Zając Max ratuje Wielkanoc

Gwiazdka niezaprzeczalnie jest tym świętem, które zgromadziło wokół siebie coś, co roboczo nazywam Komitetem Obrony Bardzo Rodzinnej Atmosfery. W skrócie KOBRA. Ratowali ją już chyba wszyscy z wyjątkiem Avengers i Ligii Sprawiedliwości, a i to wydaje się być jedynie kwestią czasu. Nie mówiąc już o tym, że niemal każdy złol starał się zagrozić spokojowi tych świąt i zburzyć ich atmosferę. Jednak te wszystkie mroczne siły, jakimś cudem, do tej pory szerokim łukiem omijały Wielkanoc, zostawiając w spokoju pisanki, koszyczki i długouche zajączki. Aż dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę, że jest to najważniejsze święto według religii chrześcijańskiej i jako takie powinno być głównym celem ataków. Jakkolwiek osobiście faktycznie wolę atmosferę Gwiazdki, tak muszę przyznać, że Wielkanoc była do tej pory tematem mało eksploatowanym w animacjach dla dzieci. Swoje pięć minut miała raptem w Strażnikach marzeń, a i w tej produkcji nie odegrała jakiejś znaczącej roli, będąc jednym z kilku rytuałów, które należało ocalić przed zapomnieniem. W końcu jednak dotarła do nas animowana produkcja Zając Max ratuje Wielkanoc, a jej zwiastun był koszmarkiem, który przeżywałam przed innymi seansami. Na wstępie powiem wam, że nie było aż tak źle.

Zając Max ratuje Wielkanoc

Teraz jednak nadszedł ten czas, w którym to właśnie Wielkanoc jest zagrożona – oto podłe lisy chcą wykraść złotą pisankę zajączkom wielkanocnym. To taki Święty Graal naszych długouchych bohaterów, który daje im siłę i zdolności niezbędne do wykonywania obowiązków – mianowicie roznoszenia malowanych jajek, by dzieci mogły je potem znaleźć. W tym momencie przyznaję, że sama w ten sposób nigdy się nie bawiłam, a tradycja ta jest mi znana raczej z amerykańskich filmów niż własnego doświadczenia i radosnych lat dziecięcych. Podejrzewam też, że nie tylko mnie ten sposób na spędzanie świąt ominął, stąd trudno było mi docenić powagę sytuacji – no bo jakim cudem o istnieniu Wielkanocy może decydować zwyczaj, którego nigdy nie praktykowałam ja, ani moi znajomi? Odnoszę wrażenie, że jest to główny powód, dla którego to konkretne święto nie cieszy się zainteresowaniem twórców – w przeciwieństwie do Gwiazdki nie posiada ono, przynajmniej w moim odczuciu, aż tak wyrazistego zwyczaju, by zaatakowanie go groziło stwierdzeniem, że w tym roku Wielkanocy nie będzie. Człowiek odczuwa to zwłaszcza wtedy, kiedy dociera do niego, że wyrósł już ze zdobienia jajek.

Zając Max ratuje Wielkanoc

Tytułowy Max jest typowym mieszczuchem – poznajemy go na ulicach wielkiego miasta, gdzie ma swój kwadrat (do bólu przypominający pokój stereotypowego studenta) oraz kilku ziomali (żeby byli to jego przyjaciele bym nie powiedziała). Największym marzeniem zająca jest zaś wybicie się i dostanie się do ulicznego gangu, gdzie znalazłby innych cwaniaczków, z którymi mógłby bujać się po mieście i odwalać jakieś akcje i dzikie harce. W skrócie, to taki typowy nastolatek, chcący zaimponować kolegom i zdobyć szacun na dzielni, któremu całkowicie umyka fakt, że imponowanie innym swoim buntowniczym stylem do tego nie wystarczy. Na skutek własnych wybryków, Max będzie musiał skonfrontować swoje podejście do życia z tym, które reprezentują zające wielkanocne – żyjące w pobliskim lesie, broniące złotej pisanki przed podłymi lisami oraz dbające o tradycje. Otrzymujemy więc podręcznikowe zderzenie dwóch światów, z których jeden cechuje się egoizmem i nowoczesnością, drugi zaś – altruizmem i poszanowaniem zasad. Skutki w postaci zabawnych sytuacji oraz żartów są oczywistą oczywistością, trudno jednak uznać ten humor za wyszukany – mamy więc masę slapstickowych gagów, które na pewno ucieszą najmłodszych i kilka słownych przekomarzanek, które dotrą do nieco starszych widzów i wywołają na ich twarzach uśmiech.

