Generalne remonty domów: House Flipper 1

Polska symulatorami stoi. Chociaż gry tego typu są popularne na całym świecie, to wydaje się, że upodobali je sobie zwłaszcza Polacy. Trudno inaczej wyjaśnić to, że na naszym rynku wydawany jest chyba każdy możliwy symulator – od śmieciarki, po batyskaf. Nie dziwi też, że polskie studia próbują uszczknąć coś dla siebie z tego tortu. Jedną z takich produkcji są Generalne remonty domów: House Flipper, mogące uchodzić za symulator majsterklepki i malarza-tapeciarza w jednym. Jak sprawdza się najnowszy symulator wydany przez PlayWay? Całkiem nieźle, chociaż brakuje mu szlifów.

Gra jest banalnie prosta i nie posiada żadnej fabuły. Po prostu wcielamy się w człowieka będącego jednoosobową firmą remontowo-sprzątającą i zaczynamy przyjmować zlecenia. W lwiej części przypadków polegają one na posprzątaniu czyjegoś domu, czasem na pomalowaniu go czy wyburzeniu ścian i postawieniu nowych. Wszystko jest do bólu uproszczone. Chcemy burzyć i murować? Nie trzeba wynosić mebli ani zabezpieczać niczego folią ani gazetami, wystarczy walnąć młotem w ścianę, a ta rozpadnie się i zniknie. Montowanie prysznica czy kładzenie kafelek to, w odróżnieniu od rzeczywistości, banalna czynność, wymagająca klikania tylko na PPM. Nie można więc powiedzieć, że mamy do czynienia z symulatorem, a bardziej z tym, co najlepsze w The Sims. Wspomniane zlecenia służą jako samouczek, ale przede wszystkim do zdobywania pieniędzy. Przykładowo, za posprzątanie domu otrzymujemy 20 tys. złotych (czy innej waluty, którą wybierzemy), a kiedy uzbieramy ich dostatecznie dużo, możemy kupić jakąś ruderę.

Generalne remonty domów: House Flipper 2

Odnawianie takich ruder, jak wskazuje tytuł gry, stanowi trzon rozrywki. Zasady są mniej więcej takie same, jak przy zleceniach. Dom trzeba posprzątać, pomalować, wyposażyć w meble, wyburzyć albo dobudować ściany celem połączenia pokojów albo zrobienia nowych. Na każdy taki dom mamy kilku potencjalnych kupców, których awatary widzimy na ekranie podczas remontowania. Komentują oni czynione przez nas postępy, dzięki czemu wiemy, co im się podoba, a co nie. Informacje o nich pojawiają się również na ekranach ładowania, w ograniczonym zakresie można je też sprawdzić w mediach społecznościowych. I w tym przypadku zasada jest banalna: remont trzeba wykonać tak, żeby dom można było sprzedać z jak największym zyskiem. Kiedy zakończymy pracę, wystawiamy odnowiony dom na aukcję i sprzedajemy temu, kto oferuje najwięcej. Wraz ze zleceniami, pozwala to na zdobycie dalszych pieniędzy, a docelowo – kupno, remont i sprzedaż wszystkich dwudziestu domów. W ostateczności któryś dom można przekształcić na swoje biuro zamiast go sprzedawać.

Jedną z pierwszych rzeczy, która urzekła mnie w House Flipperze, jest polskie tłumaczenie. Chociaż akcja ponad wszelką wątpliwość rozgrywa się w Ameryce, wzorem The Sims autorzy zdecydowali się na zabawne nazwiska zleceniodawców. Ale rzeczą absolutnie genialną są mejle, które od nich otrzymujemy. Nie są to sztywne, formalne wiadomości, jak to często bywa w grach, tylko bardzo luźne i pełne potocyzmów teksty. Sam prowadziłem kiedyś własną firmę, więc przy niektórych mejlach śmiałem się szczerze, widząc, jak tłumaczom udało się idealnie odwzorować styl różnych rodzajów klientów. Jak przystało na grę debiutującą w 2018 roku, mamy również system rozwoju umiejętności. Przykładowo, na samym początku zużywamy takie ilości farby, że niejeden malarz by się załamał. Kiedy jednak maksymalnie ulepszymy zdolność malowania, na jednej puszcze możemy objechać i pół domu. Jest to mało realistyczne, ale dzięki temu wyraźnie czujemy, że nasza postać czyni postępy, nawet jeżeli rozwinięcie wszystkich umiejętności do maksimum wymaga sporo czasu.

Możliwości wyremontowania i urządzenia domu są sensowne. Zaczyna się od sprzątania, potem gipsowanie, malowanie, kładzenie kafelków, wyburzanie i budowanie ścian itd. Na pewno jest co robić, ale jak na mój gust jest tego jednak za mało. Przykładowo, nie można nic zrobić z ogrodem – jeżeli rosną w nim chwasty, to pozostaną tam na zawsze. Jeżeli twórcy stwierdzili, że w danym miejscu można zamontować kaloryfer, sedes czy prysznic, to można to zrobić tylko w tym miejscu i już. Nie ma możliwości przeniesienia łazienki do innego pomieszczenia albo powiększenia jej, bo jesteśmy skazani na z góry przewidziane dla sanitariatów miejsce. Stelaż na kaloryfer przeszkadza, bo nie można ustawić pod oknem półki? No trudno.

