Assassin’s Creed: Odyssey 1

Chociaż od premiery Assassin’s Creed: Odyssey minęło już kilka tygodni, za punkt honoru postawiłem sobie zrecenzować tę grę, nie popełniając błędu z zeszłego roku, kiedy koniec końców nie udało mi się to przy cokolwiek przełomowym dla serii Origins. Niestety, nie będąc recenzentem na liście Ubisoftu i nie otrzymawszy egzemplarza recenzenckiego przed premierą, ogranie Odyssey w sposób wystarczający do napisania rzetelnej recenzji zajęło tyle czasu, że o grze już dawno wszyscy zapomnieli, bo Red Dead Redemption II. Ale w tym roku przynajmniej się udało! Ale czy było warto poświęcić Odyssey te pięćdziesiąt kilka godzin? Czy Ubisoft naprawdę uczy się na błędach, czy jednak dalej wydaje dokładnie tę samą grę, tylko w innym papierku?

W Odyssey cofamy się do najdawniejszych jak dotąd czasów w Assassin’s Creed. Jako Aleksios (albo Kasandra), potomek króla Leonidasa, dzierżymy jego włócznię i wyruszamy na własną przygodę, którą scenarzyści szumnie nazywają odyseją. Wikłamy się w wojnę peloponeską, co i rusz pomagając to Sparcie, to Atenom. Co jednak ważniejsze – przyjmując zlecenie od szemranego typa, wyruszamy na poszukiwania rodziny Aleksiosa, przy okazji wplątując się w zatarg z tajemniczym kultem Kosmosa. Do tego dochodzi jeszcze jakiś tam wątek we współczesności, który jak zawsze był tak interesujący i zbędny, że w zasadzie nic z niego nie pamiętam. Fabuła prowadzona jest więc wielotorowo, ale niestety nie przekłada się to na jej jakość. Porównywanie RPG (albo produkcji aspirujących do miana RPG) do Dzikiego Gonu jest cokolwiek wyświechtane, ale skoro Ubisoft tworząc Origins, a potem Odyssey, wzorował się na trzecim Wiedźminie, trudno jest mi się nie uciec właśnie do takiego porównania.

Assassin’s Creed: Odyssey 2

Można z całą stanowczością stwierdzić, że studio nie nauczyło się pisać dobrych historii. Opowieść o Geralcie co prawda też rozgrywała się w otwartym świecie, w którym co i rusz coś odciągało nas od głównego wątku, kiedy jednak do niego wracaliśmy, otrzymywaliśmy świetnie napisane i zapadające w pamięć zadania oraz dialogi. W Odyssey wracając po siedmiu godzinach do fabuły nie czujemy różnicy pomiędzy nią a poboczniakami. Przedstawiona w grze historyjka jest miałka, a bohater – chociaż dobrze zagrany – bez wyrazu. Ot, zwykły najemnik, który niby ma jakieś opcje dialogowe, ale wszystkie napisane zostały na jedno kopyto, a sporo z nich się powtarza. Dla przykładu, podczas przyjmowania zlecenia Aleksios pyta „Chcesz, żebym ich zabił”, podczas gdy druga opcja to „Chcesz, żebym to odzyskał?” Nie ma znaczenia, co wybierzemy – w takich miejscach okienko z wyborami wsadzane jest tylko po to, żeby stworzyć iluzję jakichś wyborów dialogowych.

Chociaż do dyspozycji gracza oddano naprawdę spory świat, to po pewnym czasie zaczyna on nudzić ze względu na żenująco słabe zadania poboczne. Ograniczają się one do kilku tych samych czynności – zabij, dotrzyj, przynieś, zniszcz. Zresztą, dokładnie to samo robimy w zadaniach z głównego wątku, te jednak dla niepoznaki ubrano w nieco bardziej rozbudowane dialogi i przerywniki filmowe. Wątek wojny peloponeskiej zrealizowano beznadziejnie. Nie możemy opowiedzieć się po którejś ze stron – nawet jeśli postanowimy, że jesteśmy za Spartą, to fabuła i tak zmusza nas do pomagania Ateńczykom (i na odwrót). Poszczególne regiony kontrolowane są przez zwaśnione strony, ale jeżeli wykonamy tam zadania polegające na osłabieniu jednej z nich, a następnie pomożemy zwyciężyć „naszym”, stan ten nie utrzyma się długo. W dużej mierze z naszej winy – chcąc wykonać wszystkie czynności w danym polis, będziemy po prostu osłabiali tych, którym pomogliśmy wygrać. I albo znów będziemy walczyć po ich stronie, albo całkowicie ich zignorujemy.

