Nie oglądaj się – recenzja filmu Uciekaj!

Uciekaj! Get out

Na ekranach polskich kin film pojawił się niedawno nowy horror. Uciekaj!, bo o nim tu mowa, to film zaskakująco dobrze przyjęty przez krytyków gatunku – w czym tkwi jego wyjątkowość? Postaram się to przybliżyć. Warto zwrócić uwagę na to, że reżyserią i scenariuszem zajął się Jordan Peele, znany między innymi z komediowego duetu „Key & Peele”.

Głównym bohaterem filmu jest Chris, czarnoskóry mężczyzna – jak szybko się okaże, kolor jego skóry jest wielce nieprzypadkowy. Chris, będący zawodowym fotografem, wyjeżdża ze swoją dziewczyną do jej rodzinnego domu, gdzie miał poznać swych przyszłych teściów. Mimo że Chris stara się wyzbyć wszelkich uprzedzeń względem swoich gospodarzy, coś ciągle wydaje mu się nie na miejscu. Może nie do końca wypadałoby to nazwać rasizmem, ale ewidentnie chodzi tu o jego kolor skóry. Państwo Armitage, rodzice Rose, wybranki Chrisa, pozornie zdają się go akceptować, jednak dziwne zachowanie domowej, czarnoskórej służby, daje bohaterowi sporo do myślenia. Jak okazuje się niedługo potem, Missy, matka Rose zajmuje się terapią przez hipnozę. Od tego momentu męczące przeczucia Chrisa zamieniają się w druzgoczącą prawdę.

Zdecydowanym plusem tego filmu jest sama jego fabuła: szukacie rasizmu? Znajdziecie go, ale najpewniej nie w takiej formie, w jakiej się go spodziewacie. Co, jeśli Armitage’owie faktycznie mają coś do czarnoskórych, ale nie jest to dyskryminacja? Początkowo w kontaktach między Chrisem a rodziną Rose, w tym w szczególności z jej bratem, dochodzi do pewnych niezręczności, które są preludium do dalszego budowania niepokojącej atmosfery. Mimo że wszyscy są dla Chrisa niesamowicie mili, Jeremy (brat Rose), zachowuje się naprawdę dziwnie. I chociaż zostaje przez rodziców natychmiast uspokojony, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jego zachowanie było o wiele bardziej prawdziwe, niż życzliwość pozostałych bohaterów.

Dodatkowym smaczkiem jest to, że film porusza też kwestię społeczną: rodzina Rose jest, owszem, dla Chrisa miła, ale we wszelkich rozmowach, czy kontaktach na późniejszym przyjęciu, pojawiają się pewne niezręczności, które, choć trudno nazwać rasizmem, ewidentnie mają wiele wspólnego z jego pochodzeniem. Głównie przejawia się to w zaciekawieniu takimi szczegółami jak jego budowa ciała, jego wzrokiem i zmysłem fotografii itp. – jakby ludzie ci chcieli posiąść coś, co fizycznie posiadał, w dodatku wiedząc o nim o wiele więcej, niż moglibyśmy się spodziewać. A przecież podobno widzieli go pierwszy raz.

Uciekaj!

Wyjątkowość tego horroru polega również na tym, że „straszakami” w nim w większości nie są typowe jumpscare’y, które po nagłym pojawieniu się, ledwie na chwilę wstrząsają widzem. W tym wypadku chodzi o pełną niepewności oraz niepokoju atmosferę. Chris, oczywiście, to wszystko widzi, ale zastanawia się, czy nie jest po prostu przeczulony na punkcie możliwych niezręczności i kwestii rasizmu rodziców Rose. Generalnie bardzo stara się wszystko wypierać i powtarzać sobie, że to tylko weekend, a potem wszystko wróci do normalności. To, wraz z zapewnieniami Rose, że wszystko jest w porządku, momentami usypia jego czujność. Ostatecznie, widząc, że jednak miał rację, Chris postanawia natychmiast wyjechać – niestety jest już na to za późno.

