Monster Prom 1

Redaktora Pottero polowanie na dziwne i niszowe gry trwa w najlepsze. Po zawędrowaniu do gejowskiego escape roomu i wyremontowaniu kilku domów, trafiłem do liceum. Po co? Żeby stracić cnotę przed balem maturalnym znaleźć partnerkę albo partnera na bal maturalny. I powiem Wam, że spędziłem tam trochę czasu, bawiąc się naprawdę nieźle. Symulator randkowy w stylu visual novel opracowany przez studio o wdzięcznej nazwie Beautiful Glitch to rzecz, której zdecydowanie warto dać szansę. Przede wszystkim ze względu na to, że – co w przypadku tego typu gier rzadkie – pozwala na grę wieloosobową.

Uczniowie liceum Spooky High żyją już tylko jednym: zbliżającym się zakończeniem nauki oraz związanym z nim balem maturalnym. Gracz wciela się w nastolatka, którego celem jest znalezienie partnerki albo partnera na to wiekopomne wydarzenie. Nie jesteśmy jednak zwykłym licealistą z American Pie, a potworem rodem ze Straszyceum – predefiniowanym zombie, cieniem, ifrytem albo monstrum Frankensteina. A że potworom i tak trudno jest znaleźć miłość, płeć i orientacja seksualna nie grają dla nich roli. Stąd też bez względu na to, jaką postać wybierzemy, zalecać możemy się do wilkołaka Scotta, wampira Liama, demona Damiena, syreny Mirandy, ducha Polly i gorgony Very. Cała zabawa polega na tym, żeby wykorzystać czas pozostały do balu na poprawienie relacji z postaciami, dzięki czemu nie odrzucą one naszego zaproszenia na imprezę.

Monster Prom 2

Rozgrywka w Monster Prom jest banalnie prosta, ale wcale nie znaczy to, że znalezienie partnera na bal to banał. Zagrać można w trybach „szybkim” albo „pełnym”, różniącymi się przewidywanym czasem rozgrywki (od 30 do 120 minut) oraz ilością możliwych interakcji z postaciami. W trybie szybkim jest ich znacznie mniej, co trochę utrudnia zabawę. Interakcje to albo wydarzenia w szkolnej stołówce, albo na kampusie. W tym drugim przypadku sami wybieramy miejsce, do którego chcemy pójść, np. sala wykładowa, aula, biblioteka itd. Każde takie wydarzenie to typowy dla visual novels dialog z postacią albo postaciami, podczas którego wybieramy jedną z dwóch dostępnych opcji jego zakończenia. Jeżeli spodoba się ona rozmówcy, zwiększa się jego sympatia do nas, wpływa to również na polepszenie albo pogorszenie naszych statystyk. Kiedy tuż przed balem mamy wystarczająco dużo sympatii i odpowiednie statystyki, postać zgodzi się pójść z nami.

Trzon zabawy wydaje się więc banalnie prosty, ale początkowo może być ona nieco trudna. Gra mówi nam tylko, że mamy rozmawiać z postaciami i zaprosić je na bal. Dopiero po kilku, kilkunastu rozgrywkach zaczynamy zauważać pewne zależności i ogarniać, jak to wszystko działa. Wtedy zabawa staje się znacznie prostsza i ogranicza się do tego, żeby wybrać odpowiednią opcję dialogową. A te nie zawsze bywają oczywiste. Dlaczego? Ponieważ Monster Prom to przede wszystkim absurdalna komedia, w której nierzadko wybieramy pomiędzy dwiema odpowiedziami typu „wilkoksiężyc” i „wilkowilkołaki”. Trzeba solidnie rozważyć, która z nich bardziej spodoba się rozmówcy. No chyba że nie zależy nam na umówieniu się z nim, wtedy ciężar wyboru jest znacznie mniejszy. Jakby tego było mało, sytuacji przygotowanych przez twórców jest ponad tysiąc. Co prawda są one generowane losowo, więc mogą się powtarzać, ale taka pula scenariuszy pozwala na dość długie granie i wyklucza nauczenie się gry na pamięć.

W Monster Prom można grać zarówno samemu, jak i w maksymalnie cztery osoby – przez Internet albo przy jednym komputerze. Gra znacznie zyskuje przy „kanapowym multiplayerze”, bo często prowadzić może wtedy do zabawnych sytuacji. Przykładowo, co „turę” zmienia się kolejność, w jakiej gracze będą wykonywali czynności. Co o niej decyduje? Udzielenie odpowiedzi na pytanie i dyskusja pomiędzy graczami. Dla przykładu: podaj tytuł filmu i powiedz go na głos, zanim klikniesz „dalej”. Po wykonaniu tych czynności gra daje graczom zadanie: pierwsza będzie ta osoba, która wymieniła film, który będzie dziwniejszy w wersji porno. Chłopiec w pasiastej piżamie wygrał tutaj bezsprzecznie. Takich zabawnych scenariuszy jest więcej, np. zwierzę, które najdziwniej wyglądałoby na herbie nowego rodu z Gry o tron (okoń), kim mogliby być z zawodu niemieckie odpowiedniki Maria i Luigiego (prostytutkami). Jeżeli gracze uznają, że żaden nie udzielił dobrej odpowiedzi albo wszystkie są równie dobre, wtedy kolejność jest losowana przez grę.