Z jednej strony można by to wytłumaczyć tym, że kanalizacja i ocieplenie są podłączone w tych konkretnych miejscach, co ma nadać grze chociaż namiastki realizmu. Nie skuwam jednak kafelków ani nie zdzieram paneli, tylko w ciągu 30 sekund maluję cały pokój farbą (albo nawet buduję już pomalowaną ścianę). Realizmu w tej grze nie ma, więc co komu przeszkadza magiczne przenoszenie rur kanalizacyjnych? To samo tyczy się zresztą ścian konstrukcyjnych – nie da się ich wyburzyć, co oznacza brak możliwości powiększenia albo zmniejszenia domu. A że nie ma też schodów, nie dobudujemy piętra ani piwnicy. Skutkuje to tym, że kupujemy działkę, której tylko pewną część zajmuje dom o odgórnie narzuconym metrażu, a cała reszta to nieużytek.

Generalne remonty domów: House Flipper 3

Gra cierpi na drobne błędy albo niedopatrzenia. Parę razy zdarzyło się, że nie mogłem w ogóle usunąć zabrudzenia. Choćbym nie wiem, pod jakim kątem się do niego zabierał, w którym miejscu i jak długo je wycierał, nie chciało ono zejść. Kiedy zabrudzenie przestaje być widoczne, wcale nie oznacza to, że zostało usunięte. Chociaż wykupiłem ulepszenie pokazujące na minimapie brudy, wskazywało ono na czyste miejsce. Okazywało się, że pozostał tam jakiś piksel – kiedy wreszcie szczęśliwym trafem na niego najechałem, pokazywała się opcja „wyczyść”. Bez wykupienia wspomnianego ulepszenia gracze mogą dostać białej gorączki, widząc nieskazitelnie czyste pomieszczenie, w którym ukryte jest niewidoczne zabrudzenie. Sporadycznie zdarzają się też inne błędy, jak chociażby niemożność wkręcenia jednej śrubki karnisza, co jest równoznaczne z niezamontowaniem go w ogóle. Razu pewnego, idąc kliknąłem przycisk zamknięcia drzwi. Ponieważ nie zdążyłem wyjść z framugi, zablokowałem się w niej wraz z zamkniętymi drzwiami, a gra zgłupiała i nie wiedząc, co robić dalej, bidulka się zawiesiła.

Rzecz, która zdecydowanie jest nieprzemyślana, to brak podsumowania zlecenia w trakcie jego wykonywania. Będąc w „bazie” dostajemy mejl ze szczegółami, a na miejscu dysponujemy tabletem, który niestety opcji odczytania wiadomości nie posiada. Mamy co prawda cele do wykonania wyświetlone pod minimapą, ale niekoniecznie są one pomocne. Raz, że tekst nie zawsze mieści się w przeznaczonym na niego obszarze, a dwa – cele są dość lakoniczne. Jak dla mnie dość poważną wadą jest, że tak prosta gra nie obsługuje padów. Godzina to maksimum, jakie potrafię spędzić przy House Flipperze – tyle czasu trzymania PPM niemal non stop czas sprawia, że nadgarstek po prostu zaczyna boleć.

Generalne remonty domów: House Flipper 4

Sporym minusem jest też stosunkowo niewielka ilość przedmiotów – kolorów farb, wzorów paneli, łóżek itd. Jeżeli zdecydujemy się wyremontować wszystkie domy, to poczujemy znużenie brakiem różnorodności – i nie pomoże nawet możliwość tworzenia własnych obrazów z plików przechowywanych na komputerze. Oprawa graficzna jest całkiem niezła jak na grę o raczej dość ograniczonym budżecie, ale w żaden sposób nie usprawiedliwia znaczących spadków płynności, powodowanych… tak naprawdę licho raczy wiedzieć przez co. Ot, w jednym momencie mamy 60 klatek, a po sekundzie, kiedy obrócimy się w innym kierunku, już 20. Gra ma nawet jakąś muzykę, czy może motyw muzyczny inspirowany plimkaniem Steve’a Jablonskiego do The Sims. Jest tego jednak na tyle mało, że po dłuższej chwili słuchania w graczu budzi się chęć mordowania niewinnych. Stąd też najlepiej jest już na dzień dobry wyłączyć całkowicie muzykę, a w tle puścić sobie swoją. Przy dźwiękach Shakiry, Álvara Solera i innych hiciorów, przy których zawsze pracuję, nawet fikcyjne remontowanie jest dużo lepsze.

House Flipper jest przyjemny ze względu na swoją prostotę i pozwala zrelaksować się, kiedy akurat nie mamy ciekawszych zajęć. Wersja, która trafiła do sprzedaży po wyjściu z wczesnego dostępu to jednak nadal raczej szkielet. Początkowo liczba rzeczy do zrobienia wydaje się sensowna, ale im więcej czasu spędzimy z grą, tym większe znużenie i powtarzalność odczuwamy. Nie możemy rozbudowywać ani wyburzać, dobudowywać pięter czy zająć się ogrodem. Nie oznacza to wcale, że House Flipper jest grą złą – to miła odskocznia, przy której raz na jakiś czas można się dobrze odstresować przez jakąś godzinkę, a potem wrócić do niej po tygodniu i zrobić to samo. Nałogowe granie raczej nie wchodzi w rachubę, bo prędzej umrze się z nudów. No chyba że twórcy będą rozwijać ją w ramach jakichś darmowych aktualizacji o kolejne możliwości – jeżeli nie, 72 złote wydają się ceną trochę zbyt wygórowaną.

ZOBACZ W SKLEPACH

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Generalne remonty domów: House Flipper
Platformy: Windows
Producent: Empyrean
Wydawca: PlayWay
Gatunek: symulator
Premiera: 17 maja 2018

Dodaj komentarz

avatar