POLSKA ZOMBIE STOI recenzja gry Dead Island Definitive Edition

DeadIslandSD1 cover

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z Dead Island, nie sądziłem, że to może być dobra gra. Dlaczego? Powodów miałem kilka – zombie przez wszędobylskie The Walking Dead miałem już powyżej uszu. Poza tym całość wyglądała na prostą zabawę w stylu hack’n’slash, a na dodatek stworzyło ją polskie studio. Dla wielu zabrzmię pewnie jak bluźnierca, ale nigdy wcześniej rodacy nie zachwycili mnie cyfrową rozrywką – nawet pierwszym, jakże przegadanym, Wiedźminem byłem zawiedziony, a po kolejne nieszczególnie chciało mi się sięgnąć. Dlatego tym większe było moje zaskoczenie, kiedy niepozorne Dead Island okazało się produkcją wciągającą i znakomicie przygotowaną. Jej kontynuacja, choć już nie tak dobra, nie rozczarowała, a teraz obie gry (wraz z solidną porcją dodatków) ukazują się w poprawionej edycji w ramach kolekcji SeriaDay1 i jeśli jeszcze ich nie znacie, to doskonała okazja, by nadrobić ten błąd i przekonać się, jak dobry może być nasz rodzimy survival horror.

O czym opowiada Dead Island, nietrudno jest się domyślić. Jest wyspa (Banoi), są żywe trupy i bohaterowie, którzy muszą przetrwać koszmar, w jakiego centrum się znaleźli. Amerykański raper, chińska policjantka, Australijka aborygeńskiego pochodzenia i była teksańska gwiazda sportu – jako jedno z nich budzimy się w hotelu, z którego oczywiście musimy się wydostać. Jako osoba, jak się wkrótce okazuje, odporna na zarazę, która zainfekowała mieszkańców wyspy, zmieniając ich w zombie, jesteśmy ważnym elementem całej układanki. Pomaga nam „Tajemniczy Głos” dobiegający z głośników, a także wysłani przez niego z pomocą ludzie. Co jest naszym głównym celem? Przeżyć na opanowanym przez żywe trupy terenie oraz wydostać się z Banoi. To ostatnie ma nam umożliwić Głos, jednak najpierw na naszego bohatera czeka przeprawa przez niegościnny świat, gdzie na każdym kroku czeka śmiertelne zagrożenie, a także kolejne zadania do wykonania…

DeadIslandSD1 001

W ile już takich gier graliście? Pięć, dziesięć, dwadzieścia, więcej? To nie ma znaczenia, sami doskonale wiecie, że ten schemat zawsze sprawdza się doskonale, liczy się dobre wykonanie i ciekawa fabuła – czyli dokładnie to, co oferuje nam Dead Island. Sama zagadka pochodzenia wirusa zombie, tożsamość Głosu oraz jego cele ciekawią, akcja nie daje chwili wytchnienia, a zabijanie kolejnych zombie wciąga. Na tym w końcu opiera się rozgrywka, metod wykańczania przeciwników mamy natomiast wiele. Najlepiej sprawdza się oczywiście wszelka broń biała, że tak to uproszczę, z bronią palną może być problem, kiedy mamy mało czasu na reakcję, a co za tym idzie nie jesteśmy w stanie dobrze wycelować, najsłabiej wypadają własne pięści. Chyba że skorzystamy z jednego z dodatków, One Punch Mode, gdzie cios zadany ręką powala przeciwnika, a gdy uda się nam wyprowadzić go w zwarciu, posyłamy zombiaka na krótki lot w powietrzu. Minusem tego trybu jest to, że nasze dokonania nie wliczają się do osiągnięć – warto też dodać, że w multiplayerze w One Punch już sobie nie pogramy; ale w podstawową grę jak najbardziej.

Co jeszcze oferuje nam tytuł? Praktycznie wszystko to, co w takich przypadkach być powinno. Powoli rozwijamy swoje umiejętności. Tych zresztą wraz z postępem gry przybywa. Czasem wędrujemy pieszo, czasem zdobędziemy jakiś środek lokomocji (tak, zombie można rozjeżdżać), broń nam się zużywa, więc musimy ją naprawiać albo składać ze znalezionych elementów, a przy okazji zbieramy gazety etc., żeby poznawać informacje o samej wyspie i tym, co się na niej wydarzyło. Co ciekawe do walki z zombie możemy wykorzystać też… ich ziomków: znajdziecie tutaj bowiem wybuchające żywe trupy. A skoro o głównych przeciwnikach mowa, warto zauważyć, że ich poziom jest różny. I nie chodzi tylko o to, że mocniejsi stają się wraz z ewolucją naszego bohatera, po prostu siła i szybkość chodzących zwłok różnią się od siebie.