Jak wspomniałem wcześniej, Monster Prom to przede wszystkim komedia i pod tym względem sprawdza się świetnie. Nie sposób zliczyć, ile zabawnych nawiązań do świata rzeczywistego wrzucili tutaj twórcy. Wilkołak Scott jawnie nawiązuje do Nastoletniego wilkołaka, a Damien LaVey do Omenu i założyciela satanizmu. Najpopularniejszą grą mobilną wśród potworów jest Pokemans Go, polegająca na łapaniu ludzkich księgowych. Młodzież ekscytuje się serią filmową opowiadającą o miłosnym trójkącie ludzi, z których niektórzy błyszczą się w słońcu. Do tego dochodzą po prostu zwariowane i prześmieszne scenariusze oraz liczne, nieprzetłumaczalne na język polski gry słowne. No i same postacie, z których większość jest albo po prostu szalona, albo wyszydza subkultury i trendy. Ot, chociażby wampir Liam, który jedzeniu na szkolnej stołówce robi tylko zdjęcia, żeby wrzucać je na Instagram. Zwariowana Polly, uzależniona od seksu, imprez i narkotyków, to też klasa sama w sobie.

Monster Prom 3

Bez względu na to, czy wybierzemy grę szybką czy pełną, zawsze robimy to samo – i to jest jedną z największych wad Monster Prom. Granie w singlu po kilkunastu takich rozgrywkach może się znudzić. Nawet scenariusze przestają tracić urok, bo do zabawy po prostu wkrada się monotonia. Pewną niedogodnością może być też całkowity brak możliwości zapisania gry. Jeżeli zdecydujemy się na pełną rozgrywkę, musimy zaliczyć ją za jednym posiedzeniem. Trudno jednak uznać to za jednoznaczny minus, bo dzięki temu dokonywane przez gracza wybory mają większą wagę, zmuszając go do ostrożności. Prawdopodobnie nie każdemu przypadnie też do gustu każdy rodzaj humoru, jaki gra oferuje. Poza tym wspomnianym w poprzednim akapicie, trafiają się również żarty kloaczne albo takie, które potencjalnie mogą kogoś urazić. Rozrzut rodzajów humoru i dowcipów jest tutaj jednak na tyle duży, że z dużą dozą prawdopodobieństwa każdy trafi na coś, co go rozbawi.

Na minus zaliczyć można również to, że w momencie rozgryzienia, co i jak, gra tak naprawdę traci na uroku. Na początku możemy tego nie zauważyć, ale im dłużej gramy, tym bardziej oczywiste staje się, że gra ma bardzo „sztywne” zasady. Wystarczy, że zdobędziemy określoną liczbę „serduszek” oraz odpowiednio rozwiniemy statystyki pociągające postać, np. urok czy śmiałość. Wartość tych statystyk jest uzależniona od tego, czy gramy solo, z kimś, w trybie szybkim czy pełnym, ale zawsze jest taka sama. Oznacza to, że wystarczy po prostu mieć u postaci X np. pięć serduszek, 11 punktów charyzmy i 10 mądrości, a jest nasza. No chyba że trafimy na sekretne zakończenie, w którym nam odmówi. A takich sekretnych zakończeń jest kilkanaście – znalezienie ich może wymagać naprawdę wielu podejść. Tylko ilu graczom wystarczy zaparcia, żeby odblokować je wszystkie?

Monster Prom 4

Na sam koniec, tylko z recenzenckiego obowiązku, warto wspomnieć też o oprawie wizualnej. Kolorowe, ręcznie rysowane modele postaci i scenerie cieszą oko, a chociaż mamy do czynienia z potworami, to dzięki projektowi trudno nie czuć do nich sympatii. Sporadycznie zdarzy im się coś powiedzieć – te dźwięki akurat są dobre. Nieco gorzej jest z muzyką, która początkowo „robi klimat”, ale po pewnym czasie po prostu ją wyłączyliśmy i zastąpiliśmy youtube’ową playlistą ze swoimi szlagierami.

Monster Prom to zabawna i sympatyczna gra, ze względu na możliwość rywalizacji wyróżniająca się na tle innych visual novels. Trzeba jednak mieć świadomość, że pełny jej potencjał wykorzystać można dopiero podczas gry wieloosobowej przy jednym komputerze. To wtedy błyszczy najmocniej i dostarcza najwięcej radochy. Wtedy też nieco podnosi się poziom trudności, a można dodać też jakieś własne zasady w celu dalszego jego zwiększenia – np. dwaj gracze rywalizują o względy tej samej postaci. W singlu może znudzić dość szybko, ale świetnie sprawdza się jako gra „imprezowa”. W moim przypadku dała radę również jako alternatywa dla monopoly, scrabble’a czy iKnow.

PS Przyznaję bez bicia, że American Piee w tytule recenzji to ordynarny klikbajt. Obie te produkcje łączy tylko to, że opowiadają o licealistach zbliżających się do balu maturalnego. I spora liczba „fucków”. No i czasem poziom humoru.

SZCZEGÓŁY:

Tytuł: Monster Prom
Platformy: Windows, Linux, macOS
Producent: Beautiful Glitch
Wydawca: Those Awesome Guys
Gatunek: visual novel, kompetytywny symulator randkowy
Premiera: 27 kwietnia 2018

Dodaj komentarz

avatar