The Boy

O tej lalce zapomnicie zdecydowanie szybciej niż o laleczce Chucky i Annabell.

Twórcy filmów grozy coraz chętniej biorą na warsztat przedmioty nawiedzone; mogliśmy zetknąć się już z nawiedzonym lustrem (Oculus) czy kasetą (Ring). Spotkaliśmy już także nawiedzone lalki – Brahms jest właśnie jedną z nich.

The Boy opowiada o młodej niani, która ma opiekować się ośmioletnim chłopcem podczas wyjazdu jego rodziców. Po przybyciu do posiadłości, Greta odkrywa, że jej podopiecznym ma być porcelanowa lalka. Kiedy tylko za pracodawcami zamykają się drzwi, niania staje się świadkiem niepokojących wydarzeń…

Kupując bilet na The Boy nie miałam wysokich oczekiwań. Bo też film nie zapowiadał się ani na przełomowy, ani wyjątkowo straszny. Jednak kiedy przymknie się oko na jego pewne minusy, zaprosi do kina znajomych i zajmie się opróżnianiem dużego kubła popcornu to… można się dobrze bawić. Zacznijmy więc od pozytywnej strony.

2

Dużym plusem filmu jest jego szybkie tempo, co może być całkiem zaskakujące, ze względu na to, że przez dużą część pierwszego i drugiego aktu obserwujemy główną bohaterkę podczas samotnych (nie licząc lalki, rzecz jasna) dni, spędzonych w domu na odludziu. Jesteśmy rzuceni do rzeki wartko płynących wydarzeń już od samego początku, co jest miłą zmianą w przypadku tego typu produkcji – pisząc te słowa przypominam sobie te słowa przypomina mi się seria Paranormal Activity, gdzie przez większość seansu zmuszeni byliśmy do oglądania głównych postaci wykonujących codzienne czynności, albo… cóż, śpiących.

Ponadto mocną stroną jest sama lalka. Chucky czy Annabell samym swoim wyglądem sugerują, że siedzi w nich coś złego, ale Brahms nie straszy niczym: ani bladymi policzkami, ani długimi rzęsami. Brzmi niegroźnie? Może, jednak, tak jak w przypadku cyrkowych klaunów, nawet coś, co sugeruje nam brak złych zamiarów, w odpowiednim kontekście sytuacji może zjeżyć włos na karku.

3

Zbliżenia na te beznamiętne, szklane oczy i ujęcia w półcieniu, kiedy nie jesteśmy do końca pewni, czy właśnie Brahms nie uniósł kącików ust, napełnią was niepokojem – a niepokój i sama atmosfera w filmach grozy jest coraz częściej zaniedbywana na rzecz straszaków wyskakujących znikąd.

Jeśli chodzi o obsadę: w głównej roli zobaczymy Lauren Cohan, znaną z serialu The Walking Dead oraz Ruperta Evansa. Mnie osobiście trudno było utożsamić się z główną bohaterką lub nawet ją polubić. Zarówno ona jak i reszta obsady to właściwie bohaterowie jednowymiarowi, których widz może określić jednym albo dwoma przymiotnikami i, cóż, po prostu są. Z główną bohaterką spędzamy jednak najwięcej czasu i powinniśmy wręcz wejść w jej buty, czuć, że wszystko, co przytrafia się jej, grozi również nam. Ja osobiście nie czułam do niej przywiązania, ale… może za bardzo się czepiam i nie powinnam narzekać. Mogę natomiast narzekać na postacie rodziców Brahmsa. Mój Boże! Zapewne reżyser zażyczył sobie, żeby te postacie były dystyngowanymi, troszkę zdziwaczałymi staruszkami, ale w niektórych scenach ich zachowanie jest przekoloryzowane i po prostu śmieszne, chociaż w zamierzeniu wcale nie powinno takie być.

4

Film nie zachwyca od strony wizualnej. Nie ma tu wielu ujęć, którymi mogłabym naprawdę nacieszyć oko, a dialogi miejscami przypominają o filmach produkowanych do telewizji, które oglądamy w czwartek po południu, bo akurat nawalił internet.

Skomentowałabym jeszcze parę innych aspektów filmu, ale są one ściśle związane z jego finałem, którego nie chcę nikomu zepsuć – także cicho sza. Powiedzieć za to mogę, że zakończenie rzuca całkiem nowe światło na wcześniejsze wydarzenia, ale czy jest satysfakcjonujące? Na to pytanie możecie odpowiedzieć sobie sami.

Ocena: 5/10

Plusy
+ dobrze stworzona atmosfera
+ wartkość akcji, brak niepotrzebnej ekspozycji i scen “o niczym”

Minusy
– niesatysfakcjonujące zakończenie
– sztuczność postaci, niekiedy przechodząca w śmieszność

Autor: Aya

Dodaj komentarz

avatar