Metal Gear Solid V

Cierpliwość fanów różnych serii często bywa wystawiana na próbę. Niektórzy chcą gry co roku, ale większość na kolejną odsłonę swojej ulubionej serii czeka kilka długich lat. Tak też było w przypadku Metal Gear Solid – na nową część przygód Big Bossa fanom przyszło czekać ponad siedem lat. Ale czy warto było czekać? O tym przekonacie się w poniższej recenzji.

2

Początek tej przygody przenosi gracza do końcówki Ground Zeroes. Po wypadku Snake budzi się w szpitalu, w którym rozpoczynamy jeden z najciekawszych samouczków w grach wideo od dawna. Powoli, ale skutecznie uczymy się poruszania wraz z postacią, która nie używała mięśni od kilku lat. Na tym etapie jesteśmy bezradni i nie poradzilibyśmy sobie bez pomocy, wobec czego często musimy unikać przeciwników. Takich motywów jest na początku bardzo dużo, a to dopiero początek opowieści. Gdy wydostaniemy się ze szpitala, otrzymujemy misję uratowania jednego z dawnych towarzyszy i – już jako w pełni wyposażony Big Boss – ruszamy do boju. Trafiamy do niewielkiej wioski, w której przetrzymywany jest nasz przyjaciel i w tym momencie zupełnie sami decydujemy o tym, jak go uwolnimy. Czy zrobimy to w nocy, po cichu i bez zwracania uwagi strażników, czy też wkroczymy do akcji jak Rambo, zabijając wszystko, co stanie nam na drodze. Opcji jest sporo, a każdego przeciwnika można unieszkodliwić na różne sposoby. Może na papierze wydaje się to mało ekscytujące, ale naprawdę otrzymujemy pełną swobodę w kwestii prowadzenia protagonisty i jego ekipy. Oczywiście podczas misji działamy jako jedna postać, ale nie jesteśmy sami. Po pierwszej udanej misji trafiamy do Mother Base, czyli własnej bazy, którą będziemy rozbudowywać, rekrutować w niej ludzi czy tworzyć nowe technologie, które wykorzystamy podczas zadań. Czujemy się dzięki temu się jak prawdziwy szef wielkiej organizacji skupiającej wokół siebie najemników. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej, jaką oferuje gra – z czasem opcji jest tak dużo, że potrzeba naprawdę sporo czasu na to, żeby z nimi się zapoznać i czerpać pełnię radości z wykorzystywania ich.

3

Fabuła Metal Gear Solid V jest bardzo skomplikowana i myślę, że bez znajomości poprzednich odsłon na początku będziemy trochę jak dziecko we mgle. Z czasem wszystko jednak się wyjaśnia i nawet jeśli nie graliśmy w żadną wcześniejszą część serii, to gra mimo wszystko może przypaść nam do gustu. Duża w tym zasługa przede wszystkim rewelacyjnych przerywników filmowych, sprawiających wrażenie, jakbyśmy oglądali wysokobudżetowy film akcji, a to wszystko dzięki użytym filtrom i znakomitemu kadrowaniu. Grafika jest niesamowita, a i tak nawet na słabszych sprzętach możemy podziwiać ją na najwyższych ustawieniach. Silnik graficzny doskonale radzi sobie z generowaniem zarówno wspaniałych krajobrazów, jak i najdrobniejszych detali na stroju czy broni. Równie genialna jest ścieżka dźwiękowa – odgłosy broni to czyste złoto dla uszu, a jest to ważny aspekt, jeżeli decydujemy się grać po cichu, ponieważ możemy wtedy dokładnie słyszeć kroki przeciwników. Wisienką na torcie jest jednak muzyka – akcja The Phantom Pain rozgrywa się w latach 80., a dzięki otrzymywanym po drodze taśmom otrzymujemy do naszego radia najlepsze kawałki tamtej dekady. Doskonale buduje to klimat, kiedy lecąc na misję helikopterem słuchamy ulubionej piosenki – dla takich momentów warto grać.

4

Niestety, nie ma gier idealnych i jest kilka rzeczy, które należy w Metal Gear Solid V zaliczyć na minus. Pierwszą z nich jest mocno ograniczana przez silnik ruchliwość postaci, przez którą można wspinać się tylko w niektórych miejscach albo zaciąć się przy jakieś przeszkodzie. System kierowania pojazdami mógłby być lepszy, ale to nie Grand Theft Auto, więc na ten akurat aspekt można przymknąć oko. Sporą wadą jest jednak sposób, w jaki przedstawiono fabułę. Co prawda wspominałem o znakomitych przerywnikach filmowych, ale jest ich za mało – chciałoby się ich więcej, ale zamiast nich otrzymujemy audiobooki. Myślę, że gdyby twórcy dostali więcej czasu i pieniędzy, sytuacja mogłaby wyglądać inaczej. Co więcej, „główne zagrożenie” jest bardzo absurdalne, ale może tak miało być. To wszystko rekompensuje jednak niesamowity finał, który sprawił, że opadła mi szczęka. Nie obyło się ono jednak bez kontrowersji, ponieważ kanonicze zakończenie zostało wycięte z gry w postaci ostatniej misji. Do wad można zaliczyć również niewykorzystany motyw ataków i obrony bazy w trybie online. W teorii miał to być bardzo ciekawy tryb, jednak w praktyce jest on dziwne przedstawiony i wydaje mi się, że finalnie został wciśnięty na siłę. Minusem są również zadania poboczne, będące w zasadzie ciągle tym samym, tyle że z inna cyferką i innymi zasadami.

5

Poza kampanią dla jednego gracza, gra doczekała się również trybu wieloosobowego Metal Gear Solid Online. Jest to osobny tryb, w którym tworzymy postać i rozgrywamy pojedynki drużynowe w trzech tylko trybach na kilku mapach. Niestety, chociaż gra się w niego przyjemnie przy wykorzystaniu tego, co ma do zaoferowania kampania główna, to jednak braki w trybach i mapach sprawiają, że szybko zaczyna się on nudzić i czuje się mały niedosyt.

Metal Gear Solid V jest mimo drobnych wad grą wybitną, pokazująca, jak powinno robić się skradanki i budować napięcie od samouczka aż po napisy końcowe. Co prawda nie obeszło się bez pewnych zgrzytów, ale wobec przeważających plusów można przymknąć na nie oko. Gra powinna spodobać się zarówno fanom serii, jak i tym, którzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z Big Bossem. Moim zdaniem grzechem byłoby przejść obojętnie obok tak doskonałej produkcji.

Ocena: 9/10

Plusy
+ grafika
+ muzyka
+ klimat
+ dużo opcji zabawy
+ grywalność

Minusy
– fabuła mogłaby być lepsza
– ograniczenia w poruszaniu się postacią
– niewykorzystany potencjał gry w sieci
– powtarzające się zadania

Autor: Tariel

Dodaj komentarz

avatar