Assassin’s Creed: Odyssey 3

Ubisoft chwalił się, że w Odyssey wybory będą miały znaczenie, ale prawdę mówiąc – nie licząc zakończenia, jakoś nie bardzo je zauważyłem. W lokacji startowej możemy np. pozwolić na zabicie rodziny, żeby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się choroby na resztę wyspy albo zabić osoby dybiące na rzekomo zarażonych. Jeśli zabijemy napastników, nigdy nie dowiemy się, że wybór ten miał jakieś konsekwencje. Jeśli ocalimy rodzinę, po kilku godzinach dowiemy się, że w początkowej lokacji rozprzestrzenia się zaraza. Świat jest kiepsko zaprojektowany – tak jak w Origins, podzielony jest na obszary, do których co prawda możemy zawędrować, ale twórcy mówią nam, że nie powinniśmy. Bo wiecie, wchodząc Aleksiosem na 5. poziomie do lokacji dla postaci na 50., zabijają nas nawet kurczaki. Ogromny uśmiech politowania budzi również drugi szumnie zapowiadany element – „romanse”. Czyli sytuacje, w których wybieramy ikonę serduszka, co kończy się scenką pocałunku z kategorią wiekową „bez ograniczeń”, a następnie następuje zaciemnienie ekranu.

Pod względem rozgrywki Odyssey jest bardzo nierówne. Niewiele można zarzucić temu, co najważniejsze, czyli walce i rozwojowi postaci. Te elementy zrealizowane zostały poprawne i są satysfakcjonujące. Czujemy progres, umiejętności podzielone na drzewka są sensowne, a coś dla siebie znajdą zarówno ci, którzy wolą walczyć jak prawdziwy Spartanin, jak i preferujący podejście na asasyna. Integralną częścią rozgrywki jest jednak również świat, a ten nie wyszedł najlepiej. Jest duży i piękny, to fakt, ale po pewnym czasie staje się niemiłosiernie nudny. Wykonywanie po raz tysięczny identycznego zadania czy dokładnie tej samej czynności pobocznej (zajmowanie fortów, zabijanie przywódców, walka o zajęcie/utrzymanie polis, eksploracja jaskiń itd.) w którymś momencie po prostu sprawia, że gracz zaczyna się buntować. Chociaż świat jest urokliwy i dość zróżnicowany, to na samą myśl o robieniu ciągle tego samego traci się chęć do dalszej jego eksploracji. Pewnym urozmaicaniem jest jednak powrót statków i walki morskiej. Zawsze lubiłem ten element w serii, a że jest on zrealizowany dobrze, to pozwala od czasu do czasu oderwać się od eksploracji pieszej/konnej.

Assassin’s Creed: Odyssey 4

Słówko należy wspomnieć również o pomyśle Ubisoftu, żeby nie tworzyć gier, a usługi mające zatrzymać gracza na dłużej. Zrealizowano to po linii najmniejszego oporu, poprzez codzienne i cotygodniowe aktywności, za które otrzymujemy unikalną walutę – orichalcum. Jak nietrudno się domyślić, aktywności ograniczone czasowo to dokładnie te same zadania poboczne, co dostępne w podstawowej wersji, których wykonanie zajmuje z dwie minuty – z czego połowa to przerywnik filmowy (o ile go nie przewiniemy). Szczerze wątpię, żeby ktokolwiek chciał się przez kilka miesięcy logować do gry tylko po to, żeby wykonywać raz na dzień dokładnie to samo zadanie, co przez ostatnie tygodnie, tylko opakowane w nieco inny scenariusz. Nie mogło zabraknąć również sklepu z mikrotransakcjami, gdzie za realną gotówkę kupimy niedostępne inaczej wyposażenie czy chociażby pięćdziesięcioprocentową premię do doświadczenia.

