Colina: Legacy

Bardzo lubię klimatyczne horrory – gry z dreszczykiem, które pobudzają wyobraźnię i ciekawość, oraz pieszczą zmysł estetyczny gracza. Inteligentnie poprowadzona fabuła to już połowa sukcesu. Subtelne podsunięcie tropu, wskazówki, czy porady udostępnione we właściwym momencie, pozwalają czerpać dużą satysfakcję z rozgrywki, szczególnie, jeżeli w ich podawaniu unika się nachalności. To nie lada wysiłek i sztuka, umieścić tego rodzaju elementy w produkcji nie należącej do gatunków detektywistycznych. Jeśli natomiast gra zawiera nie tylko tajemnicę do odkrycia czy zagadkę do rozwikłania, lecz także skutecznie zastosowane elementy grozotwórcze, ciekawe projekty postaci, potworów, środowiska i ścieżkę dźwiękową uzupełniającą całość, to wszystko, co mogłoby wywołać zdenerwowanie, irytację lub zniecierpliwienie podczas rozgrywki, traci na znaczeniu.

Dlatego ucieszyło mnie odkrycie Colina: Legacy, wydanego we wrześniu tego roku, niezależnego, psychologicznego horroru (oznaczonego na Steamie jako akcja i przygoda, w opisie natomiast – jako old-school survival horror).

Colina: Legacy1

W grze wcielamy się w Aleksa, nastolatka, który ma spędzić wakacje w domu babci. Zamiast wytchnienia, chłopaka czeka trudna przeprawa przez zakamarki starego domu i labirynt ścieżek pobliskiego, mrocznego lasu. Aleks musi nie tylko przeżyć, lecz także odkryć tajemnicę własnej pamięci i znaleźć glify potrzebne do otwarcia bramy, która pozwoli mu umknąć przed koszmarem.

Mogłaby to być prosta gra o jednowątkowej fabule. Na szczęście nie jest. Twórcy przygotowali horror zapewniający wielogodzinną, wciągającą rozgrywkę, z przyjemną dla ucha muzyką i samodzielną mitologią, pozornie inspirowaną twórczością Lovecrafta, w rzeczywistości budującą zupełnie inną historię, inne podwaliny pod fabułę. Otrzymujemy więc historię bogów, ich kontaktu z naszą rzeczywistością oraz z nami samymi, a wszystko to nierozerwalnie związane z zadaniami stawianymi przed protagonistą. To wszystko oraz elementy stopniowo składające się na wspomnienia Aleksa, podane jest przez symbole i alegorie – stąd między innymi obraz łabędzia w tytule, powtarzające się manekiny malarskie, treść opowieści, której fragmenty rozrzucone są w różnych lokalizacjach, czasem w dość zaskakujących miejscach.

Colina: Legacy2

Skoro mowa o zaskoczeniach – aparat telefoniczny funkcjonujący w grze pozwala na wykonywanie połączeń z numerami znajdowanymi w różnych lokacjach, i odsłuchiwanie zostawionych pod tymi numerami wiadomości. Warto być czujnym!

Czas rozgrywki jest idealnie wymierzony dla każdego, kto lubi przejść grę zbytnio się nie rozdrabniając. Fabuła podzielona została na epizody, które działają jak mniejsze całości, a ich otwarte zakończenia zachęcają do kontynuowania rozgrywki. Oprócz nich, grę można podzielić na części pod względem lokacji – dom babci, podwórze, las i podziemia oraz lokacja, do której dostęp zyskuje się dopiero pod koniec gry.

Colina: Legacy3

Grafika jest bardzo zadowalająca wizualnie, gra może pod tym względem konkurować z większymi produkcjami. Przyjemnie patrzy się na płynne animacje, szczególnie światła i różnego rodzaju efekty działania magii. Ciekawe projekty potworów świetnie pasują do klimatu. Symbolizują również postaci, z którymi Aleks miał do czynienia w „prawdziwym” życiu. Niektóre zupełnie dosłownie zmieniają się w osoby, które symbolizowały. Inne nie ujawniają swojego ludzkiego oblicza aż do samego epilogu, choć uważny gracz ma szansę domyślić się ich prawdziwej tożsamości.

Colina: Legacy4

Wnętrza mają w sobie coś z escape roomów. By się z nich wydostać lub przejść dalej, trzeba rozwiązać mniej i bardziej skomplikowane zagadki różnego rodzaju (m.in. szyfry cyfrowe, i podawane alfabetem Morse’a), prowadzące do kolejnych zagadek. Niektóre całkiem dosłownie wskazują miejsce, w którym trzeba szukać kolejnej części układanki lub gotowego rozwiązania.

Colina: Legacy5

Każde rozwiązanie takiej zagadki i każdy trop prowadzą do, dla niektórych szokującego, zakończenia. Poznajemy wyparte wspomnienia Aleksa i to, co stało się po ich odkryciu. Dobrze, że twórcy odważyli się na odwrócenie ról, i zamiast stereotypowej niezdrowej relacji ojciec – córka ukazali niszczący wpływ, opartego na tym samym, związku matki i syna. Finałowa walka z bossem w ostatniej lokacji jest miłą odmianą po rewelacji sprzed ledwie kilku chwil.

Nie jest to gra bezpłatna, ale warto wydać na nią nieco grosza, choćby ze względu na niezwykle przyjemną rozgrywkę i wciągającą historię. Szczególnie osoby lubiące gry bazowane na twórczości Lovecrafta powinni sięgnąć po tę pozycję. Choć nie jest to dzieło czerpiące z jego mitologii, atmosferą i urokiem mu nie ustępuje.

Dodaj komentarz

avatar