DeadIslandSD1 002

Strona techniczna gry też przedstawia się bez zarzutu. Grafika w nowej, poprawionej wersji jest realistyczna i szczegółowa. Świat, który przemierzamy, wygląda sielankowo niczym z wakacyjnej pocztówki albo katalogu biura podróży – to w końcu rajska wyspa, z tym, że wkrótce przekonujemy się, ile brudu kryje się za tą fasadą; brudu slumsów kraju trzeciego świata. Do tego dochodzi ścieżka dźwiękowa dobrze dobrana do całości, a motyw główny, wzorem licznych tematów filmowych, na długo zapada w pamięć. Dodajcie do tego proste sterowanie i dobrą mechanikę, a otrzymacie wprost rewelacyjną gierkę w sam raz zarówno dla odprężenia się, jak i wielogodzinnych sesji.

Wszystkie te elementy powracają także w niemalże równie dobrej części drugiej. Największy zarzut, jaki można do niej mieć to to, że przechodzi się ją zbyt szybko. Wątek główny jest krótszy i oparty na tym samym schemacie (wydostaliśmy się z Banoi, jednak nasz statek tonie, a my trafiamy na otoczoną przez wojsko wyspę, gdzie znów musimy walczyć o przetrwanie i odkryć kolejne informacje na temat wirusa), mniej jest też zadań pobocznych. Co jeszcze się zmieniło? Pojawiają się nowe rodzaje zombie i nowe grywalne postacie (możemy oczywiście importować naszego bohatera z poprzedniej części, z całym jego doświadczeniem i dorobkiem, ale nic nie stoi na przeszkodzie byśmy zaczęli od zera), reszta jednak to ten sam stary, dobry Dead Island co jedynka.

DeadIslandSD1 003

Ale na tym oczywiście nie koniec. Solidna porcja dodatków uatrakcyjnia nam rozgrywkę, a jakby tego było mało, serwuje prosto wykonaną, ale wciągającą (i wcale nie taką łatwą) grę w stylu retro. A jakie są to dodatki? Wszystkie DLC, jakie wyszły: mamy zatem możliwość zagrania w Dead Island z perspektywy Rydera White’a, wojskowego szkolącego siły obronne Banoi – jednej z najważniejszych postaci głównej gry – którego losy toczą się analogicznie do wydarzeń w niej przedstawionych. Znajdziecie tutaj także m.in. Bloodbath Arenę, schematy borni Rozpruwacz i Wybuchowe Mięso oraz skórki. Jednakże poza szasną wcielenia się w White’a, najlepiej wypada Dead Island: Retro Revenge. W tej side-scrollowej produkcji 2D, przygotowanej jak gry na konsole z lat 80. i 90. ubiegłego wieku, wcielamy się w mężczyznę, któremu źli ludzie porwali… kota. Nie zważając na wszędobylskie zombie (podobnie jak w grach głównych mamy tu ich różne rodzaje, także te wybuchające), biegnie, pokonując przeciwników, rozbijając pudełka zawierające broń czy apteczki i… to właściwie tyle, ale zabawa jest znakomita. Szczególnie, jeśli wychowaliście się na takich rozrywkach i brak Wam oldschoolowych klimatów.

Czy trzeba dodawać coś więcej? Miłośnicy krwawych horrorów (Dead Island ze względu na brutalność nie trafiła na niemiecki rynek) i dobrych przygodówek akcji będą bardzo zadowoleni. Szczególnie, że, jak można się było przekonać powyżej, pozycje z kolekcji Seria Day1 zostały przegotowane wręcz wzorcowo: mnóstwo dodatków, niezła cena i przyjemne dla oka opracowanie graficzne poszczególnych tytułów (dla tych, którzy jednak wolą oryginalne opakowania pod kartonikiem znajduje się taka właśnie wersja). Polecam gorąco – naprawdę warto. Jak widać po tym tytule, polska branża cyfrowa nie stoi tylko Wiedźminem, ale także zombie, i śmiało może konkurować na tym polu ze światowymi markami.

Wydawnictwu Techland dziękuję za udostępnienie gry do recenzji. A Agnieszce Przybysz za pomoc w napisaniu opinii.

DeadIslandSD1 004

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Dead Island Definitive Edition (SeriaDay1)
Platforma: PC
Producent: Techland
Wydawca: Techland
Wydawca PL: Techland
Gatunek: survival horror
Premiera: 2017

Michał Lipka

Michał Lipka

Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta – dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga http://ksiazkarnia.blog.pl/

  • Szaman Shamansky

    Kurczę, nie wiedziałem, że Dead Island robią polacy 😀