Let’s Meat Adam 1

Umierając z nudów przy Far Cryu 5, postanowiłem znaleźć sobie grę jak najdalszą od wielkich budżetów. Zagrałem we Frostpunk, nadrobiłem Expeditions: Viking, zawędrowałem nawet w tak niszowy obszar, jak Eiyū senki: The World Conquest. Chociaż jestem po japonistyce, dość naiwnie zainstalowałem wersję nieocenzurowaną tej produkcji. Zamieniała ona połączenie visual novel, dating sim i pseudo-RPG z walką w turach w symulator randkowy. Niestety, główną jego „atrakcją” było odblokowywanie scenek, w których jako dorosły mężczyzna kopulowaliśmy z postaciami o wdzięcznych imionach Napoleon czy Cezar, wyglądających jak sześcioletnie dziewczynki. Mój kompas moralny się zbuntował i porzuciłem tę grę; ostatecznie trafiłem na coś nawet bardziej niszowego niż historyczny symulator pedofila – queerowy thriller Let’s Meat Adam.

Tytułowy Adam to młody gej, który przeprowadza się do Zachodniego Hollywood, gejowskiej mekki Los Angeles, z nadzieją na zrobienie kariery. Na miejscu zaprzyjaźnia się z Vince’em, innym aspirującym aktorem, a mniej więcej w tym samym czasie nastaje moda na pokoje zagadek. Jedna z miejscowych atrakcji tego typu cieszy się taką popularnością, że dostęp do niej staje się reglamentowany. Adamowi i Vince’owi udaje się zdobyć zaproszenia i razem z kilkoma innymi mężczyznami zostają zamknięci na całą noc. Szybko okazuje się, że to, co miało być niewinną atrakcją mającą dostarczyć dreszczyku emocji, zamienia się w śmiertelną pułapkę i chorą grę gospodarza rodem z Piły. Kim jest tajemniczy człowiek w masce kozła i dlaczego chce zabić graczy? Czy bohaterowie giną naprawdę, czy może to część scenariusza? Czy uda im się przeżyć noc i wydostać z pułapki?

Let’s Meat Adam 2

Let’s Meat Adam zrealizowano na silniku Ren’Py, więc u podstaw mamy do czynienia z visual novel, okraszoną jednak dodatkowymi elementami. Ponieważ całość rozgrywa się w escape roomie, naszym celem jest trzymanie się zasad narzuconych przez „gospodarza”. Działania planować należy tak, żeby dostosować się do wytycznych Człowieka-Kozła. Mało tego, żeby wydostać się z kolejnych pokoi, należy rozwiązać powiązane z nimi zagadki, co stanowi ciekawy dodatek – czy może raczej clou gry. Można więc powiedzieć, że czujemy się jak w prawdziwym pokoju zagadek. A historia trochę zatacza koło – atrakcja inspirowana grami komputerowymi staje się miejscem akcji gry komputerowej. Twórca nawiązuje nawet do jednej z takich produkcji – Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors – nie tylko jej tytułem, ale także ilością godzin, osób i drzwi.

Skoro była mowa o zagadkach, to porozmawiajmy o nich. Żeby wydostać się z pokoju, trzeba poznać szyfr do drzwi, a ten ustalamy badając pomieszczenie i szukając wskazówek. Chociaż pierwsze dwie są proste i sprawiają, że trochę opuszczamy gardę, to potem jednak zaczyna robić się nieco trudniej. Niczym podczas grania w stare przygodówki, siedziałem z kartką i długopisem, robiąc notatki (albo trzaskałem zrzuty ekranu zagadek). Ponieważ gra jest niedostępna w języku polskim, małe ostrzeżenie: bez przynajmniej dobrej znajomości angielskiego nie podchodźcie. Co najmniej jednej zagadki prawdopodobnie wtedy nie rozwiążecie bez sprawdzania jej w Internecie. Sam się na niej zaciąłem, musząc szukać w słowniku angielsko-angielskim synonimów dla nazw siedmiu grzechów głównych. A nie oszukujmy się, zagadek jest niewiele, więc trochę szkoda „rozwiązywać” je poprzez guglowanie.