Ten ostatni element, umieszczony w zakładce o wdzięcznej nazwie „przyspieszacze”, można uznać za przegięcie. Mówiąc szczerze, nie odczułem jednak, żeby Ubisoft jakoś znacząco spowalniał mój postęp, żeby zachęcić do kupna za 40 zł doładowania. Należę do graczy, którzy muszą zajrzeć pod każdy kamień, więc i bez przyspieszacza jeszcze przed ukończeniem głównego wątku wbiłem maksymalny 50. poziom doświadczenia. Bardziej martwi mnie to, że poziomów jest tylko tyle, bo kiedy moja postać nie awansuje, tracę chęć do grania, nie odczuwam bowiem progresu. Nie zmienia to jednak faktu, że w Odyssey grało mi się dużo przyjemniej niż w Origins, które koniecznością horrendalnej ilości grindowania w celu podbicia poziomu postaci i popchnięcia fabuły do przodu odrzuciło mnie po dwudziestu godzinach i już nigdy do niego nie wróciłem. Jedynym przeszkadzaczem w Odyssey jest konieczność likwidowania kultystów w celu ulepszenia włóczni Leonidasa – im wyższy jej poziom, tym lepsze umiejętności możemy odblokować. Skutkowało to tym, że przez jakiś czas miałem trzynaście niewydanych punktów, które szkoda było pakować w niepotrzebne umiejętności.

Assassin’s Creed: Odyssey 5

Odyssey zaskakuje dobrą optymalizacją na pecetach – od dnia premiery nie zdarzyło się, żeby grę wywaliło do pulpitu czy pojawiły się jakieś błędy uniemożliwiające zabawę. Dodatkowo gra utrzymuje stałą liczbę klatek na sekundę, co w porównaniu z dużym otwartym światem i pięknymi lokacjami robi wrażenie. Niezły jest też dubbing, chociaż idiotyczne akcenty niektórych aktorów momentami drażnią. Bez polotu jest jednak muzyka, zawsze bardzo w serii udana. Ubisoft tak mocno poszedł w recykling assetów z poprzednich gier, że wykorzystał nie tylko to, co stworzono na potrzeby Origins, ale jako motyw muzyczny do menu wybrał po prostu przerobiony utwór „Ezio’s Family” z Asassin’s Creed II… Będąc przy kwestiach technicznych, warto też wspomnieć o spolszczeniu. Gratulacje dla tłumaczy, którzy zręcznie „wygładzili” polską wersję, niemal całkowicie usuwając z niej dość liczne w oryginale przekleństwa. Brawo, tego właśnie ludziom trzeba w grach 18+.

Assassin’s Creed: Odyssey zachwyca pięknym, rozległym światem, świetnie zrealizowaną walką, kwestiami technicznymi i sporymi (jak na tę serię) możliwościami rozwoju postaci. Sprawdza się więc jako gra akcji z elementami RPG. Nie sprawdza się jednak zupełnie jako RPG, na które Ubisoft usilnie stara się je promować. Fabuła jest miałka, postacie bez wyrazu, zadania nie zapadają w pamięć, a to wszystko jeszcze bardziej rozmywa się przez setki powtarzalnych czynności. Owszem, bawiłem się wcale nieźle, ale po około 55 godzinach, kiedy osiągnąłem maksymalny poziom i ukończyłem główny wątek, odłożyłem grę na półkę i raczej nie mam zamiaru do niej wracać. Nie czuję potrzeby, żeby wykonać zaległe zadania poboczne, a tym bardziej, żeby odkryć wszystkie pytajniki albo przejść grę po raz drugi. Tym bardziej, że szumnie zapowiadane wybory mające znaczenie chyba tak naprawdę miały je tylko w kilku określonych sytuacjach. Odyssey to gra dobra, ale na jeden raz – i to najlepiej po promocji co najmniej -50%.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Assassin’s Creed: Odyssey
Platformy: PC / PlayStation 4 / Xbox One
Producent: Ubisoft Québec
Wydawca: Ubisoft
Dystrybutor: Ubisoft Polska
Gatunek: action RPG / przygodowa
Premiera: 5 października 2018

Dodaj komentarz

avatar