Kolejnym atutem okazuje się ścieżka dźwiękowa. Peele zdecydował się sięgnąć po muzykę stylizowaną na klasykę gatunku, przejmującą i, ponownie, pomagającą budować atmosferę niepokoju oraz samo napięcie. Co ciekawe, wszystko znakomicie zgrywa się z nowoczesnym obrazem, choć wcześniej miałam co do tego pewne wątpliwości, które jednak rozwiały się już na samym seansie.

Na plus należy również zaliczyć sposób, w jaki cała historia została poprowadzona: to nie horror ze strasznym panem w brzydkiej masce, który gania bohatera lub bohaterów z nożem. To horror, który dzieje się gdzieś między, zdawać by się mogło, zupełnie zwykłymi wydarzeniami, w codzienności bohaterów. Dopiero pod koniec okazuje się, do jak wielkiej abstrakcji to wszystko dążyło. Uciekaj! to film o tyle ciekawy, że mamy pewne podejrzenia co do tego, co zaraz się stanie, ale ostatecznie wszystko to przechodzi wyobrażenia widza.

Również to, że Chris nie jest typową „damą w opałach” sprawia, że sam film ogląda się o wiele przyjemniej. Ilekroć mieliście w czasie oglądania tego typu dzieł wrażenie, że główny bohater to idiota pchający się mordercy pod nóż? Tutaj tego nie ma. Chris mimo wszystko potrafi myśleć i radzić sobie w stresujących sytuacjach.

Uciekaj!

Gra aktorska zdecydowanie na plus, szczególnie, że odtwórcy Armitage’ów niemalże dosłownie musieli zagrać po dwie różne osobowości, a jednocześnie, w niektórych przypadkach, samym bohaterom narzucono to, by mieli problem z ujarzmieniem swojego prawdziwego „ja”. W wydobyciu emocji z aktorów pomagają bezpośrednie zbliżenia i ciekawe ujęcia na ich twarze. Kamera nie tyle co śledzi samych bohaterów, bardziej ich emocje lub przeciwnie, całkowitą znieczulicę. Ponadto, nie uświadczycie tu żenujących efektów specjalnych i niskobudżetowych rozkładających się trupów. Bo Uciekaj! nie straszy w ten sposób.

W skrócie: Uciekaj! to film naprawdę godny polecenia. Momentami jest to bardziej thriller niż horror, ale nadal to pozycja, która wciągnie widza w swą historię, choć pewne uwagi można mieć do samego, nieco zbyt przewidywalnego, zakończenia.

SZCZEGÓŁY:

Reżyseria: Jordan Peele
Scenariusz: Jordan Peele
Typ: Film
Gatunek: Horror
Produkcja: USA
Czas trwania: 1 godz. 43 min.
Tytuł oryginalny: Get Out
Obsada: Daniel Kaluuya, Allison Williams, Catherine Keener, Bradley Withford, Caleb Landry Jones

Izabela "Deneve" Ryżek

Izabela "Deneve" Ryżek

Studiuję archeologię na UMK w Toruniu... a tak naprawdę mieszkam w Internecie, lubię koty, flejmy i (nie)śmieszne memy. Rekreacyjnie katuję się analizą słabych książek (ale ćśś, to przecież guilty pleasure!). Można mnie spotkać na koncertach, konwentach i imprezach naukowych. Trochę nie mam życia, a trochę je przegrywam – głównie w karcianki, planszówki, RPGi, a ostatnio również gry typu moba. Człowiek-siedem-nieszczęść. Psuję wszystko, co jest do zepsucia (głównie siebie), kolejna plaga egipska pewnie nosiłaby moje imię.
  • Agnieszka Czoska

    Brzmi jak coś w klimacie The Invitation 🙂 Też wizyta rodzinna, akurat u dawno niewidzianych krewnych, która wydaje się głównemu bohaterowi jakaś nienaturalna. No i to też bardziej thriller.