Gra posiada kilka zakończeń, uzależnionych od podejmowanych przez nas decyzji. Trochę jednak szkoda, że fabuła jest nam w mniejszym lub większym stopniu narzucona. Nie możemy działać wbrew regułom Człowieka-Kozła, a lista osób, z którymi możemy wejść do pokoju, jest ograniczona zarówno przez zasady, jak i przez samą fabułę. Bez względu na to, z kim znajdziemy się w parze, zawsze trafiamy do tych samych pokojów, co znacząco ogranicza replayability. Mało tego, spore partie scenariusza są po prostu odgórnie ustalone, więc nawet zakończenie oznaczone jako „idealne” kończy się bez możliwości uratowania większości graczy. Kiedy po pierwszym przejściu korzystałem z opcji autoprzewijania dialogów, żeby przy następnych podejściach zaliczyć ją szybciej, zauważyłem też, że o zakończeniu decydować może jedna decyzja ze środka scenariusza. Nawet jeżeli wszystko inne zrobimy tak samo jak w zakończeniu idealnym, ta jedna różnica automatycznie oznacza najgorsze – i nic, co później zrobimy, tego nie zmieni.

Samo zakończenie zaś… no cóż, według mnie jest mniej lub bardziej przesadzone i nieco głupkowate, no ale kimże ja jestem, żeby oceniać motywacje pikselowego psychola? Wiecie, takiego typowego świra rodem z horrorów, jak Pan Układanka. Z drugiej strony – być może scenarzysta lub scenarzyści to członkowie społeczności gejowskiej, a motywacje zabójcy i ogólna tematyka gry to jakiś ich komentarz? Szpila wymierzona w tych, których nie lubią? Jakkolwiek by nie było, szkoda, że rozgałęzienia fabuły są dość ograniczone. Większa różnorodność, więcej zagadek, możliwości ratowania / pozostawiania postaci albo chociażby losowy zabójca – takie elementy na pewno wyszłyby grze na dobre.

Let’s Meat Adam 4

Grę stworzono na silniku Ren’Py, ale widać wyraźnie, że jej twórcy całkiem nieźle się w nim orientują. Całość jest przyzwoicie narysowana, chociaż liczba teł jest strasznie ograniczona, a projekt postaci nie każdemu się spodoba. Let’s Meat Adam na jednak za to animowane intro i outro i całkiem niezłe udźwiękowienie. To ostatnie obejmuje zarówno dźwięki tła (kiedy są potrzebne), jak i muzykę. Chociaż klubowe łubu-dubu do mnie nie trafia, tutaj pasowało nawet całkiem nieźle. Gra zawiera też elementy pornograficzne (rzecz jasna gejowskie), ale są one bardzo rzadkie. Nie licząc jednego pornoobrazka na początku, który zobaczy każdy gracz, można wcale nie zobaczyć innych. Wszystko zależy od tego, jak dobierane będą pary i jak będziecie grać. Tylko ostrzegam – jeśli jesteście wrażliwi, nie dążcie do złego zakończenia, bo zostaniecie uraczeni gejowskim porno wymieszanym z Hostelem

Let’s Meat Adam to produkcja dość interesująca. Pierwsze jej przejście zajmuje około czterech godzin, plus nawet dodatkowa godzina na próbę rozwiązania zagadek. Wychodzi więc mniej więcej 10 zł za godzinę gry. Interesujący scenariusz, miejsce akcji i pociągana przez nie konieczność rozwiązywania zagadek to zdecydowane plusy. Największą wadą jest to, że wpływ mamy tak naprawdę tylko na to, jakie obejrzymy zakończenie, a cała reszta jest odgórnie narzucona i toczy się bez naszego udziału. Jeśli dodać do tego ograniczoną ilość pokojów, przekłada się to na grę do przejścia na jeden raz. Przy drugim można co najwyżej przewijać dialogi, bo i tak nic nowego się nie dowiemy. Tym niemniej, nawet jednokrotne jej przejście może dostarczyć graczowi rozrywki – jeżeli lubi atmosferę zaszczucia i niepewności.

Let’s Meat Adam 3

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Let’s Meat Adam
Platformy: Windows, Mac
Producent: Soulsoft Electronic Arts
Gatunek: visual novel, thriller, bara
Premiera: 1 maja 2017

Dodaj komentarz

avatar