Zając Max ratuje Wielkanoc

Oczywiście następuje też przemiana naszego Maxa, który po kilku dniach spędzonych w odizolowanym światku zająców wielkanocnych zaczyna doceniać ideę jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, zaczynając troszczyć się bardziej o innych, niż o siebie. To zmiana na dobre i to pomimo faktu, że przesłanie, by dbać o innych pojawia się, w większym lub mniejszym stopniu, w niemal każdej produkcji skierowanej do najmłodszych. Morał nie jest podany nachalnie, czy w sposób umowny – jest on naturalną konsekwencją całej opowieści, wynika z niej. Co ciekawe, nie ma tutaj dychotomicznego podziału na złe miasto i dobrą wieś – zderzenie tych dwóch kultur sprawia, że powstaje coś unikalnego, łączącego to, co najlepsze z obu tych światów. Świetne przesłanie, które odkrywa przed najmłodszymi, że swoje atuty można wykorzystywać na dwa sposoby – pozytywny lub negatywny i to tylko od nich zależy na co się zdecydują. Jest to o tyle autentyczne, że nie zmienia się sam Max, wciąż pozostający tym samym zawadiaką, a jego podejście do życia i system wartości.

Zając Max ratuje Wielkanoc

Podkreślenie różnicy między tymi dwoma światami – miejskim i wiejskim – podkreślone zostało nie tylko różnicami w zachowaniu i wartościach bohaterów, ale również w warstwie wizualnej i estetycznej tej produkcji. Metropolia pełna jest chłodnych, stonowanych barw – szarości i błękitów, gdzieniegdzie poprzetykanych nieśmiałym przebłyskiem bardziej intensywnego koloru; za to lasy i polany wielkanocnych zajęcy pełne są soczystych zieleni, słonecznych żółci i nasyconych błękitów, co z kolei kontrastuje z burymi fragmentami lasu, w którym buszują szczwane lisy. Zasadniczym minusem jest jednak to, że sama produkcja wydaje się technicznie uboga, co chyba najbardziej odrzuciło mnie w zwiastunie – nie do tego przyzwyczaiły nas inne filmy i to właśnie razi, sprawiając, że przyzwoita fabularnie animacja nie cieszy się szczególnym zainteresowaniem. Toon shading, czyli technika polegająca na takim cieniowaniu, by upodobnić grafikę komputerową do rysowanej ręcznie, nie chwyta mnie za serce, nawet jeśli wykonana jest nieźle. Zwłaszcza, że kuleje ona w ukazywaniu ekspresji postaci.

Zając Max ratuje Wielkanoc

Nie ukrywam, że żywię wewnętrzne przekonanie, że od dobrych kilku lat dubbing w animacjach nie jest w polskim wykonaniu tragiczny; może kuleć tłumaczenie, teksty mogą być infantylne, ale samo podkładanie głosu trzyma się na znośnym poziomie. Nie inaczej jest tym razem. Adamczyk jest jednym z tych aktorów, których głos kojarzymy z różnych produkcji – od Madagaskaru przez Auta aż do Szeregowca Dolota – wie zatem co robi. Owszem, żarty słowne często nawiązują do tematyki świąt, bywają też niekiedy infantylne, pamiętajmy jednak kto jest głównym adresatem tej animacji – dzieci. One też najlepiej będą się na niej bawić, więc wybierając się na seans ze swoją pociechą warto mieć to na uwadze i liczyć się z tym, że jej humor niekoniecznie będzie nas rozśmieszał.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Zając Max ratuje Wielkanoc
Produkcja: Akkord Film Produktion GmbH, Norddeutscher Rundfunk (NDR), Südwestdeutscher Rundfunk (SWR)
Typ: Film
Gatunek: Animacja, Familijny
Data premiery: 24.03.2017
Reżyseria: Ute von Münchow-Pohl
Scenariusz: Katja Grübel, Dagmar Rehbinder
Obsada: Piotr Adamczyk, Anna Cieślak, Waldemar Barwiński

Nasza ocena
6/10

Podsumowanie

Plusy:
+ ładnie podane przesłanie
+ brak dychotomicznego podziału na dobre i złe cechy
+ przyzwoity dubbing

Minusy:
– przewidywalność
– humor głównie dla najmłodszych widzów
– infantylność niektórych tekstów
– technika animacji

Dodaj komentarz

avatar