie ukrywam, Szybcy i wściekli 8 dostarczyli mi rozrywki, stąd taka wysoka ocena, jeśli jednak przy następnych częściach twórcy nadal będą serwowali dokładnie te same schematy i gagi, tyle że znów w innych okolicznościach przyrody, to chyba się na nich pogniewam. Przy „ósemce” czuję przesyt i wolałbym, żeby „dziewiątka” nie brnęła w to dalej.

Szybcy i wściekli 8 2

Co poza tym oferuje film? Dość niezłą obsadę. Chociaż z oczywistych względów nie pojawiają się w nim Brian, Mia, Han i Gisele, poza nimi wracają w zasadzie wszystkie dobrze znane z poprzednich części postacie. Zobaczymy więc groteskowe mięśnie Dwayne’a Johnsona oraz groźne i zbolałe miny Vina Diesla. Powracają Jason Statham i Luke Evans. Jakby tego było mało, dostajemy Charlize Theron i Helen Mirren. Obecność dwóch oscarowych aktorek w tego typu produkcji może dziwić, ale panie nie zeszły poniżej poziomu, jakiego można od nich oczekiwać. Theron stara się wycisnąć ze swojej sztampowej postaci, ile tylko się da, a Mirren… Jeżeli wierzyć wywiadom, błagała ona twórców o angaż do filmu. Chociaż powierzono jej małą rólkę, starsza pani kradnie obie sceny ze swoim udziałem. Podobnie zresztą jak Kurt Russell kradnie większość swoich.

Czy Szybcy i wściekli 8 zawiedli moje oczekiwania? W żadnym wypadku: dostałem to, czego się spodziewałem – odmóżdżający blockbuster stworzony tylko po to, żeby ładnie i efektownie wyglądał. Sprawnie zrealizowany, dobrze udźwiękowiony, z dobrą obsadą i sympatycznymi bohaterami. Jego największym problemem jest jednak recykling wątków i klisz, który po kilku częściach zaczyna drażnić. Nawet mnie, mimo całej mojej miłości do tej serii, trudno jest go zignorować i przejść obok niego obojętnie. Wolałbym, żeby przy kolejnych częściach twórcy postawili na bardziej „autorskie” rozwiązania, chociażby poprzez wyrzucenie zupełnie już niepotrzebnego Romana i zastąpienie go postacią Scotta Eastwooda, mającą znacznie większy potencjał. Albo, co byłoby najlepsze, powrót do korzeni i bardziej „kameralnej” opowieści, w której bohaterowie ścigają się, tuningują samochody i walczą o szacunek ludzi ulicy, a nie ratują świat przed kolejnymi zagrożeniami, które stają się coraz bardziej niedorzeczne. Zobaczycie, jeśli tak dalej pójdzie, w dziesiątej części będzie walka z kosmitami, a w jedenastej – z dinozaurami. Ożywionymi, rzecz jasna, dzięki technologiom, które przyleciały wraz z kosmitami, ściągniętymi na Ziemię przez Cartera Verone’a, chcącego zemścić się na rodzinie Toretta.

Szybcy i wściekli 8 3

SZCZEGÓŁY:

Tytuł oryginalny: The Fate of the Furious
Reżyseria: F. Gary Gray
Scenariusz: Chris Morgan
Gatunek: science fiction, akcja
Produkcja: Stany Zjednoczone
Czas trwania: 146 min
Obsada: Vin Diesel, Michelle Rodriguez, Jason Statham, Kurt Russell, Dwayne Johnson, Charlize Theron, Scott Eastwood, dodge charger ‘68

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jacek „Pottero” Stankiewicz

Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z Doomem, a potem Quakiem i Unreal Tournament. Zapalony gracz z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. Filmwebie, altao.pl czy czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.